Nie wiem, czy nowy krążek od Młodego Jana był najgorętszą rapową premierą tego roku w Polsce, ale na pewno najbardziej wyczekiwaną przeze mnie. Mało który raper obecnie ma na tyle spójne i świeże brzmienie. I choć "TTHE GRIND" było świetne, po przesłuchaniu "RIOTT" słyszę, że ten luz i zabawa konwencją są jeszcze większe, a to wszystko przy produkcjach na najwyższym poziomie. Przykłady eksperymentowania u Otso i jego producenta lohleqa mógłbym mnożyć, jednak liczne przyspieszenia/zwolnienia i zmiany tonacji przy intrze i outrze w "CHCĘ CIĘ CAŁOWAĆ I SŁUCHAĆ KING KRULE" nie miały prawa się udać - a jednak. Brzmi to genialnie.
"CHCĘ CIĘ CAŁOWAĆ I SŁUCHAĆ KING KRULE" to też doskonały przykład tego, jak nieoczywistych gości Otso zaprosił na swój krążek. Mało kto spodziewałby się chociażby Seweryna w takim wydaniu, którego refren sprawdził się w tym numerze idealnie. To samo mógłbym powiedzieć o 3BB i "rozkołysz się" czy AG na "SŁOWA BOLĄ". Te kolaboracje budują głębię krążka, który zyskuje dzięki nim sporo.
Mówiąc o featach, nie mogę pominąć numeru "HALO?", gdzie dostaliśmy kolejną odsłonę tak zwanego "polskiego klasyka". "Tak to leciało!", "Cichosza" czy "Nowy kolor" pokazały, że Taco z Otso rozumieją się jak mało kto. Natomiast Fifi na wspomnianym "HALO?" przeszedł samego siebie. I jeśli ktokolwiek sympatycznemu wąsaczowi zwiastował koniec kariery po albumie "LATARNIE WSZĘDZIE DAWNO ZGASŁY", ma już dobitną odpowiedź, jak bardzo się mylił.
Niewątpliwie mocną stroną "RIOTT" są również produkcje, o których spójność zadbał niezawodny lohleq. Wspominałem o "CHCĘ CIĘ CAŁOWAĆ I SŁUCHAĆ KING KRULE", natomiast tych ornamentów jest tak wiele, że właściwie na każdym tracku coś by się znalazło. Kwintesencją wszystkiego jest jednak odważne sięganie do klasyków polskiej muzyki, co sprawdza się wybitnie. Wystarczy chociażby wspomnieć o Krystynie Prońko w numerze "juttro zaczyna się tu sezon" czy Piotrze Schulzu w "OBJEŻDŻAMY BLOK". Tak genialnie zsamplowane ponadczasowe hity, w sposób bardzo charakterystyczny dla Taco Hemingwaya (wystarczy tu wspomnieć "TRAMWAJE" i Andrzeja Zauchę), po prostu nie miały prawa nie wypalić.
"RIOTT" to krążek, na którym słychać, że Otso żyje dla rapu. Wnosi niezwykłą jakość i świeżość, której naprawdę momentami brakuje w polskim rapie. W 2026 roku z nowymi albumami wracali tacy raperzy jak Mata czy Oki, ale to właśnie Młody Jan z Tarchomina pokazał, jak się to robi, dając (jak dotychczas) najlepszy longplay na polskiej scenie tego roku.
Z tym większą ciekawością wyczekuję nadchodzących dwóch wyprzedanych koncertów na warszawskim Torwarze, by poczuć na własnej skórze, jak "RIOTT" niesie się na żywo.
9/10











