Reklama

Nietypowe baśnie o śniegu

Kate Bush "50 Words For Snow", EMI Music Poland

Choć tematem przewodnim 10. studyjnej płyty Kate Bush jest śnieg, to nie jest kolejny zimowo-świąteczny album, którym uszczęśliwiali fanów m.in. pan Sting czy inni wyzuci z pomysłów wykonawcy.

Reklama

2011 rok dla fanów Kate Bush był wyjątkowy, ponieważ brytyjska artystka po raz pierwszy od 33 lat wydała w ciągu roku aż dwa albumy. Pierwszy - przypomnijmy - to "Director's Cut" z nowymi wersjami kompozycji z albumów "The Sensual World" i "The Red Shoes". "50 Words For Snow" to całkowicie nowy materiał, ale stylistycznie rozwijający brzmieniowe koncepcje poprzednika.

Zanim o nich napiszemy, należy przypomnieć, że Kate Bush od początku trwającej już czwartą dekadę wyjątkowej kariery zawsze poszukiwała nowych ścieżek wyrażania emocji w muzyce. I nie chodzi tu o wyznaczanie nowych gatunków muzycznych, ale o kreowanie dzieła, które bez obaw można zestawić z takimi przymiotnikami, jak oryginalne czy unikatowe.

W 2011 roku artystka postanowiła zderzyć ze sobą kameralistykę z zahaczającymi o nowe brzmienia efektami. Weźmy na przykład tytułowy duet z Stephenem Fryem, wyliczankę 50 słów oznaczających "śnieg", która podszyta jest nerwowym, nowoczesnym, choć bardzo organicznie smakującym rytmem. Albo otwierający album wspaniale wyciszony "Snowflake" (tutaj słychać śpiew syna artystki Bertiego), gdzie fortepian i sporadyczna perkusja przypudrowana są ambientowymi smaczkami.

Wreszcie kolejny, niestety odrobinę przerysowany w swym patosie, duet "Snowed In At Wheeler Street" - tym razem z samym Eltonem Johnem - to niby bardzo klasyczna ballada, ale z niepokojąco pływającymi, kwaśnymi klawiszami. Dodajmy do tego cudownie prymitywną i rozbrajająco chałupniczą produkcję "50 Words For Snow", która fragmentami aż prosi się o nalepkę z hipsterskim "lo-fi".

Te elementy robią różnicę i są kontrapunktem dla kameralnie, tajemniczo, bajecznie, jazzowo i akustycznie brzmiących kompozycji, a także archaicznego, poetyckiego i romantycznego wydźwięku słów o śladach na śniegu, gnijących liściach czy... uprawianiu miłości ze śnieżnym bałwanem. Bo na "50 Words For Snow", zresztą jak na większości albumów Kate Bush, nie brakuje tego mistycznego, bajkowego erotyzmu, który przywołać potrafi tylko i wyłącznie brytyjska wokalistka.

Recenzowanie albumów Kate Bush jest zajęciem wyczerpującym psychicznie, bo praca ta skażona nie dającą się odpędzić myślą, że cokolwiek napisałoby się o niewypowiedzianym pięknie dzieł artystki, w oczach czytelników wyłącznie umniejsza jej geniusz i wyjątkowość. "50 Words For Snow" to dzieło sztuki nie tylko bliskie perfekcji, ale też cudownie spójne. Z jednym wyjątkiem - wspomnianym zbyt brawurowym duetem z Eltonem Johnem w "Snowed In At Wheeler Street" - bez którego ten album byłby chyba tworem jeszcze doskonalszym.

9/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Snow | 50+ | Kate | recenzja | Kate Bush

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje