"1991 był w pewnym sensie rokiem przejściowym. Wszystko, co było wcześniej i wszystko, co przyszło później, było zupełnie inne" - to komentarz jednego z internautów w serwisie Reddit w związku z przełomowymi płytami wydanymi w krótkim odstępie czasu między końcówką sierpnia i wrześniem. "Ta anomalia się już nie powtórzy. Tyle wspaniałości w półtora miesiąca" - dodaje inny użytkownik.
W tym zestawie poczesne miejsce zajmuje wydany 27 sierpnia 1991 r. album "Ten". Za sprawą swojego debiutu grupa Pearl Jam została legendą muzyki grunge, razem z Nirvaną, Alice In Chains i Soundgarden tworząc wielką czwórkę tego gatunku. Z tego grona Pearl Jam pozostaje de facto jedynym aktywnym wykonawcą. Dodatkowo trzy pozostałe formacje w tragicznych okolicznościach straciły swoich frontmanów - odpowiednio Kurta Cobaina, Layne'a Staleya i Chrisa Cornella.
Pearl Jam i "Ten". Jeden z najlepszych debiutów wszech czasów
Przyszły wokalista Pearl Jam - Eddie Vedder - nocami zarabiał na życie na stacji benzynowej w San Diego, a przed pracą za darmo pomagał w różnych klubach zespołom rozpakowywać sprzęt. Tak poznał perkusistę Jacka Ironsa, mającego już na koncie występy w Red Hot Chili Peppers. To od niego otrzymał kasetę z instrumentalnymi nagraniami od jego kolegów z Seattle: basisty Jeffa Amenta i gitarzysty Stone'a Gossarda (razem grali w Green River i Mother Love Bone) oraz kolejnego gitarzysty Mike'a McCready'ego. Trójka przyjaciół nie miała ani wokalisty, ani perkusisty, ale pracowała już nad nowym projektem. Partie bębnów nagrali Matt Cameron (Soundgarden) i Chris Friedl (były muzyk Shadow, w którym grał również McCready).
"Taśmę bez wokali, którą dał mi Jack, zabrałem do pracy na nocną zmianę. Miałem więc czas dobrze się z nią zapoznać, a następnego dnia poszedłem nad ocean. Musiałem posurfować. To siedziało w mojej głowie. Wróciłem, napisałem trzy teksty i tego samego dnia wysłałem całość pocztą" - wspominał później Eddie Vedder [cytat za: "Pearl Jam: Twenty"; większość cytatów w tym tekście pochodzi z tej książki].
Wspomniane teksty powstały do miniopery nazwanej "Momma-Son", na którą złożyły się utwory "Alice", "Once" i "Footsteps". Dwa pierwsze nagrania w niemal takiej samej formie trafiły później na płytę "Ten". Po telefonie od muzyków Vedder szybko przyleciał do Seattle, gdzie zagrał po raz pierwszy z Amentem, Gossardem, McCreadym i nowym perkusistą Dave'em Krusenem. Po tygodniu wrócił do siebie do San Diego, gdzie wciąż pracował na stacji benzynowej.
Pod koniec listopada 1990 r. wokalista spakował się do pickupa Toyoty i wyruszył w trwającą kilkanaście godzin podróż na północ. Początkowo pomieszkiwał w sali prób lub piwnicy domu Kelly'ego Curtisa (tam spotykał się z Jerrym Cantrellem, gitarzystą Alice In Chains).
"Pracowaliśmy przez cztery czy pięć godzin, szliśmy coś zjeść i wracaliśmy do pracy na następne pięć godzin. Nikt z nas nie czuł się wcześniej aż tak pewnie, jeśli chodzi o zespołowe komponowanie muzyki. Uwielbialiśmy tworzone wspólnie utwory i wyczuwaliśmy drzemiący w nich potencjał" - mówił Ament.
Eddie Vedder dodawał, że nikt nie czuł presji. "Wszystko zazębiało się samoistnie. (...) Był to swego rodzaju fenomen. Każdy z nas zajmował się muzyką przynajmniej od sześciu, siedmiu, ośmiu lat i grał w różnych zespołach, a mimo to czuliśmy, że dzieje się coś, czego odtąd nie doświadczyliśmy, coś co wynikało ze szczerości i sposobu, w jaki to wszystko z nas wypływało".
