Jakub Józef Orliński & Michał Biel "If music…": Album-eureka [RECENZJA]
"If music…" prezentuje kontratenora Jakuba Józefa Orlińskiego w 17 pieśniach i ariach barokowych z partnerującym mu nie zespołem instrumentów z tej epoki, ale pianistą - jego wieloletnim kolegą Michałem Bielem, który czerpie ze wszystkich możliwości współczesnego fortepianu Steinwaya.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to kolejna elegancka antologia barokowych arii. Jednak Jakub Józef Orliński i Michał Biel na "If Music…" ukazują nam przemyślaną, konsekwentnie budowaną opowieść o emocjach, które mimo upływu stuleci (sic!) pozostają zaskakująco aktualne. Układ utworów pokazuje, jak umiejętnie można budować atmosferę. Program nie jest przypadkowy - napięcia i wyciszenia następują po sobie z niemal dramaturgiczną precyzją. Orliński i Biel sięgają po muzykę najwybitniejszych twórców epoki baroku. Henry Purcell, George Frideric Handel, Johann Joseph Fux czy Johann Sebastian Bach - to nazwiska, które same w sobie niosą obietnicę jakości. Jednak to nie tylko ich muzyka stanowi o sile tego wydawnictwa, lecz sposób jej podania - świeży i wykraczający poza ramy epoki.
Symbolicznym punktem wyjścia jest pieśń Purcella "If music be the food of love", inspirowana słynnym cytatem z "Wieczoru Trzech Króli" Szekspira. "Jeśli muzyka jest pokarmem miłości, grajcie dalej…" - na płycie słyszymy dwie wersje tej kompozycji (pierwszą i trzecią). Niektórym mogą być już znane wcześniejsze interpretacje Purcella - "Music for a While", "Fairest Isle" czy "Strike the Viol", które pojawiły się na albumie "Let's BaRock" nagranym z Aleksandrem Dębiczem. Tam aranżacje były bardziej nowoczesne, w towarzystwie innych instrumentów, tutaj jednak - mamy tylko głos i fortepian. I to wystarcza.
Największym atutem pozostaje wciąż Orliński. Jego wokal ma wyjątkową charyzmę - oszczędnie używa vibrato, a głos brzmi ciepło, daleko od charakterystycznej "bieli" wielu kontratenorów. Potrafi z imponującą precyzją atakować wysokie dźwięki, jak trąbka (a propos jego wspaniałej wersji "Sound The Trumpet"). Sam Orliński nie ukrywa, że dojrzewanie do tego repertuaru było procesem. W książeczce dołączonej do albumu pisze, że "musiał dorosnąć artystycznie, żeby móc zrealizować to, co sobie w nich wyobrażał". Jak podkreśla, szczególnie dotyczy to takich utworów jak "Ombra mai fu" George'a Friderica Handela czy "The Cold Song" Henry'ego Purcella.
Nie sposób pominąć roli Michała Bieli, który jest tu kimś więcej niż akompaniatorem. Wnosi do fortepianowych transkrypcji bogactwo barw, subtelnie zastępując orkiestrę i dodając nagraniom kameralnej intymności. On z kolei pisze w książeczce dołączonej do albumu, że ten materiał "nie jest odpowiedzią na pytanie, jak wykonywać dziś te arcydzieła z zachowaniem historycznej autentyczności". To raczej "starannie przemyślana transkrypcja, która ujawnia swój urok wykraczający poza samą instrumentalizację".
Lubię takie albumy. Nazwałbym to albumami-eurekami. Takie, dzięki którym wiemy, jak wiele jeszcze nie wiemy. Bo kto by się spodziewał, że muzyka barokowa może dziś tak poruszać, uduchawiać i trafiać w punkt współczesnej wrażliwości? Ja to kupuję.
Parafrazując znane powiedzenie: podobno nie powinno się oceniać płyty po okładce. A jednak to właśnie okładka skłoniła mnie, by sięgnąć po ten album i o nim napisać. I dobrze się stało, bo dawno nie było tak pięknie - nie tylko wizualnie, ale przede wszystkim muzycznie.







![Furia: Nastrój naszej muzyki jest siermiężny i surowy jak Śląsk [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MS3ZVXJWX1AE4-C401.webp)

