John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr rozpoczęli karierę w Wielkiej Brytanii w 1962 roku, a w kolejnych latach udało im się skraść serca słuchaczy z całego świata. Zjawisko określane powszechnie mianem "Beatlemanii" narodziło się ekspresowo i osiągnęło niespotykaną intensywność. Ich koncerty wywoływały ogromną euforię, a wydawane albumy biły rekordy popularności.
Trwają prace nad filmami o The Beatles. "Kinowe wydarzenie pokoleniowe"
Muzyka The Beatles do dziś jest fenomenem i inspiracją dla wielu artystów. Nic zatem dziwnego, że Sam Mendes ("American Beauty", "1917") postanowił poświęcić legendarnej grupie swoje kolejne dzieła. Reżyser zaznaczył, że historia zespołu była zbyt obszerna, by zamknąć ją w jednym filmie - dlatego zdecydował się na cztery oddzielne, które razem stworzą pełniejszy obraz legendy. Projekt już teraz jest określany przez krytyków jako "kinowe wydarzenie pokoleniowe", które może na nowo zdefiniować sposób, w jaki opowiada się historie o muzycznych ikonach.
Wszystkie produkcje, które powstaną pod szyldem Sony Pictures, będą miały oddzielne, kinowe premiery. W głównych rolach zobaczymy Harrisa Dickinsona (John Lennon), Paula Mescala (Paul McCartney), Josepha Quinna (George Harrison) i Barry'ego Keoghana (Ringo Starr).
Wiadomo już także, kto wcieli się w kobiety, które odegrały kluczowe role w życiu zespołu. Na ekranie pojawią się Mia McKenna-Bruce jako Maureen Starkey Tigrett (pierwsza żona Ringo Starra), Saoirse Ronan jako Linda (Eastman) McCartney, Anna Sawai jako Yoko Ono i Aimee Lou Wood jako Pattie Boyd.
Aktorzy odwiedzili Abbey Road. Mieszane reakcje fanów
Słynna okładka wydanego w 1969 roku krążka "Abbey Road" przedstawia George'a Harrisona, Paula McCartneya, Ringo Starra i Johna Lennona, przechodzących przez pasy na londyńskiej ulicy Abbey Road, tuż przed studiem EMI. Zdjęcie zostało wykonane dokładnie 8 sierpnia 1969 roku przez fotografa Iaina Macmillana. Było to możliwe wyłącznie dzięki uprzejmości policjanta, który na chwilę wstrzymał ruch uliczny, dając Macmillanowi dziesięć minut na wykonanie serii fotografii. Ostatecznie powstało sześć ujęć, a wyboru dokonał Paul McCartney, który skorzystał z lupy, aby dokładnie przeanalizować każde z nich. Tak właśnie narodziła się jedna z najbardziej rozpoznawalnych okładek w historii muzyki.
Gwiazdy filmu biograficznego Mendesa niedawno odwiedziły legendarne miejsce, by odtworzyć scenę uwiecznioną na albumie. Krótkie nagrania i zdjęcia z planu wywołały jednak mieszane reakcje fanów.
Część internautów wytknęła błędy castingowe, zwracając uwagę na to, że aktorzy znacznie odbiegają wyglądem od granych muzyków.
"Lepiej, żeby wyszło z tego coś niesamowitego, bo inaczej ludzie, w tym ja, będą to krytykować przez wieki", "Wyglądają jak dzieci w przebraniach", "Powinni zostawić te kultowe momenty w spokoju. Serio", "Ten chód zupełnie nie przypomina prawdziwych muzyków. Powinni poćwiczyć", "A więc reżyser castingu nigdy wcześniej nie widział ani nie słyszał o The Beatles. Rozumiem", "Ta broda Lennona, straszne", "Właśnie dlatego nie cierpię filmów biograficznych" - krytykowano w komentarzach.
Znaczna mniejszość daje jeszcze szansę wizji Mendesa, mając nadzieję, że na wielkim ekranie muzycy będą się prezentować lepiej. O tym, jaki będzie efekt końcowy, przekonamy się dopiero w 2028 roku.
Zobacz też:
Jacek Kawalec wyśmiał Zenka Martyniuka. Budka Suflera oficjalnie przeprasza











