"Dobranoc, słodkich snów". Tak Freddie Mercury (Queen) pożegnał się ze sceną
"Nie będę tu wiecznie, żeby się tym zajmować" - miał powiedzieć Freddie Mercury na kilka dni przed koncertem Queen w Knebworth Park. Wówczas mało kto zdawał sobie sprawę, że będzie to pożegnalny występ klasycznego składu legendarnej formacji.

Dokładnie 40 lat temu, 2 czerwca 1986 r. do sklepów trafiła płyta "A Kind of Magic". Był to pierwszy materiał Queen po pamiętnym koncercie podczas Live Aid na Stadionie Wembley w Londynie. Nikt - organizatorzy, media, inny muzycy - wtedy nie miał wątpliwości, że to właśnie Queen (z niesamowitym Freddiem Mercurym w głównej roli) skradł show tego dnia. Telewizyjną publiczność tego wydarzenia oszacowano na ponad 1,9 miliarda ludzi na całym świecie. Po latach ten koncert Queen został nazwany najwspanialszym rockowym występem wszech czasów.
Sesje nagraniowe do nowego albumu rozpoczęły się już we wrześniu 1985 r. w Monachium - to tam powstał wydany na singlu "One Vision". Pomysłodawcą był perkusista Roger Taylor, ale efekt końcowy był wypadkową współpracy wszystkich muzyków (do końca tekst szlifowali wspólnie Freddie Mercury i gitarzysta Brian May).
Queen i "Nieśmiertelny": Nieoficjalna ścieżka dźwiękowa
Zespół w tym czasie otrzymał też propozycję stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu "Nieśmiertelny". Zgłosił się do nich reżyser teledysków Russell Mulcahy (pracował z m.in. Eltonem Johnem, Duran Duran i Spandau Ballet) i zarazem wielki fan Queen. To właśnie on zaprezentował muzykom ok. 20-minutową sklejkę scen z filmu, w którym główne role grali Christopher Lambert i Sean Connery.
Oferta została przyjęta, jednak prace nad większością nagrań odbywała się oddzielnie. Producent Reinhold Mack (pracujący z Queen od początku lat 80.) nagrywał z Mercurym i basistą Johnem Deaconem w Monachium, a inżynier dźwięku David Richards razem z Mayem i Taylorem w Montreaux w Szwajcarii. "Każdy pracował na własną rękę w osobnych studiach" - komentował później z rozżaleniem Mack, zwracając uwagę, że było to zaprzeczenie koncepcji "czterech muszkieterów", która przyniosła sukces przy płycie "The Game" (1980), na której zadebiutował on w roli współproducenta Queen.
Dodatkowe partie zarejestrowali m.in. Spike Edney (koncertowy klawiszowiec Queen), ceniony saksofonista Steve Gregory (m.in. "Honky Tonk Women" The Rolling Stones czy "Careless Whisper" George'a Michaela), Chris Rea i National Philharmonic Orchestra, którą dyrygował i aranżował Michael Kamen.
Ostatecznie w filmie "Nieśmiertelny" wykorzystano sześć z dziewięciu utworów, które w nieco zmienionych wersjach trafiły na "A Kind of Magic". Ten album funkcjonuje zresztą ze statusem nieoficjalnej ścieżki dźwiękowej do "Nieśmiertelnego".
Jeszcze przed premierą albumu muzycy zaczęli przygotowania do imponującej trasy "The Magic Tour". Diana Moseley, przyjaciółka Freddiego i projektantka kostiumów, wymyśliła, by Mercury na koniec występów pojawiał się w koronie na głowie i gronostajowym płaszczu. Granie na stadionach wymagało też odpowiedniej oprawy. Sama scena liczyła blisko 20 metrów plus dwa 12-metrowe wybiegi po bokach. "[Film] 'Ben Hur' będzie przy tym wyglądał niczym 'Muppety'" - ekscytował się Roger Taylor.
Już w pierwszym tygodniu po premierze "A Kind of Magic" znalazł ponad 100 tys. nabywców, zostawiając w tyle nowe płyty Genesis i Simply Red, dając Queen kolejny numer 1 w rodzimej Wielkiej Brytanii. Niewzruszeni pozostali jednak Amerykanie - za Oceanem album dotarł raptem do 46. miejsca. Krytycy też nie do końca zgadzali się z zachwytami fanów. "'A Kind of Magic' ma w sobie tyle szyku, co fototapeta z lecącymi kaczkami" - pisał "The Times". Noty z innych recenzji oscylowały między 2 a 3 w 5-stopniowej skali. "Było tam sporo wypełniaczy" - nie krył nawet sam Mack.
Ostatecznie status ponadczasowych przebojów zdobyły utwory "One Vision", "A Kind of Magic", "Friends Will Be Friends" i "Who Wants to Live Forever". Pozostałe nagrania - więcej niż pół płyty - pasuje do miana wspomnianych wyżej "wypełniaczy". Sam Brian May mówił, że napisany przez niego w niemal heavymetalowych klimatach utwór "Gimme the Prize (Kurgan's Theme)" był znienawidzony przez Mercury'ego i Deacona.
Tak Freddie Mercury pożegnał się ze sceną. "Dobranoc, słodkich snów"
7 czerwca 1986 r. w Sztokholmie rozpoczęła się europejska trasa promująca "A Kind of Magic". W jej ramach zespół dał dwa świetnie przyjęte koncerty na Wembley (11-12 lipca) dla w sumie 150 tysięcy widzów, udokumentowane na "Queen at Wembley" (po latach wydane także jako CD i DVD "Live At Wembley Stadium", a w rocznicę 65. urodzin Freddiego w 2011 r. po raz pierwszy ukazał się zapis obu koncertów). Ponieważ zespołowi nie udało się zarezerwować londyńskiego stadionu na trzeci wieczór z rzędu, "zaklepano" termin w Knebworth Park.
Wcześniej "Królowa" zaprezentowała się także w Slane Castle w Irlandii i jako jedna z pierwszych zachodnich gwiazd rocka za "żelazną kurtyną" - na Nepstadion w Budapeszcie (Węgry). Ten koncert można zobaczyć na "Live in Budapest" (pierwotnie na kasecie VHS, w 2012 r. wydano DVD i Blu-Ray "Hungarian Rhapsody: Queen Live in Budapest"). W sumie w 26 koncertach w ramach "The Magic Tour" wzięło udział ponad milion fanów.
Już w trakcie tournee Freddie Mercury zdawał sobie sprawę, że jego stan zdrowia wkrótce może uniemożliwić mu intensywne występy na żywo. O tym wiedzieli jednak tylko najbliżsi, a gdy po zakończeniu trasy w brytyjskiej prasie pojawiły się informacje o tym, jakoby wokalista zrobił sobie test na obecność wirusa HIV w organizmie, Freddie temu stanowczo zaprzeczył. Pogłoski zaczęły się jednak nasilać, gdy okazało się, że Queen zaprzestał występów na żywo.
Freddie Mercury: Król Anglii
Rekord frekwencji na trasie ustanowił finałowy koncert w Knebworth Park, który odbył się 9 sierpnia 1986 r. 120 tysięcy biletów sprzedano w niespełna dwie godziny (oficjalna strona zespołu podaje, że w koncercie wzięło udział między 160 a 200 tysięcy osób). Zanim na scenie pojawiła się grupa Queen, dla fanów wystąpili Belouis Some, Big Country i Status Quo. "Zespół był u szczytu swojej formy, a koncert był spektakularny" - czytamy na oficjalnej stronie Knebworth.
"Freddie kończył koncerty odziany w królewskie szaty i z koroną na głowie, ale w tym żarcie było sporo prawdy: był królem Anglii. Gdy po ostatnim koncercie, schodząc ze sceny, powiedział 'Dobranoc, słodkich słów', nikt nie przypuszczał, że koncertowa działalność Queen właśnie dobiega końca" - czytamy w książce "Skarby Queen".
"Po zakończeniu trasy Freddie powiedział: 'Nie chcę już tego robić'. To wydawało się dość niezwykłe, bo zawsze był bardzo silny i gotowy na wyzwania" - mówił Brian May.
Wiosną 1987 r. nadeszło potwierdzenie tego, czego Freddie najbardziej się obawiał, od momentu, gdy AIDS w jego środowisku zaczął zbierać śmiertelne żniwo. Postępująca choroba wokalisty sprawiła, że zespół nagrał z nim jeszcze tylko dwie studyjne płyty: "The Miracle" (1989) i "Innuendo" (1991). Nieco ponad dziewięć miesięcy po premierze tej ostatniej, 24 listopada 1991 r. Freddie Mercury zmarł w wieku zaledwie 45 lat.