Jak Mookie Blaylock zmienił się w Pearl Jam
Nowy zespół tymczasowo otrzymał nazwę Mookie Blaylock. Tak nazywał się koszykarz drużyny New Jersey Nets - kolekcjonerska karta z jego wizerunkiem zaplątała się do pudełka na kasety, gdzie zespół przechowywał swoje demówki.
Pod tym szyldem grupa 22 października 1990 r. zagrała swój pierwszy koncert w Seattle, na który przyszło ok. 200 osób, w tym m.in. muzycy Soundgarden (wokalista Chris Cornell brał udział w projekcie Temple Of The Dog, który powstał po śmierci Andrew Wooda, wokalisty Mother Love Bone).
"Każdy z nas to mocno w środku przeżywał, ponieważ było to coś nowego i chcieliśmy, żeby wszystko dobrze wyszło. Eddie trochę panikował, śpiewał bowiem przed ludźmi grającymi na co dzień w popularnym Soundgarden" - opowiadał Jeff Ament.
Pearl Jam nie miał nawet prawdziwej nazwy, gdy z początkiem 1991 roku wyruszył w pierwszą trasę, posiadał za to muzykę, która już wkrótce miała się przeobrazić w jeden z najbardziej kultowych albumów we współczesnej historii rocka - to zdanie z "Pearl Jam: Twenty" jest dobrym podsumowaniem przeobrażenia Mookie Blaylock w Pearl Jam, do którego doszło w marcu 1991.
Eddie Vedder w wywiadach opowiadał, że nazwa pochodzi od halucynogennego dżemu jego prababci Pearl, która niby poślubiła indiańskiego wodza (w rzeczywistości jej mężem był imigrant z Danii). Później okazało się, że była to wymyślona historia, a faktycznie zespół połączył słowo "Pearl" z "jam", od rozciągniętych wersji koncertowych z występu Neila Younga.
Tytuł debiutanckiego albumu "Ten" pochodził od dziesiątki, którą na koszulce nosił Mookie Blaylock.
Ament i Gossard nie chcieli popełniać błędów, które przytrafiły się na początku współpracy Mother Love Bone z wytwórnią PolyGram. "Nie chcieliśmy marnować czasu i każdy z nas podchodził do tego tak samo. Jedyną i najważniejszą rzeczą w naszym życiu było wtedy tworzenie tej płyty" - mówił basista.
Muzyk uważał, że nagranie płyty Mother Love Bone kosztowało zbyt dużo, dlatego ustawili budżet na 75 tys. dolarów, a resztę zaliczki przeznaczyli na kupno lepszych instrumentów i sprzętu nagłaśniającego, a także pokrycie opłat za salę prób.
"Wszyscy czuliśmy to samo - musieliśmy zmierzyć się ze stratą, samotnością i naprawdę zaczynaliśmy to rozumieć. Byliśmy obolali. Na szczęście Stone chwytał za gitarę i przekuwał ten ból w muzykę" - to jeszcze słowa Amenta.
Pearl Jam i "Jeremy": Świat pędzi dalej, a ciebie nie ma
To basista Jeff Ament jest odpowiedzialny za "Jeremy", największy przebój z "Ten" i chyba najbardziej rozpoznawalny utwór Pearl Jam - w dużej mierze z powodu kontrowersyjnego teledysku, który miał imponującą rotację w MTV.
Vedder napisał tekst zainspirowany historią z dzieciństwa i artykułem o 16-letnim Jeremym Wade Delle'u, który zastrzelił się na oczach kolegów z klasy podczas lekcji angielskiego. Tragedia miała miejsce w Teksasie w 1991 roku. Wokalista zapewniał, że piosenka nie jest nawoływaniem do samobójstwa, a wręcz przeciwnie. "Kiedy giniesz, nic się nie zmienia. Świat pędzi dalej, a ciebie nie ma. Najlepszym rewanżem jest żyć dalej i pokazać im, kim jesteś. Pokazać, że jesteśmy mocniejszy od tych ludzi" - powiedział w rozmowie z rozgłośnią KISW FM.
