Choć dominują szeroko rozumiane cięższe brzmienia, nie jest to krążek, który wpadałby w monotonię. Udało się Chivasowi po raz kolejny utrzymać bardzo charakterystyczny dla siebie styl produkcji oraz flow, przez co od pierwszych dźwięków wiemy, z kim mamy do czynienia. Zresztą otwierający krążek tytułowy "DWADZIEŚCIASIEDEM.", choć utrzymany w nieco spokojniejszym brzmieniu, doskonale obrazuje ten "stempel jakości" od Chivasa.
Niewątpliwy punkt ciężkości całego albumu spoczywa na "GEN D", który prędzej przypomina twórczość Bring Me The Horizon przeniesioną na polskie realia, niż klasyczny rap. Myślę, że to poniekąd przełomowy utwór, który pozwoli mu w końcu porzucić rapową łatkę, z którą zmaga się od naprawdę dawna. I jak sam śpiewa: "To dopiero początek, otwórz swoje obrzydliwe oczy". Zdziwię się więc, jeśli ktoś po tym numerze będzie dalej mówić o nim "Pan Raper".
Czy to oznacza, że cały krążek wpisuje się 1 do 1 w nową falę metalcore'u? Niezupełnie. Nie potrafię zrozumieć klucza doboru gości i numerów, które z tego wynikają. Do "DEAD2ME" dołącza Young Leosia, która dość naturalnie wnosi ze sobą klubowe brzmienia, w stronę których wyraźnie skręca cała kompozycja. Nie mówię, że ten numer jest zły, ale mam po prostu wrażenie, jakby został na siłę wrzucony - tylko po to, by pokazać jak zróżnicowane pomysły ma sam Chivas. Jednak mówiąc o krążku, który nie trwa nawet pół godziny, takie utwory jak "DEAD2ME" prędzej wybiją słuchacza z rytmu, niż dadzą przestrzeń na oddech.
Oddech da natomiast bez wątpienia "PÓKI JESTEŚ" z Vito Bambino - choć zupełnie nie wiem co tak spokojny kawałek robi na tym krążku. Ponownie - to jest całkiem udany kawałek, ale przejście od "HELLSTARA" do utworu z Vito, z intrem w stylu Mroza, powoduje całkiem brutalne zderzenie dwóch przeciwległych światów. Mam wrażenie, że ta dwójka gości została mocno na siłę wciśnięta na płytę, która jakichkolwiek featów po prostu nie potrzebowała.
Mimo to całe "DWADZIEŚCIASIEDEM." oceniam pozytywnie. Cieszę się, że Chivas w końcu znalazł miejsce dla siebie i zajmie się wypełnianiem metalcore'owej niszy, która w Polsce bywa momentami nieco zaniedbana. Tym krążkiem wnosi sporo świeżości i zabawy formą, być może na zawsze odcinając się od rapu. Aż nie mogę się doczekać, aż usłyszę ten materiał - z całym tym ładunkiem emocjonalnym - na żywo, bo przypuszczam, że koncertowo może zyskać naprawdę sporo.
7/10










