Jego ostatni koncert był porażką. Kilka miesięcy później Jim Morrison (The Doors) już nie żył
Autodestrukcyjne zapędy Jima Morrisona sprawiły, że jego - jak się później okazało - pożegnalny koncert w składzie The Doors okazał się porażką. W trakcie występu przeżywający załamanie wokalista rozbił mikrofon i zszedł ze sceny. Raptem pół roku później Morrison już nie żył, a okoliczności śmierci dla wielu fanów wciąż budzą wątpliwości, choć od tragedii minęło już ponad pół wieku.

Jim Morrison w połowie lat 60. coraz bardziej pogrążał się w nałogach. Grający na instrumentach klawiszowych Ray Manzarek wspominał, że wokalista przez kilka miesięcy żywił się fasolą w puszce i LSD. Nadużywanie trunków miało z kolei wpływ na zachowania sceniczne frontmana.
"Jim był jak doktor Jekyll i Mr. Hyde. Kiedy był trzeźwy, był zrównoważonym erudytą i typem przyjacielskiego kolesia... Po prostu Mr. America. Kiedy zaczynał pić, na początku był w porządku, ale nagle zmieniał się w maniaka" - opowiadał Paul Rothchild, producent pierwszych pięciu płyt The Doors.
12 grudnia 1970 r. podczas koncertu w The Warehouse w Nowym Orleanie wokalista przeszedł załamanie. W trakcie klawiszowej solówki Manzarka w przeboju "Light My Fire", Morrison usiadł przy perkusji. Z podestu wstał dopiero ponaglony przez perkusistę Johna Densomore'a, jednak zamiast dokończyć występ, rozwalił mikrofon o scenę i zszedł za kulisy. To był koniec.
Zobacz również:
Ostatni występ Jima Morrisona
John Densmore w swojej biografii "Riders on the Storm" napisał, że po koncercie doszło do spotkania z gitarzystą Robbiem Kriegerem i Rayem Manzarkiem, podczas którego zapadła decyzja o zakończeniu występów na żywo.
Od grudnia 1970 r. trwały nagrania płyty "L.A. Woman", jednak jeszcze zanim ukończono miksy materiału (w połowie kwietnia 1971 r.), Jim Morrison wraz ze swoją partnerką Pamelą Courson wyruszył do Paryża. Stolicę Francji odwiedził w wakacje 1970 r. i wówczas to miasto przypadło mu do gustu na tyle, że rozważał przeprowadzkę, by tam pisać. Wyjeżdżając, Morrison do końca nie sprecyzował swoich planów na następne miesiące. Nie było też wiadomo, czy zamierza powrócić do The Doors, choć pewne znaki wskazywały na to, że myślał o porzuceniu zespołu na dobre.
Z Morrisonem w składzie grupa The Doors wydała w sumie sześć płyt studyjnych: "The Doors" (1967), "Strange Days" (1967), "Waiting for the Sun" (1968), "The Soft Parade" (1969), "Morrison Hotel" (1970) i "L.A. Woman" (1971).
W Paryżu Morrison chciał na dobre poświęcić się pisaniu, w mieście szukał głównie śladów zostawionych przez takich twórców, jak Baudelaire czy Ernest Hemingway. Biografowie wokalisty podkreślają, że wówczas nasiliły się jego kłopoty z trunkami, które wcześniej ściągały na niego kłopoty.
Tak wyglądały ostatnie chwile Jima Morrisona
Wieczorem 2 lipca 1971 r. Jim i Pamela poszli do kina na film "Pursued" z Robertem Mitchumem w roli głównej. Później wrócili do wynajmowanego apartamentu przy Rue Beautreillis 17, gdzie po pewnym czasie poszli spać. Po godzinie Courson obudziła się, słysząc, że Morrison dławi się i bulgocze. Obudzony wokalista The Doors w łazience zaczął wymiotować krwią, jednak miał zapewnić swoją partnerkę, że czuje się lepiej i nie potrzebuje lekarza i chciałby się wykąpać. Pamela poszła wówczas spać i obudziła się ok. 8 rano 3 lipca.
