Powszechnie narzeka się na to, że lato 2026 nie przyniosło ogólnoświatowego hitu, który mógłby konkurować z tym, co w poprzednich latach dokonały Sabrina Carpenter czy Charli XCX. A ja się głośno zastanawiam, czy po prostu nie patrzymy w niewłaściwą stronę? Bo mogę się założyć, że jeżeli ktoś za kilka lat spyta mnie, która płyta będzie najbardziej kojarzyć mi się z tegorocznym latem, bez wahania odpowiem: "Sunshine" Jungle.
Nie umiem jednak rozłożyć "Sunshine" na pojedyncze utwory. Nie jestem w stanie żadnego faworyzować. I myślę, że kiedy traficie na tę pozycję, dacie jej szansę w całości (a trwa zaledwie 33 minuty!), zrozumiecie doskonale, co jest powodem. To twórczość skrajnie bezpretensjonalna.
Podoba mi się to, jak ze znanych składników muzycy tworzą zupełnie nową mieszankę. Jeżeli wsłuchacie się dokładnie, zauważycie, że w tych słonecznych utworach kryją się elementy soulu z lat 70. prosto z wytwórni Motown (szczególnie utwór tytułowy czy "Where Are You Now?" oraz "Reflection"), house'u ("Move Like You Do"), funku, ale też wpływów muzyki latynoskiej czy nawet przebasowanej, mocno synkopowanej tradycji future beatowej, która wywodzi się w prostej linii z tego, co produkcji muzycznej zostawił po sobie śp. J Dilla (szczególnie rapowe "Romeo II" czy "Natural").
Wszystko to oblane zostało ciepłym słońcem i przestrzenią oraz niepodrabialnym retro klimatem zakurzonej płyty winylowej. W gruncie rzeczy dużo tu muzycznej erudycji, ale całość składa się na krążek pozbawiony ciężaru. To, co warto zauważyć, to brak intelektualnych pretensji, przez które należałoby tu cokolwiek dekodować. Wręcz przeciwnie, "Sunshine" to przede wszystkim przystępna pozycja, która zachęca słuchacza, aby dał odpocząć głowie i porwał się nogom, a przynajmniej nimi potuptał w miejscu. Nawet jeżeli aspektów disco tu zdecydowanie mniej niż na poprzednich pozycjach Jungle.
Jeżeli w dźwiękach dałoby się umieścić intensywny wakacyjny romans, który zawsze będzie wspominać się z łezką w oku, to tak właśnie określiłbym nową pozycję Jungle. Szczególnie że towarzysząca już drugą płytę zespołowi wokalistka i multiinstrumentalistka Lydia Kitto swoim wszechstronnym, soulującym wokalem poświęca dużo miejsca słodko-gorzkim aspektom międzyludzkich relacji - tęsknocie, rozstaniom, nieumiejętności radzenia sobie bez drugiej połówki - jakby przypominając, że ten wakacyjny romans zmierza ku końcowi.
Dlatego tym bardziej nie mogę doczekać się koncertu Jungle, który odbędzie się 10 listopada w łódzkiej Atlas Arenie. Bo czy w jesiennym czasie muzykom uda się przenieść tę wakacyjną atmosferę tak przekonująco, jak uczynili to na tym albumie? Przekonamy się już wkrótce! Ja tymczasem zachęcam do sprawdzenia "Sunshine", bo to zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych pozycji, jakie trafią do waszych uszu w tym roku.
Jungle, "Sunshine", Mystic Production
9/10
Przypomnijmy, że trasa promująca "Sunshine" obejmuje Amerykę Północną, Europę, Wielką Brytanię, Australię oraz Amerykę Łacińską. Jungle zagrają w Polsce 10 listopada 2026 roku. Jedyny krajowy koncert odbędzie się w Atlas Arenie w Łodzi, a przed główną gwiazdą wystąpi duet Rio Kosta z Los Angeles. Bilety są dostępne za pośrednictwem Eventim Polska.










