Reklama

Co spotyka schizofrenika

Duże Pe "Zapiski z Życia na Terytorium Wroga", To Się Wytnie

Duże Pe to duży talent. Indywidualność wykraczająca poza hip-hop. Niestety, mimo jego literackiej wrażliwości i odpowiednio dobranych współpracowników coraz trudniej tolerować u niego chroniczny stan artystycznego niezdecydowania.

Reklama

Na tej płycie wszystko gra. Elementy składowe są zbyt dobre, żeby nie grało. Kixnare, najważniejszy producent w polskim rapowym undergroundzie, wie jak robić ten klasyczny, jazzujący hip-hop, a nawet jak przenieść się w ambientowo-triphopowe okolice (niczym Magiera na "Oddycham Smogiem", choć jednak nie aż tak fajnie). Kawałek "Kix's Jazz" dowodzi, że jego dziełka doskonale funkcjonują również jako byt autonomiczny, nie potrzebują gadania. O niewielu bitach można to powiedzieć.

Piotr "Mista Pita" Zabrodzki - znany ze współpracy z Mitch&Mitch, Senk Że, czy projektu Cafe Fogg - dośpiewuje refreny, gra na moogu, rhodesie i gitarze, z wdziękiem multinstrumentalisty-wizjonera, uzupełniając producencką mozaikę. DJ Ike dorzuca trochę skreczy i cytatów wprost z winyli (np. z Masta Ace'a) wieńcząc dzieło od strony muzycznej.

Poziom trzyma na szczęście również mistrz ceremonii, czyli Duże Pe. Daje nam płynnie, może trochę nazbyt ekspresyjnie zrymowane zwrotki, na miarę dojrzałego, inteligentnego faceta. Takiego, który wie, kim był Bela Lugosi, a pisząc erotyk ma raczej na myśli Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, niż Sylvię Kristel. Bez tej idiotycznej, narzucanej sobie przez artystów autocenzury, zakładającej, że coś jest za mądre jak na polski hip-hop. Z podziwem słucha się, jak pompuje życie w nieożywioną materię metropolii ("Rzygam tym najebanym miastem, najebanym krajem, gdzie trzeźwy wydaje się jedynie martwy beton") i gęsto ustawia rymy w przenikające się nawzajem piramidki.

A jednak "Zapiski z Życia na Terytorium Wroga" arcydziełem nie są. I to z winy Pe właśnie. Aż chciałoby się usłyszeć, jak autor "Sinusa" i "Ciszy i Spokoju" nagrywa po raz pierwszy w życiu coś od początku do końca przemyślanego, spójnego. Nie zsumowane na przestrzeni lat spostrzeżenia, a napisane z zachowaniem pełnej dyscypliny myślowej, wyraziste piosenki. Najlepiej ze wspólnym mianownikiem, tak by utwory liryczne ("Noc Taka Jak Ta", "Bela Lugosi Zmarł") nie sąsiadowały z opowieściami dydaktycznymi ("Prosta Historia"), a te zaś z rozliczaniem wyścigu szczurów ("Otwarcie", "Problemy"). Bo gdy raper z jednej strony nawija tak, jakby chciał zrobić wrażenie nie na hiphopowcach, ale na ich rodzicach, a z drugiej bez potrzeby klnie jak szewc, to słuchacz czuje się zagubiony. Proszę spojrzeć na otwierające album wersy: "Wciąż nie widzę sensu w dyskutowaniu z naszych czasów duchem / bo nikt nie gasi róż ani lasów - super / W trosce o własną dupę wszyscy tu zapierdalają jak szaleni / i nie zauważają płomieni". Po co stawiać metaforę, finezyjnie ją dookreślać, by złapać ją za mordę i wyrżnąć o krawężnik?

Pe ma wiele oblicz - i w porządku. Ale może czas każde z nich przyporządkować innemu projektowi? Może wówczas powie o uczuciach mniej zdawkowo i akademicko, a o społeczeństwie bez analityczno-socjologicznego zacięcia i wygładzonego tonu, znanego z publicystyki w ogólnopolskich dziennikach?

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje