Reklama

Reklama

Arcydzieło w oparach kłótni

Minęło już 30 lat od ukazania się legendarnego wydawnictwa "The Wall" brytyjskiej grupy Pink Floyd. Jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki rozrywkowej powstawał w atmosferze napięć i kłótni.

Przełomowość tej płyty polega na tym, że wyniosła ona ideę "koncept albumu" na zupełnie inny poziom. "Ściana" stanowi jednolitą, 81-minutową opowieść o izolacji, niezrozumieniu, nieprzystosowaniu. "The Wall" określa się często jako rockową operę, ze względu na monumentalne brzmienie i operową budowę dramaturgiczną. Longplay podarował światu genialne utwory: "Comfortably Numb" z najlepszą, według wielu, gitarową solówką wszech czasów, "Another Brick In The Wall", "Mother", "Hey You" czy rodzierający lament "Don't Leave Me Now".

Przede wszystkim Waters

Reklama

Choć Pink Floyd tworzyło wtedy czterech członków, "The Wall" było przede wszystkim dziełem basisty i wokalisty Rogera Watersa - to on wymyślił cały koncept, napisał wszystkie teksty i skomponował utwory (jedynie w trzech współkompozytorem był David Gilmour). 1979 rok był okresem absolutnego zdominowania Pink Floyd przez Watersa, choć patrząc na cały dorobek zespołu, można się spierać, czy ważniejszy i bardziej genialny był Waters czy Gilmour.

Zobacz "Antoher Brick In The Wall" w wykonaniu Rogera Watersa:

Roger Waters w dążeniu do realizacji własnych wizji usuwał wszelkie przeszkody, uciekając się czasem do upokarzania współpracowników. Basista nie znosił braku zaangażowania, kwestionowania jego przywództwa i podważania jego idei. Waters usunął z zespołu Ricka Wrighta, ponieważ ten nie przykładał się do pracy tak, jak tego od niego oczekiwał. Później zatrudnił z powrotem Wrighta podczas trasy koncertowej, ale jako... muzyka sesyjnego. Fani Pink Floyd pewnie doskonale znają także anegdoty o tym, jak Waters przyprowadzał do studia perkusistów, by pokazali Nickowi Masonowi, jak ma grać.

Zobacz "Comfortably Numb" z ostatniego wspólnego występu Pink Floyd w 2005 roku:

Do tego dochodził nieustanny konflikt z Davidem Gilmourem, choć jak przyznaje ten drugi, w czasie prac nad "The Wall" ich spory miały merytoryczny, artystyczny charakter i sprawiały, że ci wybitni muzycy stymulowali się nawzajem do bardziej wytężonej, twórczej pracy. "Myślę, że takie utwory jak Comfortably Numb [wspólna kompozycja Gilmoura i Watersa - przyp. aut.] były ostatnimi niedopałkami naszej umiejętności do wspólnej, dobrej pracy" - powiedział David Gilmour.

Jakkolwiek trudny by charakter Watersa nie był, fakt, że płyta "The Wall" stała się jedną z najważniejszych w historii muzyki rozrywkowej, należy zaliczyć właśnie na jego konto.

Incydent z opluciem

Cały pomysł kryjący się za "The Wall" wziął się z nieprzyjemnego incydentu podczas koncertu Pink Floyd na stadionie olimpijskim w Montrealu w lipcu 1977 roku. Gilmour z Watersem nienawidzili grać na stadionach. Od sukcesu "Dark Side Of The Moon" (1973 rok, 45 milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie) popularność zaczęła ich uwierać. W Montrealu Waters tak zdenerwował się głośnymi, podchmielonymi widzami, że splunął jednemu z nich w twarz. Dziś to wydarzenie określane jest mianem "the spitting incident" i zawsze przytacza się je w kontekście genezy "The Wall".

Po koncercie w Montrealu Roger Waters stwierdził, że najchętniej wybudowałby mur między nim a fanami. Ta myśl zakiełkowała mu w głowie na tyle głęboko, że rozwinęła się w całą opowieść. Głównym bohaterem "The Wall" jest Pink. Ma on wiele wspólnego z samym Watersem - stracił wcześnie ojca, był wychowywany przez nadopiekuńczą matkę i nauczycieli-tyranów. Później Pink zostaje gwiazdą rocka, wpada w nałogi, staje się agresywny, niszczy swoje małżeństwo. Zrozpaczony bohater buduje tytułowy mur mający go odgrodzić od świata, ale wewnątrz dzieją się rzeczy jeszcze gorsze. Historia, w której pojawiają się także odniesienia do nazizmu, sądu ostatecznego, motywu winy i kary, kończy się zburzeniem muru.

Producenci, których nie było i ostatni wybitny akord - CZYTAJ DALEJ!

Producenci, których nie było

Choć na okładce "The Wall" umieszczono informację, że album został stworzony i wyprodukowany przez Pink Floyd, nie jest to do końca prawda. Z zespołem pracował m.in. Bob Ezrin, który miał wtedy na koncie debiutancką płytę Petera Gabriela. Producenta poleciła grupie dziewczyna Watersa, która pracowała jako sekretarka Ezrina.

Ezrin pomagał Watersowi dopieszczać szczegóły opowieści o murze i izolacji, a także gasił pożary między liderami Pink Floyd. Mówi się, że to właśnie on był głównym mediatorem w ich artystycznych sporach. A było co godzić. Nie od dziś wiadomo, że Waters uwielbia formy monumentalne, głośne, dramatyczne, natomiast Gilmour kameralne, wyciszone, ascetyczne. Na "The Wall", jak już wspomnieliśmy, wygrywały jednak koncepcje Watersa.

Na ostateczny muzyczny kształt albumu wpływ mieli również James Guthrie i Michael Kamen, który zaaranżował partie orkiestry. Młodsi fani mogą go kojarzyć m.in. ze współpracy z Metallicą podczas nagrywania "S&M". Kamen to także jedyny muzyk, który po rozejściu się dróg Gilmoura i Watersa współpracował z oboma artystami.

Dlaczego Ezrin, Guthrie i Kamen nie zostali wymienieni jako współtwórcy "The Wall"? Nie chciał tego Waters. Po prostu. Ezrin podobno nie otrzymał nawet zapłaty, a basista wielokrotnie nabijał się z niego podczas prac w studiu.

W pewnym momencie zespół i współpracownicy byli tak skonfliktowani, że zaczęli pracować osobno! Nick Mason samotnie nagrywał perkusyjne partie, Rick Wrigt w ogóle nie chciał się pojawiać w studiu, Bob Erzin unikał Watersa jak ognia, a Michael Kamen pracował w Nowym Jorku ("Floydzi" głównie we Francji). Najczęściej widywani razem byli - uwaga - Gilmour z Watersem.

Sukces

Album "The Wall" rozszedł się do tej pory w 30 milionach egzemplarzy na całym świecie. To druga najlepiej sprzedająca się płyta w dorobku Pink Floyd (po "Dark Side Of The Moon") i ostatnia wybitna w ich karierze.

Michał Michalak

Czytaj blog "Język elit" Michała Michalaka!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje