Pezet/Ajron "Przejście [25EP]": Emocjonalny skok na nostalgię [RECENZJA]
Pezet dorzuca epkę sprzed lat z Ajronem do preorderowego wydania "Muzyki popularnej" - zewsząd czytam bezkrytyczne propsy od osób, którym najnowsze dzieło Pawła z Ursynowa nie przypadło do gustu i… mam mieszane uczucia.
![Pezet wydał "Przejście [25EP]" Mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych i żółtej czapce z daszkiem, ubrany w szarą bluzę z charakterystycznym logo, trzyma mikrofon na tle czerwonego, rozmytego tłumu.](https://i.iplsc.com/000LWGYE7FLQV8GM-C323-F4.webp)
Do dziś pamiętam jak będąc jeszcze licealistą z wypiekami na twarzy czekałem na jakiekolwiek informacje dotyczące wspólnego projektu Pezeta i Ajrona. Pierwszego fanom rapu przedstawiać nie trzeba, bo dziś to marka prawdopodobnie większa niż kiedykolwiek do tej pory w swojej karierze.
Drugi natomiast to producent będący niejako protegowanym Noona. Najbardziej pamięta się go za produkcję albumu "W pogoni za lepszej jakości życiem" nagranego wraz z Małolatem - prywatnie bratem Pezeta. Bardziej pamiętni i wkręceni weterani zdecydowanie pamiętają produkcje dla Eldo na "Eterni", udział na "Grach studyjnych" wspomnianego Noona, czy też bardzo futurystyczny jak na swój czas "(...) szary beton" ze składanki JuNouMi.
Liceum stawało się pieśnią przeszłości, a zamiast obiecanego krążka, promowanego utworem "W moim świecie", otrzymaliśmy "Muzykę emocjonalną" - wyprodukowaną głównie przez ś.p. Zjawina, intrygującą muzycznie, ale mimo viralowego (wtedy nikt tak nie mówił) rozprzestrzenienia się utworu "Spadam", rozczarowującą tekstowo. W końcu wszyscy pamiętali do jakich refleksji Pezet był zdolny, mając w pamięci "Muzykę poważną" nagraną w duecie z Noonem. Do dziś ostatnia płyta z Noonem uznawana jest zresztą powszechnie za jeden z najlepszych album w historii polskiego rapu. "Słusznie" - dopisuje mój wewnętrzny opiniotwórca. Przez brak plastycznych obrazów, które były siłą Pezeta, "Emocjonalna" sprawiała wrażenie, jakby emocje aż za bardzo ciągnęły rapera za dłoń podczas pisania.
Przez długi czas myśleliśmy, że dane będzie nam tylko domniemać, czym mogła być wspólna płyta Pezeta i Ajrona. W końcu poza kręcącą się dalej nielegalnie na YouTube oryginalnej wersji "W moim świecie" nikt nie sądził, że cokolwiek jeszcze powstało. A tu proszę: wraz z ogłoszeniem premiery "Muzyki popularnej", Pezet ogłosił, że do pakietu preorderowego dołączy… nagrania z Ajronem sprzed tych kilkunastu lat. Do tego w ramach promocji epki powstał utwór "Wołanie" z bitem Ajrona sprzed dwóch dekad, ale z całkowicie świeżą zwrotką Pezeta i gościnnym udziałem Eldo.
Tu w ramach małej przerwy muszę zdradzić wam jedną tajemnicę: jako redakcja nie zawsze jesteśmy zgodni. Do dziś boli mnie recenzja "22, a Million" Bon Iver, które wyszło w świat z 3/10, kiedy sam jestem bliski stwierdzeniu, że to czysta dziesiątka i najlepszy album, jaki zdarzył się Justinowi Vernonowi. Działa to też w drugą stronę - nie umiem zgodzić się z entuzjazmem mojego redakcyjnego kolegi, Wiktora, odnośnie nowej płyty Pawła z Ursynowa, którą uważam za… najsłabszą w całej dyskografii.
Ktoś w takim razie powie, że "pewnie, jasne, oto patyk - trzymaj się z dala ode mnie i spadaj dinozaurze - na bank będzie się jarał, bo stare". A ja powiem, że mam pełną świadomość, iż Pezet technicznie rapuje dziś lepiej, jest w stanie pozwolić sobie na więcej. Ten styl rapowania zestarzał się jednak średnio w tym perfidnym spacerowaniu od werbla do werbla. Nawet jeżeli Jan Paweł Kapliński próbował jakoś to zatamować spójnikami, technicznie przewyższał wówczas swoich kolegów, to koniec końców dziś takie nawijanie jawi się jako bardzo schematyczne i przewidywalne. Dlatego "Wołanie" to okrutna rewizja dla wszystkich, którzy tak ochoczo i bez cienia przemyślenia wołają, że Pezet kiedyś rapował lepiej. Pokazuje to też, jak ogromny rozwój nastąpił we flow i jak rozwinęła się świadomość korelacji między składaniem wersów na papierze a sposobem płynięcia tymi linijkami na bitach.
