Akapit, który otworzył tę recenzję, to oczywisty żart, ale prawda na temat nowego albumu grupy Matta Bellamy'ego jest akurat wyjątkowo mało zabawna. W połowie 2025 roku lider Muse i jego żona, Ella Evans, postanowili się rozstać. Bellamy postanowił wówczas anulować część koncertów zespołu, aby skupić się na wychowaniu dzieci oraz tworzeniu nowego materiału, który zasilił "The Wow! Signal" - sam zresztą określił pisanie tego krążka mianem katartycznego.
Za fasadą konceptu science-fiction, kontaktu z obcą cywilizacją kryją się tu piosenki o pragnieniu bliskości, ale też wzajemnym ranieniu się, ryzyku, jakie przynosi otwarcie na drugiego człowieka, utracie połączenia oraz żałobie po stracie. I przyznaję, a jednocześnie ostrzegam: przy dekodowaniu "The Wow! Signal" potrafi być krążkiem bardzo rozrywającym.
Każdy miłośnik muzyki zna co najmniej kilka genialnych albumów, których powstanie inspirowane było trudnymi rozstaniami. Żeby nie wspomnieć o "Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space" Spiritualized, "Rumours" Fleetwood Mac czy "Blue" nagranym przez Joni Mitchell. Porównanie "The Wow! Signal" do nich jest jednak nadużyciem. Z pewnością natomiast nowy album Brytyjczyków należy zaliczyć - uwaga na spoiler - do jednego z tych lepszych w ich bogatej, choć bardzo nierównej dyskografii.
Trudno mi jednak mówić o dziesiątym albumie Muse bez wspomnienia o jego poprzedniku. Gdyby ktoś oskarżył grupę, że na "Will of the People" wrzucili piosenki, które jakimś cudem nie trafiły na ich poprzednie płyty, byłbym w stanie w to uwierzyć. W swojej recenzji wprost wskazywałem, które utwory pasowałyby do których płyt. "The Wow! Signal" to rzecz o tyle ciekawa, że stanowi raczej wrzucenie do wielkiego kotła tego, co funkcjonowało na przestrzeni całej kariery Muse, zagotowanie i przelanie tej zupy do talerzy.
Niech was więc nie zdziwi, kiedy będziecie tu odnajdywać znajome tropy. Takie "Dark Forest" to bardzo czytelna wariacja na temat "Knights of Cydonia" z "Black Holes and Revelations" pod kątem konstrukcji, a nawet rytmiki. Podlana została natomiast sosem space-operowych motywów, które pojawiły się dopiero z albumem "The Resistance". Kiedy zastanawiasz się, czy Matt proponuje zabawę w musical, album skręca w "Nightshift Superstar" ewidentnie inspirowane french touchowym brzmieniem Daft Punk i ekipami pokroju The Glitch Mob. Za chwilę wskakujemy w przejmujące "Shimmering Scars" - piosenkę traktującą o poczuciu winy i idącym za nim obniżeniu poczucia własnej wartości. To moment, w którym pamiętamy dokładnie o tym, dlaczego Muse obwołano mianem zespołu new progowego: ambient, post-klasyka, rock symfoniczny, prog metalowe wpływy - to wszystko tu jest.
Lubię zresztą to kombinowanie, na jakie pozwolili sobie Muse na tej płycie. Jakby stwierdzili, że totalnie nic ich nie ogranicza. "The Sickness In You & I" to prog metalowa piosenka, którą ktoś przeplata elektropopem i porywającym do tańca nu disco. I to wszystko jakimś cudem się spina.
Tak samo jak "Unravelling", które to raz jest niemal trip-hopowe, by za chwilę romansować z industrial metalem, aż w końcu w refrenie zapaść się w nadmiarze patosu. Totalny kosmos.
Nikt nie odmówi przebojowości "Cryogen", będącemu chyba najbliżej tego, z czego Muse było znane na początku swojej kariery. Kiedy pod koniec piosenki wchodzą w rejony czysto metalowe, by za chwilę mieszać je z funk rockowymi riffami w duchu Red Hotów, mam ochotę odwołać wszystkie niemiłe słowa, jakie zdarzyło mi się napisać na temat Muse. To samo mam, gdy słyszę futurystyczne arpeggia w "Hexagons", pokazujące, że można wejść w retrofuturystyczną synthwave'ową estetykę bez nadmiernego uderzenia w twarz sentymentalizmem.
"Be with You" przypomina mi jednak, że na przestrzeni całej kariery prezentowali dużo pomysłów ciekawych na papierze, ale zbyt przestrzelonych, takich jak ten późno-coldplayowy, zbyt dosłowny track. "Hush" z Ellie Goulding z kolei zdecydowanie za mocno uśmiecha się w stronę masowego słuchacza, choć porywających riffów nie sposób mu odmówić.
Więc tak, chociaż mam na co narzekać i idealnie nie jest, "The Wow! Signal" okazuje się moją ulubioną pozycją Muse z ostatnich… 20 lat? Patrząc na to, że "Black Holes and Revelations" wyszło w 2006, to tak by właśnie było. Przyznacie, że to całkiem niezły wynik.
Muse, "The Wow! Signal", Warner Music Poland
8/10









