30 lat "Down on the Upside". Po tym albumie Soundgarden mieli dość wspólnego grania
"Down on the Upside" to jeden z tych albumów, które wymykają się prostym etykietkom. Krążek, który ukazał się 12 maja 1996 roku, po dziś dzień cieszy się sporym uznaniem wśród fanów Soundgarden. Kulisy powstawania tego materiału, choć wydawałyby się lekkie, przyczyniły się do ewentualnego rozpadu legendy grunge'u.

Album "Down on the Upside" ukazał się 21 maja 1996 roku jako piąty album studyjny Soundgarden. Zespół był wtedy po gigantycznym sukcesie "Superunknown", który dał im status rockowych gwiazd pierwszej ligi. Przeboje "Black Hole Sun", "Spoonman" czy "Fell on Black Days" biły kolejne rekordy popularności, a u muzyków... dochodziło do kolejnych napięć.
Po długich, wyczerpujących sesjach z producentem Michaelem Beinhornem przy "Superunknown", grupa postanowiła tym razem wziąć sprawy w swoje ręce. "Down on the Upside" Soundgarden współprodukowali sami, razem z inżynierem Adamem Kasperem, stawiając na bardziej surowe, instynktowne brzmienie. Zdecydowaną większość kompozycji muzycy pisali sami, przynosząc do studia gotowe materiały, otwierając się tym samym na znacznie większą różnorodność i chęć eksperymentów, ale rezygnując ze wspólnej pracy.
W instrumentarium pojawiła się m.in. mandolina, którą słyszymy w utworze "Ty Cobb", muzycy bawili się również z metrum, strojeniem gitar oraz stawiali na organiczne brzmienie, nie korygując drobnych niedociągnięć, które pojawiały się podczas nagrywania.
Skąd wziął się tytuł "Down on the Upside"?
W rozmowie z Metal Hammer w 1996 r., Chris Cornell tłumaczył, że tytuł krążka był poniekąd dziełem przypadku. "Down on the Upside" pierwotnie miało nazywać się "Dusty", jednak niechęć do nazywania utworów w ten sam sposób, co album sprawiła, że podjęto inną decyzję: "Piosenka, od której wzięty został tytuł, nazywała się 'Dusty', ale mój tytuł dla niej to było 'Down on the Upside'. Ben napisał muzykę i nazwał ją 'Dusty', a ponieważ nie lubimy, gdy tytuły piosenek stają się tytułami albumów, bo skupia to dziwną, niepotrzebną uwagę na jednej piosence, pomyślałem, że fajnie byłoby nazwać go 'Down on the Upside'. Zaczęliśmy myśleć o wszystkich innych tytułach i martwić się, czy opisują cały album, nie wykluczając niczego... decyzję podjęliśmy w ostatniej chwili, gdy byliśmy na sesji zdjęciowej dla Spin. Ktoś zadzwonił i powiedział: 'Potrzebujemy waszego tytułu teraz, żeby móc zacząć robić opakowanie albumu,' więc Matt [Cameron] poruszył temat tytułu jeszcze raz i wszyscy powiedzieli: 'tak, to jest to'".
Płyta zadebiutowała na 2. miejscu Billboard 200 i szybko pokryła się platyną w USA, sprzedając ponad 1,6 milionów kopii, ale już wtedy było jasne, że czasy się zmieniają. Grunge po śmierci Kurta Cobaina i problemach Alice In Chains wyraźnie tracił na popularności, a Soundgarden coraz mniej interesowało bycie częścią jednej konkretnej sceny.
Narastające napięcia i rozpad Soundgarden
Mimo dość luźnego i otwartego podejścia do komponowania płyty, za kulisami rosło napięcie. Chris Cornell i Kim Thayil nie mogli dojść do porozumienia w kwestii brzmienia albumu. Wokalista chciał oddalić się od ciężkich riffów, z którymi kojarzono Soundgarden. "Kiedy skończyliśmy, wydawało się, że było to dość trudne, to była długa, ciężka droga. Ale odkrywaliśmy różne rzeczy" - tłumaczył Cornell w rozmowie dla "Ray Gun".
Po wydaniu płyty grupa ruszyła w trasę, ale już w kwietniu 1997 roku ogłosiła rozpad. "Down on the Upside" na 16 lat stał się ich ostatnią studyjną wypowiedzią. Podczas koncertów konflikty w zespole narastały, co swój punkt kulminacyjny miało w trakcie ostatniego koncertu trasy - w Honolulu. Basista sfrustrowany problemami technicznymi rzucił swoim instrumentem i opuścił scenę. Pozostali ruszyli za nim, Cornell wrócił tylko, by solowo dokończyć z publicznością bis. W kwietniu 1997 roku zespół oficjalnie poinformował o zakończeniu działalności. Wielkiego powrotu Soundgarden fani doczekali się dopiero w 2010 roku, a dwa lata później ukazał się ich ostatni album studyjny "King Animal". Muzycy regularnie koncertowali aż do momentu tragicznej śmierci Chrisa Cornella w 2017 roku.
Komercyjnie "Down on the Upside" nie powtórzyło sukcesu "Superunknown", ale mimo tego zebrało wiele pozytywnych recenzji. Z perspektywy 30 lat to album, który często wskazuje się jako niedoceniony, trudniejszy i mniej oczywisty.








