Reklama

Reklama

Santana "Blessing and Miracles": Miszmasz na jedno posiedzenie [RECENZJA]

"Blessing and Miracles" jest płytą niezwykle różnorodną, dzięki czemu słucha się jej z nieskrywaną ciekawością. Ta polega najczęściej na wyczekiwaniu, co też przy kolejnym utworze zdecydowali się przyszykować dla nas muzycy zespołu Carlosa Santany. Jeżeli jednak podejdziemy do samych utworów indywidualnie, to bywa... różnie.

Okładka płyty "Blessings and Miracles" Santany

Carlos Santana z towarzyszącym mu zespołem jest legendą i ma świadomość tego, że nie musi już niczego udowadniać. Ten tok myślenia słychać doskonale w każdej sekundzie "Blessing and Miracles". Bo powiedzmy to wprost: pozycja ta nie brzmi jak krążek, którego pomysł rozpisany został wcześniej od pierwszej do ostatniej minuty. Wręcz przeciwnie - mamy do czynienia z albumem, który przypomina składankę. A ponieważ Santana to zespół, który ograniczenia miał za nic, dzięki czemu muzycy współpracowali w przeszłości z muzykami związanymi zarówno z rockiem, jak i soulem czy rapem, to i tutaj mamy gatunkowy miszmasz.

Reklama

Gdzie indziej znajdziecie płytę, na której umieszczono potraktowanymi bębnami z Rolanda TR-808, pop-rapowy numer pokroju "She's Fire" z gościnnym udziałem G-Eazy'ego, po czym doświadczycie pełnego przesterowanych gitar utworu "America for Sale", do którego zaproszono Kirka Hammetta z Metalliki? Czy jesteście wskazać album, na którym usłyszycie jednocześnie Chrisa Stapletona oraz Coreya Glovera oraz zmarłego w lutym tego roku, legendarnego pianistę jazzowego Chicka Coreę? Wątpię.

Są momenty, gdy "Blessings and Miracles" potrafi mocno zaintrygować. Dobrym przykładem jest taneczne "Rumbalero" z gościnnym udziałem syna Carlosa, Salvadora, które łączy sobie estetykę rocka latynoskiego oraz rave'u. Albo "Mother Yes" mające w sobie coś z psychodelicznych eskapad Hendrixa.

Najbardziej trafiają do mnie te momenty, gdy zamiast poświęcać się robieniu piosenek, dajemy przestrzeń instrumentalistom. Kiedy wspomniany Chick Corea w "All Together" dostarcza słuchaczowi jazzowych harmonii w towarzystwie latynoskich perkusjonaliów, a Carlos Santana rzuca na to wszystko swoje wyważone partie gitary, wiemy, że chodziło tu przede wszystkim o radość ze wspólnego tworzenia muzyki. "Santana Celebration" przywołuje ducha fusion, stanowiąc powrót stylistyczny dla złotych lat twórczości grupy. Instrumentalne "Song for Cindy" przypomina zatracony w improwizacji, klimatyczny jam i ma to zdecydowanie swój urok.

Niestety, są też momenty, które aż wołają o natychmiastowe przejście do następnej piosenki. "Break" z Ally Brooke przypomina czasy, gdy na przełomie XX i XXI wieku w radiu nie można było się odpędzić od płasko brzmiących ballad eksponujących patos do granic możliwości. Jeżeli z łezką w oku wspominacie wzruszające momenty kariery Ricky'ego Martina, to jest to utwór dla was - reszcie odradzam.

Wspominałem o utworze, w którym pojawił się G-Eazy? Jeżeli wzięliście to za rekomendację, to będę miał was na sumieniu. To totalnie niepotrzebne i wymuszone kłanianie się ku młodszym odbiorcom, w którym nie ma wiele więcej ponad próbę podbicia spotifajowych playlist. Szczególnie że stylu Santany jest tu bardzo, bardzo mało.

Jasne, podobny zarzut można postawić zawieszonego między tropical house'em a ambientem "Breathing Underwater" z gościnnym udziałem córki Carlosa Santany, Stelli oraz Aviego Snowa i MVCA, ale tu atmosfera wynagradza absolutnie wszystko. Dochodzi natomiast zupełnie inny problem, gdyż... to nie jest nawet utwór gospodarzy płyty! Przeglądając informacje o gościach piosenki, łatwo dokopiecie się do jej oryginalnej wersji bez zespołu Santana, opublikowaną pod inną nazwą ("Golden"). Co ciekawe, od wersji płytowej różni się wyłącznie tym, że na "Blessings and Miracles" dodano w kilku miejscach partię gitary elektrycznej.

"Blessings and Miracles" nie jest ani rewolucją, ani płytą, która w jakikolwiek sposób będzie ważna w dyskografii Santany. Ten eklektyzm czy składankowość całości na pewno ujmuje, ale wątpię, że po napisaniu tej recenzji będę miał chęć kiedykolwiek do niej wracać, tak samo jak myślę, iż wielu słuchaczy ograniczy odsłuch tylko do tego zapoznawczego. Te parę momentów, które działają to zdecydowanie za mało.

Santana "Blessings and Miracles", Sony Music Polska

5/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Carlos Santana | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje