Reklama

X Factor

"X Factor": Taka była trzecia edycja

Świetny duet Edyty Górniak z Klaudią Gawor był pyszną wisienką na zakalcu, jakim okazała się trzecia edycja "X Factor".

Klaudia Gawor, 18-latka z Krakowa, wygrała "X Factor" zasłużenie. Na każdym z etapów, w każdym odcinku wykorzystywała swój talent do maksimum. Gratulujemy! I nieskromnie, zupełnie na marginesie dodajemy, że triumf Klaudii przewidzieliśmy już na początku kwietnia.

Reklama

Wojciech Ezzat i Grzegorz Hyży byli dla Klaudii konkurentami absolutnie godnymi i równorzędnymi. To był najbardziej wyrównany finał w historii polskiej edycji i po raz pierwszy nie było pewne, kto zgarnie główną nagrodę.

Cała trójka zaliczyła w trakcie programu wiele udanych występów. Skąd zatem zasygnalizowana powyżej krytyczna ocena?

W odcinkach na żywo trzeciej edycji "X Factor" nie pojawił się nikt, kto by zachwycał w pełnym tego słowa znaczeniu - czy to głosem, czy osobowością, czy też swoją historią.

To wielkie zaniedbanie, że tworząc show pod marką słynnego na całym świecie formatu nie potrafiono wybrać wyjątkowych osób spośród tysięcy chętnych. Gdzie indziej się dało.

Odcinki na żywo okazały się do bólu przewidywalne i pozbawione emocji, a zaproszone na finał zagraniczne gwiazdy - trzecioligowe. Kto miał ochotę przytulić przestraszoną Tanitę Tikaram, ręka w górę.

Tatiano - wiem, że czytasz nasze teksty - w programie w bardzo emocjonalny sposób przekonywałaś, że negatywne opinie na temat poziomu trzeciej edycji są pozbawione racji bytu, i że generalnie bardzo cię one denerwują.

Tyle że wy, jurorzy, jesteście w samym środku całej zabawy, bierzecie za nią pieniądze, przywiązujecie się do uczestników i tracicie chłodny obiektywizm. A widz posiada pilota, wie, co to jest You Tube i potrafi porównać sobie karaoke w "X Factor" z innymi coverami, i wyciągnąć z tego wnioski.

Juror musi słodzić - pisaliśmy po oderwanych od rzeczywistości komentarzach Kuby Wojewódzkiego na temat swoich podopiecznych. Dziś można pójść o pół kroku dalej - juror musi udawać.

Musi udawać, że tak zwane autorskie piosenki zaprezentowane w finale "X Factor" są zwiastunem pięknej kariery. Nie, te tandetne piosenki do radia, sklecone na kolanie, są wszystkim tym, przed czym chciałoby się uchronić bohaterów talent shows. Już nikt nie oczekuje, że będą oni cokolwiek rewolucjonizować, ale, do diaska, niech przynajmniej nie robią sobie wstydu, wykonując taki paździerz. Kuba Wojewódzki, który z taką pasją przejechał się po repertuarze zespołu Bracia, a wcześniej krytykował przebój "Stronger" Kelly Clarkson, w finale nagle nabrał wody w usta.

Teliczan, Galewska, Brodka czy teraz Podsiadło pokazali, że można wyjść z telewizora i nagrać utwory, których nie trzeba się wstydzić. A w finale "X Factor" z dumą prezentowano pioseneczki ala Marek Kościkiewicz, które jeśli staną się repertuarem finalistów, to zabiją nie tyle ich karierę (nieprzeniknione są gusta masowej publiczności), co dopiero rodzących się w nich artystów. A tego bym nie życzył ani Klaudii Gawor, ani Grzegorzowi Hyżemu, ani Wojciechowi Ezzatowi.

Michał Michalak

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: The X Factor | TVN SA | finał | Klaudia Gawor | Tatiana Okupnik | Kuba Wojewódzki