Reklama

Recenzja ​Robbie Williams "The Heavy Entertainment Show": Czterdziestolatek show

Z tym "heavy" w tytule Robbie trochę przesadził, ale poza tym jego nowa płyta to rzeczywiście rozrywka (prawie) pierwszej jakości.

Nudzić się przy "The Heavy Entertainment Show" raczej nie sposób

Ten kto powiedział, że życie zaczyna się po czterdziestce, chyba miał rację. A przynajmniej przyklaśnie mu z pewnością Robbie Williams - 42-letni gwiazdor popu, który ewidentnie niczego już nie musi (ile sprzedał już wszystkich swoich płyt, 75 milionów?), ale jak słychać na najnowszym krążku, wciąż wiele może. Kolejna dyszka na koncie jakby tylko nakręcała go do działania.

Reklama

W wywiadzie udzielonym "Guardianowi" tuż przed premierą "The Heavy Entertainment Show" mówił, że o ile jeszcze kilka lat temu spinał się przy okazji wizyty na festiwalu Glastonbury, na którym czuł dużą presję ze strony widowni i skupiał się na tym, by się jej przypodobać, tak dzisiaj chodzi mu tylko o to, by robić muzykę przede wszystkim w zgodzie z samym sobą. Tak, zarobił na niej miliony - i to nie małe - ale wciąż jej potrzebuje, by normalnie funkcjonować. "Wiesz po co mi muzyka? Bo ludzie przechodzą na emeryturę, a potem umierają".

Słusznie. Zamiast zakładać wygodne kapcie, lepiej "Party Like a Russian" (ale przy okazji kolejnej wizyty w Polsce bardzo proszę, by ktoś z polskiego oddziału Sony Music pokazał gwiazdorowi, jak wygląda impreza po naszemu - bo w temacie dobrych imprez wyraźnie słychać, że Robbie jest mocno niedouczony). Oczywiście nie ma też co przesadzać, 40 lat w show-biznesie to nawet nie wiek przedemerytalny, ale trzeba też podkreślić, że to Williamsa już jedenasta solówka, a po tylu płytach wielu jego rówieśników zdążyło niejednokrotnie złapać bolesną zadyszkę.

U Robbiego tego jeszcze nie słychać, choć kilka razy zdarza mu się na nowym albumie zabrzmieć zbyt patetycznie, żeby nie powiedzieć... emerycko właśnie. Obiecujący na przykład tytułem "Love My Life" brzmi jakby Williams się z tym życiem żegnał, a nie nim cieszył. Najlepsze są natomiast te momenty, w których podobne disneyowskie harmonie ustępują miejsca konkretnej już zabawie - jak w numerach "Bruce Lee" albo "Motherfucker". Świetny jest też "Mixed Signals" i nagrany z orkiestrowym rozmachem "Sensational", który w przeciwieństwie do otwierającego płytę utworu tytułowego, nie ma niepotrzebnych przestojów.

Nudzić się przy "The Heavy Entertainment Show" raczej więc nie sposób, zwłaszcza jeśli jeszcze sięgamy po wersję deluxe, wzbogaconą o kilka piosenek w niczym nie ustępujących tym, które trafiły na regularną edycję płyty. Ba, jest tu nawet najlepsza w całym zestawie ballada "When You Know", jest również chwytliwa "Best Intentions". Tak Robbie, wiemy że chciałeś dobrze. I nieźle ci to wyszło.

Robbie Williams "The Heavy Entertainment Show", Sony

7/10

Sprawdź tekst utworu "Party Like A Russian" w serwisie Teksciory.pl!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Robbie Williams

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje