Reklama

Recenzja Maciej Maleńczuk "Tęczowa swasta": Trochę bardem, trochę błaznem

Chyba jeszcze nigdy, nawet przy okazji obecności w "Idolu" nie było w mediach tyle Maleńczuka. Facet dowodzi, jak doskonale rozumie show-biznes, a jednocześnie, jak bardzo ma na show-biznes położone.

Zaczęło się od "Vladimira". Cała Polska huczała, że oto niepokorny polski artysta wprost pokazuje drugiemu najpotężniejszemu człowiekowi świata gest Kozakiewicza. Fakt ten, bez szału, ale podchwyciły nawet zagraniczne media, w tym rosyjskie, które odrobinę śmiały się z językowej nieporadności Maleńczuka. Doskonały strzał. Potem była poprawka "Tęczową swastą", grającą starą prawdą, że na prawicy zawsze jest więcej osób nieheteronormatywnych, jednak w wersji "krypto". Doskonały prztyczek w nos dla zagubionych we współczesnym świecie narodowców. Znów świetny strzał. Potem kilka wywiadów w mediach (tego u Olejnik poszukajcie w sieci), gdzie Maleńczuk kłamał, mylił tropy, drwił, ironizował, robił z siebie nawet nie pajaca już, ale kretyna. A robił to z taką inteligencją, swadą i abnegacją, że człowiekowi zdawał się już prawie współczesnym Stańczykiem. Doskonała robota promocyjna. Ale czy "Tęczową" warto promować? Albo czy bez promocji owa się broni?

Reklama

Jest tu odrobina psychodelii Homo Twista, zjadliwe komentarze polityczno-socjologiczne a'la "Wolność słowa" Pudelsów, trochę rewiowej wiochy z poprzednich Psychodancingów, czy bandziorsko-uliczne zagrywki z wszystkich etapów jego kariery. Fajnie wychodzi kiedy w swoim stylu obrabia Laskowskiego łamanego na Don Wasyla ("Cygańska dusza"), albo bawi się semickimi konwencjami ("Hokej"). Niezłą wesołkowatą piosenką z doskonałym tekstem jest "Freud". Dobrze wypada też "Płytki dół" zrobiony w konwencji starego polskiego jazzu - gdzieś w okolicach Zauchy i Dżambli. W podobną stronę idzie przezabawny "Teofil-pedofil". Przyjemnie funkuje "Naczelny prorok". Na całej płycie najlepiej wypada jednak "Totalny dym" brzmiący falowo, a w refrenie wręcz gotycko. W ogóle im ciężej, tym lepiej, co może być dla Maleńczuka wskazówką, że warto przeprosić się ze stylistyką Homo Twista i nagrać następce "Matematyka". Tak samo sytuacja ma się w przypadku swansowskiego "Diabła w wiosce". Panie Maćku - dobry numer, więc koniec fiu-bździu, nagra pan jakiś konkret.

Inna rzecz, że Maleńczukowi zdarza się schylać do suchara, jak wtedy, gdy buduje cały numer na nieświeżym angielskim powodzeniu "Life's a bitch and then you die" ("Chłopcy z miasta"). Kompozytorsko z kolei daje się usłyszeć, że niektóre patenty melodyczne są niebezpiecznie sobie bliskie, gdzieś na krawędzi autoplagiatu. Numery niekoniecznie istnieją w oderwaniu od tekstów. Pomimo że na płycie muzycy co rusza skaczą po stylistykach, jak małpa z dezynterią, muzycznie nie jest tu tak ciekawie, jak wtedy, gdy obcujemy z całością przekazu. W przeciwieństwie do największych postaci piosenki z ważnym tekstem, jak Waits czy Cave (jasne, że przestrzelona analogia), numerów z "Tęczowej" nie wrzucę na odtwarzacz i nie pójdę z nimi na miasto.

Maleńczuk zbyt wiele srok próbuje złapać za ogon. Chce być trochę bardem, trochę błaznem, trochę poetą, trochę muzykiem, trochę nawet wokalistą (na tym polu niezmiennie jest bardzo charakterystycznie, ale i bardzo kiepsko). W efekcie wszystko robi po łebkach. Może komuś takie miotanie przypadnie do gustu. Mnie ta płyta piekielnie zmęczyła. Aut Homo Twist, aut nihil!

Maciej Maleńczuk & Psychodancing "Tęczowa Swasta", Sony Music Poland

5/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach Interii!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciek Maleńczuk | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje