Na początku lat 80. Mike Portnoy był nastolatkiem zafascynowanym muzyką. Regularnie chodził również na weekendowe pokazy "The Rocky Horror Picture Show". Nie były to zwyczajne seanse. Widzowie przychodzili w kostiumach, odpowiadali postaciom z ekranu i wspólnie wykonywali piosenki.
W centrum całego widowiska znajdował się Tim Curry jako doktor Frank-N-Furter. Po informacji o śmierci aktora Portnoy przyznał, że "odszedł kolejny ważny element jego dzieciństwa".
Perkusista Dream Theater nie był jedynym muzykiem, który pożegnał Curry'ego. W mediach społecznościowych wspominali go także Slash, Brian May, David Draiman z Disturbed i Flea z Red Hot Chili Peppers.
Dlaczego rockowi muzycy pokochali Tima Curry'ego?
Frank-N-Furter nie przypominał żadnego z klasycznych bohaterów musicalowych. Pojawiał się na ekranie w gorsecie, kabaretkach i butach na obcasie, a przy tym zachowywał pewność siebie właściwą największym rockowym frontmanom.
"The Rocky Horror Picture Show" trafił do kin w 1975 roku. Był to czas Davida Bowiego, Roxy Music, Lou Reeda i New York Dolls. Teatralne kostiumy, makijaż i zabawa płciowymi konwencjami nie były więc rockowej publiczności obce. Film przenosił tę estetykę do musicalu, dorzucając horror, kampowy humor i chwytliwe piosenki.
Początkowo produkcja nie wzbudziła większego zainteresowania. Drugie życie dostała dopiero podczas nocnych pokazów. Z czasem wokół filmu powstała osobna kultura, w której publiczność stawała się częścią przedstawienia. Dla wielu młodych ludzi był to nie tylko seans, ale też miejsce pozwalające bez skrępowania pokazać własną odmienność.
Flea wspominał po śmierci Curry'ego właśnie siłę tej postaci. Frank-N-Furter pokazywał, że można świadomie odrzucić oczekiwania otoczenia i samemu stworzyć swój wizerunek.
Tim Curry próbował sił jako rockowy wokalista
Popularność "Rocky Horror" sprawiła, że Curry został na długo utożsamiony z jedną rolą. Sam aktor próbował jednak wykorzystać swoje muzyczne możliwości także poza ekranem.
W latach 1978-1981 wydał trzy solowe płyty: "Read My Lips", "Fearless" i "Simplicity". Poruszał się między rockiem, popem i nową falą. Największą popularność zdobyła ironiczna piosenka "I Do the Rock", w której Curry wymieniał kolejne nazwiska ze świata polityki i popkultury.
Jego dyskografia nie odniosła sukcesu porównywalnego z filmami. Pokazywała jednak, że muzyka nie była w jego karierze jedynie dodatkiem do roli Franka-N-Furtera. Curry dysponował charakterystycznym barytonem, który później wykorzystywał również w dubbingu.
Tim Curry zmarł w wieku 80 lat
Aktor zmarł 25 sierpnia w swoim domu w Los Angeles. Informację przekazała jego wieloletnia menedżerka Marcia Hurwitz. Nie ujawniono dokładnej przyczyny śmierci.
W 2012 roku Curry przeszedł rozległy udar. Od tego czasu poruszał się na wózku, ograniczył występy przed kamerą i skupił się głównie na pracy głosem. Nadal pojawiał się jednak na spotkaniach z fanami i wydarzeniach związanych ze swoimi najważniejszymi rolami.
Jego dorobek wykraczał daleko poza "The Rocky Horror Picture Show". Zagrał Pennywise'a w telewizyjnym "To", wystąpił w "Legendzie", "Clue", "Trzech muszkieterach" i "Kevinie samym w Nowym Jorku". Na Broadwayu trzykrotnie nominowano go do nagrody Tony.











