Dziś znany jest jako ojciec chrzestny bigbitu i głos Niebiesko-Czarnych. Oto, jak zaczynał Wojciech Korda
Wojciech Korda to jeden z najsłynniejszych polskich wokalistów rockowych i bigbitowych. Wielu rodaków kojarzy go przede wszystkim jako głos Niebiesko-Czarnych. Choć w ostatnich latach funkcjonowania grupy był jej frontmanem, wcześniej dzielił się partiami wokalnymi m.in. z Czesławem Niemenem. Zanim jednak trafił do zespołu próbował swoich sił w lokalnym chórze chłopięcym oraz na konkursach talentów, wykonując m.in. repertuar Elvisa Presleya. Oto, jak wyglądały początki kariery Wojciecha Kordy.

Wojciech Kędziora, dziś znany większości Polaków jako Wojciech Korda, urodził się 11 marca 1944 r. w Poznaniu. Nie był wychowywany w duchu artystycznym, a rozpoczynając swoją ścieżkę kariery wybrał Technikum Geodezyjno-Drogowe. Już jako nastolatek zaczął jednak uczęszczać do lokalnego Chóru Chłopięcego Stefana Stuligrosza i wtedy zrozumiał, że scena jest jego powołaniem. Choć nie pasuje to do jego późniejszych muzycznych działań, z początku Korda śpiewał sopranem arcydzieła Mozarta, Bacha czy Moniuszki.
W 1957 r. artysta zmuszony był odejść z ukochanego chóru. Trudną decyzję podjął ze względu na mutację głosu. To wydarzenie przesądziło o jego dalszej karierze - Wojciech Korda rozpoczął wówczas swoją przygodę z rock'n'rollem, która przyniosła mu później wielką sławę i status legendy.
Wojciech Korda został zauważony podczas konkursu talentów. Wtedy jego muzyczna kariera nabrała tempa
Już kilka lat później Korda sięgnął po repertuar Elvisa Presleya na I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Brawurowo wykonał wówczas "Whole Lotta Shaking Going On", "Love Me" i "Mess of Blues", czym zwrócił na siebie uwagę Franciszka Walickiego, słynnego dziennikarza muzycznego i kompozytora, nazywanego ojcem chrzestnym polskiego bigbitu. Złożył on 18-letniemu wówczas wokaliście propozycję nie do odrzucenia - dołączenie do zespołu Niebiesko-Czarni.
Skąd wziął się pseudonim artystyczny Wojciecha Kordy?
To wtedy Wojciech Kędziora zdecydował się na przybranie pseudonimu scenicznego, powołując do życia Wojciecha Kordę. Inspiracją młodego artysty były słowa pewnego konferansjera, który zwrócił się do niego słowami "sursum corda", czyli "w górę serca".
Korda śpiewał u boku Czesława Niemena. Dziś znamy go jako główny głos Niebiesko-Czarnych
Formacja Niebiesko-Czarni słynęła z tego, że występowało w niej wielu wokalistów. Korda miał okazję śpiewać więc u boku legendarnego Czesława Niemena. "Miesiąc za miesiącem wspólne próby, występy, dali mi okieneczko, gdzie na koncertach mogłem śpiewać rock'n'roll. Byłem też pierwszy, który śpiewał 'drugie głosy' największych przebojów Cześka Niemena" - opowiadał w rozmowie z Faktypilskie.pl.
"Niewiele osób o tym wie, że gdy powstał zespół The Beatles, to my wewnątrz Niebiesko-Czarnych utworzyliśmy skład na nich stylizowany: Czesiek grał na basie, Nebeski na bębnach, Klenczon był Lennonem, a ja Harrisonem. Skończyło się to wraz z odejściem Krzyśka" - dodał Korda we wspomnianej rozmowie.
Dopiero po upływie kilku lat Wojciech Korda został mianowany głównym głosem zespołu. Do 1976 r. miał okazję nagrać wiele albumów oraz piosenek z Niebiesko-Czarnymi. Po rozwiązaniu grupy występował w duecie z żoną, Adą Rusowicz, a także innymi gwiazdami, takimi jak Tomasz Dziubiński czy zespół Horda.









