W 2014 roku na koncert Quebonafide wpadł niespodziewanie weteran gatunku, Pih, który w alkoholowym amoku przejął mikrofon i rzucił słowa "To nie jest hip-hop i to nigdy nie będzie hip-hopem". Wydarzenie stało się na tyle memowe, że Quebonafide na potrzeby "Egzotyki" w sarkastycznym odwecie nagrał numer z KRS-One'em - artystą będącym wręcz definicją czystego, nowojorskiego rapu. To o tym, jak - koniec końców - Quebonafide hołdował w ciągu swojej kariery hip-hopowym wartościom, mimo licznego bawienia się ramami gatunku, stanowiłoby dobry materiał na osobny artykuł. Ale "PÓŁNOC/POŁUDNIE" pokazuje też doskonale, jak bardzo gatunek ten go ogranicza. I skąd wzięła się decyzja o zakończeniu kariery w dotychczasowej formie.
Zakończenie kariery po okresie promującym "Romantic Psycho" znacząco się przesunęło w czasie. W międzyczasie Quebo próbował zdefiniować się na nowo jako Jakub Grabowski - początkujący raper, jeżdżący po festynach rodzinnych, wykonujący koncerty złożone z coverów znanych utworów. Celowość tego wcielenia była jednak dość niejasna. Po długim okresie ciszy Kuba wrócił z bardzo ciekawą "Futuramą 3", pokazującą go w jego prawdziwym "beast mode" oraz zapowiedział faktycznie ostatni koncert. Ten miał się składać z dwóch aktów. Drugi z nich stanowiły koncerty na PGE Narodowym, które już w tej chwili należy postrzegać jako wyjątkowe przedsięwzięcie w historii nie tylko polskiego rapu, ale również polskiej muzyki rozrywkowej. Pierwszym natomiast było wydarzenie online, będące musicalem złożonym z utworów, które - jak się okazało - trafiły na kolejny album artysty. A na tym - warto dodać - Quebo śpiewa znacznie częściej niż rapuje. I to śpiewa naprawdę nieźle. Słychać, że lata od poprzedniego albumu poświęcił na naukę.
Jak się sprawdza "PÓŁNOC/POŁUDNIE" oderwane od swojego musicalowego korzenia? Zaskakująco dobrze. Płyta rozpoczyna się od wyprodukowanego przez nadal niedocenionego Baascha "Preludium". To intro zaskakująco skandynawskie i post-klasyczne, którego prędzej spodziewalibyśmy się po Ólafurze Arnaldsie niż po muzyku, którego często uznaje się za osobę stanowiącą punkt pośredni współczesną elektroniką pokroju Moderata czy Bicep a Depeche Mode.
Prawdziwa zabawa zaczyna się z "Chemicznym Balansem" - to wybitna wręcz piosenka z porywającym tekstem, świetnie rozegranym refrenem, a rozbicie post-klasycznego motywu smyczkowego w drony sugeruje doskonałą reżyserię i chęć zrobienia czegoś ambitnego nie tylko na papierze. Oczywiście włącza się tu obawa, czy Quebonafide ze swoją tendencją do popadania w przesadę i egzaltację będzie w stanie poprowadzić spełnić obietnicę, jaką daje tak doskonały początek.
Trudno mówić jednak o obietnicy, kiedy gospodarz jest tak rozchwiany, co zapewne wynika z konceptu. "Trawa" to utwór zachowany w tradycji lwowskiej, z charakterystycznym "ł" tylnojęzykowym, przy czym trudno traktować to inaczej niż stricte musicalowy lub też interesujący skit przed retrowave'ową, wręcz cyberpunkową "Noradrenaliną" z Soblem, będącym koncertowym pewnikiem. "Diagnoza" zahacza również o tradycję polskiej piosenki międzywojennej, a co najciekawsze, w utwór zaangażowali byli Jacek Wójcicki, Wiktor Zborowski, Zbigniew Zamachowski oraz Piotr Polk (imponujący zestaw). To numer wręcz kluczowy do zrozumienia treści płyty.
