Dobra, zacznijmy w takim razie od początku. Cały album podzielony jest na cztery płyty, które konsekwentnie na przestrzeni ostatnich miesięcy były publikowane - z jednym wyjątkiem. CD4 zostało potraktowane jako bonusowe i zgodnie z zapowiedzią zostanie wydane jedynie w wersji fizycznej dla preorderowiczów podczas jesiennej trasy koncertowej Okiego. Jeśli to już mamy wyjaśnione, przejdźmy do konkretów.
Płyta 1 rozpoczyna się od "my love" z gościnnym udziałem mgk. Czy wątpiłem, że ta polsko-amerykańska kolaboracja wypali tak dobrze? Oczywiście, że tak - i myślę, że nie byłem jedynym, który miał co do tego duetu sporo zastrzeżeń. Finalnie dostajemy numer, w którym Oki nie ginie w cieniu mgk, lecz pozwala mu nawinąć refren, w którym świetnie uzupełniają swoje flow. Oprócz tego utwór odpowiednio nastraja nas na cały krążek dzięki samplowanemu intru z "Headlights" autorstwa Tiefundton & Doppelhousehälfte oraz opowieści o miłości, ale w tym nieco mroczniejszym wydaniu.
I pomimo tego, że sam Oki przyznał, że "my love" to utwór o muzyce, "nobodylovesu" to już wprost komentarz zarówno do obecnej, jak i poprzedniej relacji. Bo trzeba to przyznać: "REKLAMACJA'47" to krążek, który orbituje właśnie wokół miłości. I oczywiście pojawiają się momenty takie jak "shoota!!!", gdzie Oki w końcu zaczyna rapować, ale i tak chwilę później wracamy do punktu wyjścia.
Punktu wyjścia, którego dobrym zobrazowaniem jest "bby blue" z płyty 2. Chociaż mi ten numer brzmieniowo zupełnie nie siedzi i uważam go za zbyt cukierkowy, jest lovesongiem, którego najwyraźniej Oki potrzebował na swoim krążku. Do tego wykorzystanie fragmentów charakterystycznego refrenu Kasi Kowalskiej z "Widzę twoją twarz" potęguje to uczucie - momentami wręcz cringe'u. Ale tak jak mówię - rozumiem, że taki był zamiar, choć nieco kwestionuję samo wykonanie.
Dobrze jednak, że na samplowaniu Kasi Kowalskiej się nie skończyło. W "jeszcze raz?" świetnie wpasowuje się Ewa Farna, która ostatnio jest na niesamowitej fali popularności. Do tego reszta składu OIO na feacie - czyli prawdziwy przepis na sukces (a forma, w jakiej ostatnio znajduje się Otsochodzi, jest naprawdę imponująca). Płytę 2 zamyka "w razie w", gdzie znów wracamy do nieco melancholijnych tematów z gościnnym udziałem Sobla. Nie jest to jedyny utwór duetu Oki-Sobel, który znalazł się na tym krążku ("szary blok" również trafił na "REKLAMACJĘ'47"), trzeba jednak oddać, że ich wspólne flow i to, jak potrafią się uzupełniać, to absolutna topka.
Na płycie 3 dostajemy już to, do czego Oki najbardziej nas przyzwyczaił. Otwierające "znasz mnie?", wraz z "goat/simp", pokazują to energiczne flow, dla którego ludzie przychodzą na jego koncerty - i nie ukrywam, że do mnie ono także przemawia najbardziej. Co nie zmienia faktu, że nostalgiczny Oki również daje się lubić. W końcu "bro" to numer, który chyba najbardziej mnie zaskoczył - z minimalistyczną gitarą od SHDØW, wspominający wieloletnie relacje ze swoimi "braćmi". W zasadzie to samo tyczy się "w razie w pt. 2", który zamyka trzecią płytę, gdzie wersy "kiedy zniknę - nie płacz za mną" dają do myślenia w kontekście całej twórczości Okiego.
Na sam koniec nie mogę pominąć utworu, który zalicza się do jednej z najciekawszych kolaboracji ostatniego roku w polskiej muzyce. Do zapowiadającego bonusową, czwartą płytę numeru Oki zaprosił samego Dawida Podsiadło, który - trzeba przyznać - bardzo dobrze sprawdził się w swojej rapowej zwrotce. Nie jest to oczywiście pierwszy raz, kiedy Dawid wychodzi poza swoją bańkę i współpracuje z raperami (wystarczy wspomnieć jego liczne ruchy z Taco Hemingwayem), ale mam wrażenie, że "bluza taty" będzie świetnym punktem wyjścia do rozważań, jak Podsiadło odnajdzie się na wspólnym projekcie z Soblem w ramach Zorzy w przyszłym roku.
Tak więc "REKLAMACJĘ '47" należy postrzegać raczej w kategoriach solidnego krążka z genialnymi momentami. Niewątpliwie trzeba pochwalić samego Oskara za bardzo nieoczywiste kolaboracje, odważne flow i zróżnicowaną dynamikę całego wydawnictwa, co dla raperów często bywa największym wyzwaniem. Zgodzę się natomiast z licznymi głosami, że koncepcja wydawnicza była nieco przekombinowana, choć samego odbioru absolutnie mi to nie popsuło. Zdaję sobie także sprawę, że album ten nie powtórzy sukcesu dwóch poprzednich (przełomowych wręcz) krążków, ale czy to w ogóle było konieczne? Widać, jak emocjonalny był to materiał dla samego Okiego - i wiem, że ze mną zostanie on naprawdę na długo.
8/10