W łazience znalazła nieprzytomnego Morrisona, który nie reagował na jej próby obudzenia. Ok. 8.30 Courson zadzwoniła do swojego przyjaciela Alaina Ronaya, a chwilę później po straż pożarną. Wg późniejszych relacji Pameli, przybyli strażacy wyciągnęli Morrisona z łazienki i położyli w sypialni, gdzie rozpoczęli masaż serca, który jednak nie przyniósł skutku.
Zobacz również:
Francuski lekarz Max Vasille napisał, że śmierć nastąpiła z "przyczyn naturalnych". Nie wykonano jednak autopsji. Menedżer Bill Siddons po otrzymaniu informacji od Courson wsiadł w najbliższy samolot do Francji. W Paryżu zobaczył trumnę i akt zgonu, choć sam nie widział ciała.
W pogrzebie na cmentarzu Pere Lachaise uczestniczyło tylko pięć osób: Alain Ronay, jego przyjaciółka i reżyserka Agnes Varda, Robin Wertle (sekretarka Morrisona przez kilka miesięcy jego pobytu w Paryżu), Bill Siddons i Pamela Courson. Nie powiadomiono nikogo z rodziny, przyjaciół czy kolegów z The Doors.
Menedżer The Doors Danny Sugerman w autobiografii "Wonderland Avenue" wspominał spotkanie z Pamelą Courson po jej powrocie do Stanów Zjednoczonych. Wówczas partnerka wokalisty miała przyznać, że przyczyną śmierci było przedawkowanie nielegalnych używek. Sugerman jednak zaznacza, że zmagająca się uzależnieniami Courson podawała kilka różnych wersji śmierci Jima, łącznie z tym, że sama zabiła swego partnera.
"Była najbardziej niebezpieczną dziewczyną, którą kiedykolwiek znałam" - powiedziała Diane Gardner, przyjaciółka Pam i przez krótką chwilę rzeczniczka The Doors.
Tajemnicza śmierć Pameli Courson. Ukochana Jima Morrisona miała 27 lat
25 kwietnia 1974 r. Pamela Courson zmarła z powodu przedawkowania nielegalnych używek w sypialni apartamentu w Los Angeles, który wynajmowała z dwoma mężczyznami. Kobieta miała 27 lat, tyle samo, co jej ukochany - Jim Morrison, jeden z najbardziej znanych przedstawicieli niesławnego Klubu 27.
Początkowo jej rodzice chcieli pochować Pam u boku Morrisona na cmentarzu Pere-Lachaise w Paryżu, ale ostatecznie odstąpili od tego pomysłu w związku z kwestiami prawnymi dotyczącymi transportu zwłok do stolicy Francji. Skremowane szczątki Pam Courson spoczęły w Fairhaven Memorial Park w Santa Ana w Kalifornii. Na grobie pojawił się napis Pamela Susan Morrison 1946-1974, choć kobieta nigdy nie wzięła ślubu z wokalistą The Doors. Takie samo nazwisko wpisane zostało do aktu zgonu.
Po śmierci Pam jej rodzice Columbus i Penny Courson odziedziczyli fortunę należącą wcześniej do Jima Morrisona, który w testamencie zapisał wszystko swojej ukochanej. Przez następne kilka lat trwały sądowe batalie, w których rodzice rockmana próbowali podważyć jego ostatnią wolę. Ostatecznie w 1979 r. doszło do ugody pomiędzy rodzicami Jima i Pam, którzy zgodzili się po równo podzielić zyskami ze spuścizny Morrisona.
Na pogrzebie Courson w Santa Ana byli obecni pozostali muzycy The Doors, a Ray Manzarek zagrał kilka utworów, które Jim Morrison skomponował myśląc o swojej ukochanej (m.in. "Orange Country Girl"). Podczas ostatniego pożegnania nikt nie komentował burzliwego związku pary i nagłego opuszczenia tego świata.









![Festiwal Zaczarowanej Piosenki 2026: Cały tłum przyjaciół [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MX7JEA4P81HB6-C401.webp)