Ogromną kontrowersję już przy premierze musicalu wywołał utwór "Nie życzę Ci źle", kierowany do Natalii Szroeder - byłej partnerki Quebonafide. To numer będący świadectwem nieprzyjemnego, pełnego złej krwi rozstania dwojga ludzi, którzy niegdyś byli dla siebie bliscy. Refren z powtarzanym "Nie życzę ci źle" kontrastuje ze zwrotkami, w których podają takie wersy jak "Może tylko, żeby nietoperz wkręcił ci się w łeb/Może żeby ci zamknęli ulubiony sklep" czy "Żeby ci urosły wąsy, brwi się połączyły/żeby nikt nie zadzwonił w twoje urodziny". Pod kątem koncepcyjnym jeden z najciekawszych momentów nie tylko na "PÓŁNOCY/POŁUDNIU", ale również w całej karierze Quebo. Świetny acz bardzo bolesny numer dla osób z podobnymi doświadczeniami i niekoniecznie tak otwarcie dissujący Szroeder jak chcieliby tego niektórzy słuchacze. Dlatego prośba ode mnie - czytajcie więcej między wierszami, ten płacz na końcu nie pojawia się tam bez powodu.
Nie da się nie docenić rozchwianej "Melisy", lounge'owych "Igieł, soczewek, samolotów" wyprodukowanych przez Kubę Więcka (genialna partia saksofonu!). "Wkrótce" w warstwie muzycznej stanowi wręcz jakąś parafrazę tego, jak Peter Gabriel inkorporował world music na płycie "So". Wers "Szczyty rozpaczy zmienisz w przenoszenie gór" to rzecz na koszulki, tatuaże i portale ze złotymi myślami. Z kolei "Natrętne myśli" zarówno pod kątem muzyki, treści, jak i ekspresji wokalnej stanowią chyba najbardziej niepokojący utwór w całej dyskografii Quebo i po części przypominają genialną kooperację z Zamilską w postaci niesłusznie zapomnianego "Świętego spokoju". Szkoda, że moment wokalny trwa tak krótko, bo to również jeden z najbardziej udanych fragmentów tego krążka.
I tu przechodzimy w stronę tego, co nie zadziałało. "Wielka przyjemność" intryguje świetną, minimalistyczną produkcją, która w drugiej zwrotce zaczyna zmierzać w coraz bardziej epicką stronę, ale rozbicie udanych zwrotek w przaśny refren na zasadzie kontrastu zwyczajnie nie działa i powoduje co najwyżej zgrzyt. Celowa pop-punkowa cukierkowość "KC, lecz… bez przesady" oczywiście kipi ironią na kilometry, ale ten żart starczyłby na skit, a tu mamy pełny numer, który prawdopodobnie zadowala najbardziej fanów zespołów pokroju Felivers. Utwór tytułowy, kończący tę przygodę, z kolei nie wydaje się wystarczająco satysfakcjonujący. JIMEK, który tu komponuje, niejednokrotnie udowodnił, że pod kątem kompozycyjnym stać go na dużo więcej. Mimo zmian aranżacyjnych, zmian progresji akordów (nie do wszystkich jestem przekonany), numer zaczyna nabierać charakteru dopiero w momencie, gdy muzycy decydują się dokręcić nieco tempo.
Nie mam pojęcia czy to, co usłyszeliśmy na "PÓŁNOC/POŁUDNIE" to ta docelowa ostateczna nagroda dla fanów Quebonafide. Ci nadal mają nadzieję, że boxy wersji fizycznej, które zamówili w preorderze, wynagrodzą ich jeszcze bardziej i to tam skrywa się to dzieło ostateczne. Należy pamiętać też, że w dalszym ciągu w wersji cyfrowej nieopublikowane zostały dwa utwory, które zapewne czekają na to wraz z premierą wersji fizycznej, zaplanowanej na wrzesień. Ja powiem tylko, że nawet jeżeli "PÓŁNOC/POŁUDNIE" ma stanowić koniec kariery Quebonafide, to mimo, iż daleko mu do dzieła idealnego, pokazuje nieźle ambicje… no, właśnie - kogo? Kuby Grabowskiego? A może kolejnego artystycznego alter-ego, które ten przybierze? O tym pewnie przekonamy się już niedługo.
Quebonafide, "PÓŁNOC/POŁUDNIE", Magnetowid
7/10











