Zdaję sobie sprawę, że dla większości entuzjastów elektroniki w Polsce meksykańscy bracia z LATIN MAFII są postaciami zupełnie anonimowymi. I choć na swoim koncie mają "zaledwie" jeden wydany album, od wielu miesięcy pozostają jednymi z najgłośniejszych postaci muzyki latynoamerykańskiej. Znani z licznych kolaboracji ("2:12 AM" z Rauwem Alejandro, "MALASNOTICIAS." z Alvaro Diazem czy "neo roneo" z rusowskim) na pierwszy rzut oka nie powinni nikogo zaskoczyć kolejną współpracą - jednak "9 months & 50 hours" to zupełnie inna historia.
Największy sukces tego projektu tkwi w założeniach, których w zasadzie... nie było. Nie próbowano tu stworzyć elektronicznego materiału skrojonego pod Tomorrowland ani popu alternatywnego dla największych rozgłośni radiowych na świecie. Słychać wzajemne poszukiwanie inspiracji, swobodę kompozycyjną i radość z tworzenia, która przewija się przez każdy numer. Do tego dochodzi płynne przeplatanie języka hiszpańskiego z angielskim, co jeszcze bardziej utrwala autentyczność wydawnictwa - cechę konsekwentnie stawianą tu na pierwszym miejscu.
Sam tytuł i proces twórczy dobrze tłumaczą filozofię stojącą za tą płytą. "9 months & 50 hours" nie jest kolejnym "industry plantem", w którym na siłę połączono dwóch popularnych artystów z różnych światów tylko po to, by odnieśli sukces komercyjny. Autentyczność tutaj to słowo-klucz do zrozumienia całego przedsięwzięcia. Tytuł odnosi się bezpośrednio do czasu pracy nad materiałem: po 9 miesiącach spędzonych w studio, tuż przed premierą, artyści zdecydowali się na 50-godzinny nieprzerwany stream, podczas którego na żywo kończyli album. Efektem jest płyta, która po prostu się nie nudzi.
Numerem szczególnie zasługującym na wyróżnienie jest "Te Estoy Correteando". Mam wrażenie, że właśnie o nim mówi się w kontekście tego materiału najwięcej - i zupełnie mnie to nie dziwi. Bez dwóch zdań mógłby pełnić rolę głównego singla promującego wydawnictwo. Doskonale łączy produkcyjny styl Fred againa… z wrażliwością, z jakiej słynie LATIN MAFIA, a całość osadzona jest w rytmie cumbii, który dodaje całości pewnego rodzaju wiarygodności. Do tego do złudzenia przypomina fenomenalne "Hecho para ti" z Omarem Apollo - jeden z moich ulubionych utworów w dorobku meksykańskiego trio.
"9 months & 50 hours" to mixtape, którego - choćby nie wiem jak ktoś chciał próbować - nie da się zaszufladkować. Swoją oryginalnością wnosi ogromną świeżość do współczesnego postrzegania elektroniki i otwiera dyskusję na temat siły oraz istoty muzyki latynoskiej w czasach, gdy autentyczność staje się wartością najbardziej pożądaną. Ten album pokazuje, że tworząc muzykę, nadal można skupić się po prostu na… muzyce.
Fred again… & LATIN MAFIA "9 months & 50 hours", Atlantic Records
9/10