"Ostatecznie wyszedł z tego tekst o bardzo mocnej wymowie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze na czym tak naprawdę polega komponowanie muzyki. Większość polegała na emocjach, które generował Ed" - mówił Jeff Ament.

1 sierpnia na antenie MTV premierę ma nakręcony w Londynie przez reżysera Marka Pellingtona teledysk "Jeremy". W tytułową rolę wcielił się aktor Trevor Wilson. W końcowej scenie Jeremy wchodzi do klasy, wkłada broń do ust i naciska spust - wówczas obraz rozbłyska światłem i zapada w czerń. Na koniec widzimy postaci uczniów splamione krwią nastolatka.
Zespół za "Jeremy" otrzymał cztery statuetki MTV Video Music Awards 1993, a także dwie nominacje do Grammy.
Pierwszym singlem z "Ten" był "Alive". W teledysku nakręconym podczas jednego z koncertów w Seattle w składzie grupy pojawił się perkusista Matt Chamberlain, który w lipcu 1991 r. zastąpił mającego poważne problemy z alkoholem Dave'a Krusena. Nowy muzyk dostał ofertę stałego zatrudnienia, którą jednak... odrzucił, wybierając studia w Nowym Jorku i pracę przy telewizyjnym programie "Saturday Night Live". Chamberlain (późniejszy perkusista m.in. Soundgarden) zaproponował swojego przyjaciela - Dave'a Abbruzzese, który z Pearl Jam dokończył trasę promującą "Ten".
Pearl Jam i "Black". "Wiem, że będziesz gwiazdą"
Wśród 11 numerów na płycie szczególne miejsce zajmuje ballada "Black". Co ciekawe, wytwórnia chciała wypuścić ten utwór na singlu, dostrzegając komercyjny potencjał, ale zespół postawił stanowcze veto.
"To zbyt kruchy utwór i zostanie zniszczony przez show-biznes" - tłumaczyli muzycy, dzwoniąc jednocześnie do dyrektorów rozgłośni radiowych, by mieć pewność, że singel nie trafi do eteru. Utwór i tak znalazł się na listach przebojów, docierając do 3. miejsca notowania Mainstream Rock "Billboardu".
"Wiem, że pewnego dnia twe życie będzie piękne / Wiem, że będziesz gwiazdą / Na czyimś nieboskłonie / Dlaczego nie na moim?" - śpiewa Eddie Vedder.
Nie wszyscy pamiętają, że płyta "Ten" komercyjny sukces nie odniosła od razu. Sprzedaż albumu nabrała rozpędu dopiero w 1992 r., trafiając na 2. miejsce listy najchętniej kupowanych płyt w Ameryce. To wówczas pojawiły się zarzuty o "sprzedanie grunge'owych ideałów", szczególnie gdy w lutym 1993 r. liczba egzemplarzy "Ten" przekroczyła "Nevermind" Nirvany. Wytwórnia cisnęła o wydanie "Black" na singlu, wokół zespołu zaroiło się od menedżerów zainteresowanych szybkim zarobkiem, a Eddie Vedder dostał propozycję reklamowania bielizny Calvina Kleina.
"Nie daję rady, muszę przystopować, nie chcę tego robić" - mówił wokalista.
Ostatecznie "Ten" w samych Stanach Zjednoczonych rozszedł się w nakładzie przekraczającym 13 mln egzemplarzy, trafiając też na szczyt zestawienia 10 najwspanialszych debiutów przygotowanych przez czytelników "Rolling Stone" (2013 r.). Pierwszy album Pearl Jam można odnaleźć również w czołówce takich list, jak m.in. "100 najlepszych płyt lat 90." czy "500 płyt wszech czasów".
Z okazji 35. rocznicy premiery, po raz pierwszy na winylu pojawi się "Ten Live" - zapis wyjątkowego koncertu w Wells Fargo Center w Filadelfii z 29 kwietnia 2016 r. Zespół po raz drugi w swojej historii (a po raz pierwszy w USA) zagrał w całości materiał z "Ten".












