vgtbl.pl (Franek Warzywa & Młody Budda) "Vegetables Worldwide": Czy to muzyka, czy to performance?
Franek Warzywa i Młody Budda na swoim najnowszym albumie ponownie przesuwają granice absurdu oraz testują cierpliwość słuchacza. W zależności od podejścia, albo to odrzucicie przez quasi-amatorskie podejście, albo będziecie zachwyceni przez specyficzny humor, muzyczną erudycję, performance'owy charakter oraz niespotykany eklektyzm.

Pamiętam mój pierwszy kontakt z muzyką Franka Warzywa i Młodego Buddy. Przyznaję, że nie do końca rozumiałem wówczas, jak to ugryźć.
Główna siła wokalna duetu, Franek Warzywa, brzmi bowiem niejednokrotnie jakby pierwszy raz w życiu chwytał za mikrofon, a mikrofon ten był pałąkiem używanym niegdyś do połączeń na Skype'ie (R.I.P.). Jego teksty to natomiast balansowanie na cienkiej linii rozwieszonej między totalnie absurdalnym humorem z warzywowym fetyszem a cringe'em, podkreślanym przez totalnie celowy infantylny charakter. Nikt nie zaprzeczy na pewno eklektyczności, którą wprowadza producencka strona duetu, Młody Budda. To człowiek, który w jednym momencie zrobi trapowy banger, później przeskoczy na drum'n'bass, by za chwilę zaproponować rave'owe szaleństwo, nie kryjąc nawet tego, że główną inspiracją było "Sandstorm" Darude (nic dziwnego, że akurat ten numer był o grzybobraniu).
Kiedy to wszystko zaczęło spajać się w mojej głowie po kolejnych numerach o porach, napadach na bazar, psie kosmicie, kupowaniu za dużej głowy oraz bardzo charakterystycznych wizualach, w końcu zrozumiałem: to próba przeniesienia post-ironii kultury internetowej do obszaru muzycznego. Z całym chaosem, infantylnością, specyficznym humorem, których nie byłoby, gdyby w zawirowaniach po drodze od lat 90. do dziś nie powstały memy, vaporwave, muzyka wytwórni PC Music, hyperpop oraz prawo Poego. Bez zrozumienia odwołań stracicie pewnie 80% zabawy. Bo to nie jest muzyka, którą można się cieszyć bez antropologicznego rozeznania. Oraz oczywiście bez otwarcia na jej performance'owy charakter.
I jesteśmy aktualnie w momencie, gdy duet postanowił przesunąć jeszcze dalej granice swojej twórczości. Zamiast występować pod pseudonimami, nazwali się vgtbl.pl (pamiętacie, kiedy nazywano albumy tak jak strony www?). W tekstach zaczęli mocno mieszać język polski z językiem angielskim - nie kryją się nawet z tym, że swoim uwielbieniem do warzyw chcą zarazić cały świat.
Przy okazji korzystają mocno ze stereotypowego obrazu Polaka za granicą, nawet tę angielszczyznę zapodając w wersji - no, powiedzmy - doakcentowanej. Przykład? W "Nice From Poland" Młody Budda tnie sampel z… "Nokturnu Es-dur op. 9 nr 2" Fryderyka Chopina. Fortepian chopinowski miesza się z tekstem traktującym o tym, że Franek jest miłym Polakiem i ma nadzieję, iż zostaniesz jego przyjacielem - oczywiście ochoczo używa również najsłynniejszego wulgaryzmu nad krajem nad Wisłą. Kiedy pod koniec utworu wokalista duetu wykrzykuje "Jestem z Polski, k...a!", wiemy, że nie chodzi tu o wyśmiewanie. Rozpatrywałbym to bardziej w pozbawianiu się poczucia elitarności i przyjmowaniu jako własne nawet tych elementów rodzimej tożsamości, które niekoniecznie mogą się wydawać najbardziej komfortowe.
Napisałem ten akapit i uświadomiłem sobie, że przecież mamy tu utwór, który wprost odwołuje się do poszukiwania tożsamości oraz oczywiście kultury internetowej. Bo czy istnieje bardziej rozpoznawalny polski mem na świecie niż odnalezienie w wielkim świecie biednego małego bobra, który chce sobie tuptać, ale zaczepia go wielki człowiek? Trudno opisać, ile rzeczy dzieje się w "BOBER (WHO AM I)". To podróż od EDM-owy bangera do radioheadowych pejzaży.
Wspomniałem o eklektyzmie? To absolutnie zachwyci was "Never Alone Again", które to wędruje od brytyjskiego jungle'u do lo-fi indie rocka z elektronicznym sznytem w duchu chociażby Panchiko. A to w towarzystwie absurdalnych tekstów pokroju "Puk puk puk - to my znów znów / Proszę otwórz nam - porozmawiać o warzywach, czy masz czas? / Czy twoje serce jest otwarte na / Po-po-pomidory / Już nie jestem, nie jestem zagubiony". Przyznaję, że srogo się uśmiałem, a jednocześnie nadal nie mogę wyjść z podziwu, ile musiał przy tym utworze napracować się Młody Budda. Tak jak przy "On Repeat", w którym nie brakuje hardcore punkowych krzyków, metalowego screamu i przesterowanych riffów gitarowych - oczywiście przeplatanych o wiele spokojniejszymi momentami.
Zastanawiacie się, ile w tym muzyki? Cóż, myślę, że jak na to, iż vgtbl.pl nie traktują się zbyt poważnie, to zaskakująco dużo. Nawet jeżeli wokalnie i tekstowo może do być dla was nie do przejścia - aczkolwiek mam wrażenie, że Franek nieco "znormalniał" w porównaniu do poprzednich dzieł duetu - to dajcie szansę chociaż muzycznie. Jak macie alternatywną głowę, otwartą na zabiegi międzygatunkowe, to zapewniam - docenicie jak dobrego ziemniaka.
vgtbl.pl (Franek Warzywa i Młody Budda) "Vegetables Worldwide", Vegetables Worldwide
7/10