"Przejście 25EP" jawi się przede wszystkim jako to brakujące ogniwo między "Muzyką poważną" a "Muzyką emocjonalną". Jako dokładnie ten moment, w którym człowiek rozczarowany pustką pojawiającą się wraz z walką z szarą dorosłością rzuca cień na relacje międzyludzkie. Moment, w którym człowiek jeszcze idealistycznie wierzy, że tę pustkę w środku jest w stanie w jakikolwiek sposób wypełnić miłością drugiej osoby. A że - tajemnica poliszynela - takie próby zawsze są skazane na niepowodzenie, otrzymujemy płytę traktującą o postaci niebędącej w stanie pogodzić się z faktem, że coś pękło i serce było tylko jednym z elementów.
Chciałbym wierzyć, jak już czytam w internecie od znawców, że epka z Ajronem to najlepsze, co wypuścił Pezet od czasu "Muzyki poważnej". Ba, takie myśli pojawiają się w głowie, kiedy słucham sobie "Pustych ulic". Bit brzmi tutaj jakby Ajron aż zbyt komfortowo poczuł się w butach noszonych przecież przez Noona, a Pezet jakby skumał, że w utworze "W branży" osiągnął idealną synergię z bitem i chciał to powtórzyć. Kupuję też "Rozdział" z deszczowym bitem, smutnym patentem tekstowym na "should have been" oraz bardzo dobrymi cutami DJ-a Twistera.
Ale przewrotnie powiem, że… nie jest. Monotematyczność epki staje się dość szybko męcząca, błyskotliwych, zapadających w pamięć linijek oraz obserwacji, jak i introspekcji, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć stan Pezeta również jest tu stosunkowo niewiele. Raper stosuje raczej bardzo oczywiste i czytelne symbole - samych metafor tu niewiele i nie zdziwiłbym się, jeżeli skręcałoby go dziś na myśl o niektórych wersach, które tam zawarł.
Nie mam żadnego problemu, by z każdej płyty Pezeta wyciągnąć kilka cytatów wartych odnotowania. Tu natomiast wydaje się, że oprócz znanego od dawna "W moim świecie" - który to koncept do dziś broni się doskonale - selektywność linijek nie była mocną stroną w tamtym okresie twórczości i stanowiła tendencję spadkową po poprzednich krążkach. Nic dziwnego, że to właśnie ten utwór miał promować wówczas krążek, bo nawet jeżeli może wydawać się płaczliwy, wydaje się najbardziej dopracowany pod niemal każdym względem.
To brzmi jakbym marudził tylko na Pezeta. Ale niestety, nawet jeżeli w "Zimnym" potrafi budować klimat doskonale, przekierować go w oniryczną stronę, to na "Przypomina mi" pozwolić sobie nie powinien - to bardzo nieprzyjemny sampel, brzmiący jak wyrwany z ejtisowych keyboardów oraz wyciągnięta z kosmosu, nadęta solówka na gitarze, które pasuje tu jak pięść do nosa.
Tak więc wybaczcie - jeżeli uważacie, że "Przejście 25EP" to najlepsza pozycja Pezeta od czasu "Muzyki poważnej", prawdopodobnie kieruje wami wyłącznie nostalgia albo zaślepienie spowodowane rozczarowaniem kierunkiem, jaki obrał raper. Owszem, koniec końców jest klimatyczna, miło posłuchać bitów Ajrona po tylu latach, bo ma się wrażenie, że ten talent producencki nigdy nie wybrzmiał w pełni. Poza tym epka pozwala wrócić do tego, jak rap Pezeta brzmiał kilkanaście lat temu i to przy zwrotkach, których nie słyszeliśmy do tej pory nigdy. Przy czym naprawdę jestem w stanie zrozumieć, że przeleżała tyle lat w szafie. Raperowi w późniejszych latach zdarzały się teksty ciekawsze, dojrzalsze, bardziej błyskotliwe, a traktujące w zasadzie o tym samym.
Pezet/Ajron, "Przejście [25EP], Koka Beats
6/10







