Reklama

Recenzja Robbie Williams "Under the Radar vol. 1": Jedzmy wszyscy ze śmietnika

Chwilę temu wyszła nowa płyta Take That. Słuchając jej i solówki Williamsa, wiem już, czemu Robbie nie chciał brać udziału w tamtej hucpie. Nawet jeśli "Under the Radar" to zbiorek B-side'ów i odrzutów, "III" Take That i tak bije na głowę.

Startujemy mocnym, zrobionym odrobinę pod depeszowskie "I Feel You" utworem "Bully". To mocne otwarcie i chyba najlepszy numer na płycie, bo reszta tego poziomu nie sięga, choć nie jest zbiorem zupełnie nieudanych kompozycji. Owszem, zdarzają się utwory odrobinę bez wyrazu, jak dziwacznie niedoprodukowany "Raver", który brzmi jak zaginiony kawałek z ostatniej płyty Coldplay. I jest podobnie do ostatniego Coldplaya nudny. Tak samo dżunglowo-tarzański w charakterze "H.E.S.". No ale przecież Williams, zapowiadając wydanie tego albumu, nie wieszczył mu jakiegoś spektakularnego sukcesu, prędzej mówił, że jest z tych piosenek w miarę zadowolony i albo je wyda, albo zostaną w szufladzie.

Reklama

Jasne jest też, że w obliczu spadku wyników sprzedaży, z którymi miał do czynienia przy okazji ostatniej studyjnej płyty, Williams podchodzi do publiczności jak pies do jeża. Pewnie próbuje nagrać coś spektakularnego, a tymczasem wydaje kolejne duety ("Swing Both Ways") i daje nam niniejsze odrzuty, by podtrzymać zainteresowanie. Oby jednak każdy miał takie odrzuty , bo balladka "The Edge" płynie bardzo fajnie, "Climb On" to energetyczna stadionówka z rozmachem tak niesamowitym, że pierwsze co przyszło mi do głowy, to blichtr ostatnich dokonań ekipy Perry'ego Farrela. "The Cure" to wycieczka w kierunku electroclashu i minimalnego techno. Udana, bo zadziorny wokal Williamsa stanowi dla zdehumanizowanych dźwięków fajny kontrast. Mocnym punktem jest "The Pilot" z tłustą oizowatą linią basu i zagrywkami w stylu Pharella Williamsa.

Świetny jest trochę jakby jadący wczesnym Bowiem, do cna brytyjski "National Treasure", który dla mnie prywatnie jest bodaj najfajniejszym numerem Williamsa od czasów "Road to Mandalay". Dodajmy, że numer trwa ponad siedem minut, więc znalazło się też miejsce, by powtykać kilka sztuczek z poletka progrockowego. Niepoważny "Super Tony" ma w sobie coś z bujania właściwego Eltonowi Johnowi. Jest u też porcja kosmosu, choć numer - niestety - brzmi jakby był trochę niewykończony (ma prawo).

Zdecydowanie najgorzej sprawdzają się balladki. Słychać, że Williams ma ochotę na powtórkę z "Angels". Sęk w tym, że genialny patent, nawet jeśli prosty, nie zawsze łatwo powtórzyć. W efekcie dostajemy kilka kompozycji (z najlepszą z nich w postaci "Greenlight"), które są absolutnymi mieliznami. Jakimiś wysilonymi pacyfikatorami dla dzieci z ADHD, ale na pewno nie dorastają "Angels" do pięt. To najnudniejszy punkt tego zbiorku.

Uczucia mam mieszane. Jasne, że to odrzuty. Ale jest wśród nich kilka naprawdę znakomitych numerów. Płyta w całości dobra nie jest, więc to raczej produkt dla fanów Williamsa, niż dla przeciętnego zjadacza popu. Jednocześnie jednego nie mogę Williamsowi odmówić. Tego, że czuje się naprawdę znakomicie w bardzo różnych stylistykach. I nos wiedzie go raz w jedną, raz w drugą stronę. Nawet jeśli nie znajduje, to poczytać mu za zaletę trzeba, że szuka. Węszy. Smutne z kolei jest to, że tymi odrzutami, do których tyle mam zarzutów i tak bije na łeb nagrywaną na raty przez rok płytę kolegów z Take That.

Muzyka pop to okrutny świat. Biegnie, pędzi, nie ogląda się na maruderów. Wierchuszka zmienia się tu nader często. Żeby utrzymać się na fali, trzeba być albo ikoną (na to zapracować trudno), albo ciągle wymyślać się na nowo (to może nawet trudniejsze), albo zwyczajnie robić wokół siebie dobrze kontrolowane zamieszanie (Rihanna umie, więc...). Robie Williams ma na okładce gołą d...ę (swoją). To nie wystarczy. W tym samym czasie siedzi pewnie w studio i próbuje wymyślić się na nowo. Zobaczymy, czy się uda. Choć jemu, jak mało komu innemu akurat życzę, by kolejnym nagraniem studyjnym wrócił na popowe szczyty. A że to nie jest regularna płyta, ocenę liczbową pominę.

Robbie Williams "Under the Radar vol. 1", wydawnictwo własne

bez oceny

Czytaj recenzje płytowe na stronach Interii!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Robbie Williams

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje