Za multiplatynową płytą "A Night at the Opera" (ukazała się 28 listopada 1975 r.) stoi klasyczny skład Queen: wokalista Freddie Mercury, gitarzysta Brian May, basista John Deacon i perkusista Roger Taylor. Pochodzący z tego albumu, trwający blisko 6 minut, utwór "Bohemian Rhapsody" - zdaniem wielu fanów - jest najlepszym numerem z dorobku grupy.
Stojący za wielowątkową kompozycją Freddie Mercury określał ją mianem "udawanej opery". Choć na początku nikt nie wierzył w powodzenie tego odważnego muzycznego przedsięwzięcia, zdaniem Briana Maya, najprawdopodobniej to właśnie ono uratowało zespół przed rozpadem. Teledysk ma na koncie ponad 1,9 miliarda wyświetleń, a sama piosenka cieszy się kultowym statusem.
Queen świętuje 50-lecie płyty "A Night At The Opera"
W związku ze zbliżającą się 50. rocznicą premiery płyty "A Night At The Opera" grupa szykuje specjalne winylowe wznowienia. 18 października przezroczyste wydawnictwo ukaże się w Wielkiej Brytanii, w ramach obchodów National Album Day, w pozostałych krajach premiera odbędzie się 17 października.
"Bohemian Rhapsody", które przy pierwszym wydaniu spędziło rekordowe dziewięć tygodni na szczycie brytyjskiej listy singli, zostanie wznowione 31 października na transparentnym, niebieskim, winylu w wersji 7" i 12". Singel ukaże się także jako limitowany 12-calowy picture disc oraz na niebieskiej kasecie.
"'A Night At The Opera' był dla nas niezwykle ważnym albumem. Otworzył nam drzwi do świata" - wspomina Brian May. "Byliśmy wtedy ogromnie pewni siebie. Mieliśmy poczucie, że nie ma rzeczy, której nie moglibyśmy zrobić. I to słychać na tej płycie" - dodaje Roger Taylor.
Płyta z 1975 r. okazała się największym dotąd sukcesem Queen, docierając na szczyty przebojów w pięciu krajach, w tym ojczystej Wielkiej Brytanii.
"Mieliśmy poczucie, że możemy spróbować wszystkiego. Jako autorzy piosenek wzajemnie się inspirowaliśmy i rywalizowaliśmy w najlepszym tego słowa znaczeniu" - wspomina Brian May.
Queen zawarli w 12 utworach niemal cały muzyczny wszechświat: od jadowitego, glamrockowego otwarcia "Death On Two Legs", przez potężne "I'm In Love With My Car" zaśpiewane przez Rogera Taylora, pełne wzruszenia "Love Of My Life" Mercury'ego i zainspirowane science fiction folkowe "'39" Maya, po pop-rockową perełkę "You're My Best Friend" Johna Deacona, żartobliwy hołd Mercury'ego dla Noëla Cowarda "Seaside Rendezvous" czy "Good Company", w którym May wciela się w jednoosobowy jazz band. Nie brak również energetycznego "Sweet Lady" oraz ośmiominutowej, wielowarstwowej epopei "The Prophet's Song".
"Bohemian Rhapsody" - najważniejszy utwór Queen. "To jest coś wyjątkowego"
Symbolem płyty stał się utwór "Bohemian Rhapsody", który dał Queen status jednej z najbardziej wizjonerskich grup w historii. "Od początku wierzyłem w 'Bohemian Rhapsody'. Gdy Fred pierwszy raz zaprezentował nam ten pomysł, pomyślałem: 'To jest coś wyjątkowego'. I tak było" - mówi Roger Taylor.
Brian May wspominał, że Freddie Mercury zaprezentował zespołowi swoje pomysły w latach 70., wstępnie nazywając utwór "The Cowboy Song". Inspiracją dla tego tytułu był wers "Mama… just killed a man". Mercury przyniósł ze sobą liczne kartki z notatkami, na których przed laty zapisywał fragmenty tekstu i pomysły na harmonijne aranżacje.
Po ukończeniu finalnej wersji piosenki, zespół czuł, że stworzył coś wyjątkowego. Producent Roy Thomas Baker wspominał, że słuchając po raz pierwszy całej, sześciominutowej kompozycji czuł, że bierze udział w historycznym momencie. Mimo początkowych oporów wytwórni płytowej, która obawiała się, że utwór jest zbyt długi, Queen upierali się, że "Bohemian Rhapsody" musi zostać wydane jako singel.
Po ponownym wydaniu w 1991 r., po śmierci Freddiego Mercury'ego, utwór znów trafił na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii. W 2004 r. wprowadzono go do Grammy Hall of Fame, a w 2022 r. wybrano do amerykańskiego National Recording Registry Biblioteki Kongresu.
"To naprawdę był dla nas przełomowy album. W dużej mierze dzięki 'Bohemian Rhapsody' poznali nas ludzie nie z Wielkiej Brytanii, ale także z Ameryki, Australii - z różnych zakątków świata" - podkreśla Brian May. Roger Taylor dodaje: "To bardzo eklektyczny album. Jest szalony i wspaniały, zawiera po trochu wszystkiego".












