Reklama

The Voice Senior

Alicja Majewska o "The Voice Senior": To jest wspaniała przygoda

Od 44 lat jest na topie. Razem z Włodzimierzem Korczem występowała na największych scenach w Polsce. Teraz przed piosenkarką nowe zawodowe wyzwanie. Już za chwilę zasiądzie w fotelu trenerskim "The Voice Senior"!

Alicja Majewska jest trenerką pierwszej edycji "The Voice Senior"

Urodziła się 30 maja 1948 roku we Wrocławiu. Jest absolwentką Wydziału Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Na muzycznej scenie zadebiutowała w 1968 roku na IV Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. W latach 1971-1974 była solistką zespołu Partita (posłuchaj!). Występowała też w warszawskim Teatrze na Targówku. Rok później rozpoczęła karierę solową oraz nawiązała współpracę z kompozytorem i aranżerem Włodzimierzem Korczem. W 2015 roku na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu z okazji 40-lecia współpracy artystycznej wspólnie odebrali nagrodę - Honorowy Złoty Mikrofon.

Reklama

Jak zareagowała pani na zaproszenie do programu "The Voice Senior"?

W pierwszej chwili pomyślałam, że wolę sama być oceniana, niż oceniać innych. Jednak, jak zawsze oparłam się o opinię Włodzimierza Korcza. On, który nie ogląda talent show, zamiast mi odradzić powiedział, że widzi mnie w tym programie, że z moją empatią oraz stosunkiem do ludzi dam sobie radę. I weszłam w to! Podczas nagrań uświadomiłam sobie, że właściwie po raz pierwszy w życiu pracowałam w wyuczonym zawodzie, do którego mam dyplom - andragogice, czyli kształceniu ludzi dorosłych. To wspaniałe doświadczenie.

Czy ważne było dla pani to, kto jeszcze wystąpi w show?

Oczywiście, zawsze ma dla mnie znaczenie to, z kim się pokazuję (uśmiech). Bardzo ucieszył mnie ten zestaw ludzi. Andrzej Piaseczny i Marek Piekarczyk to starzy, doświadczeni jurorzy, więc my z Urszulą Dudziak (sprawdź!) - debiutantki jurorskie - miałyśmy się od kogo uczyć.

Uważa pani, że trenerzy muszą być pełni energii?

Energetyczny ma być przede wszystkim wykonawca. Juror-trener ma ocenić, czy ta moc go przekonuje. Jeśli tak, może to wyrazić w ekspresyjny sposób (uśmiech).

Kto z was był rozważny, a kto romantyczny?

Wszyscy w jakimś stopniu byliśmy romantyczni, ale żeby rzetelnie ocenić uczestników, musieliśmy również wykazać się rozwagą. Nam z Ulą, jako nowicjuszkom, czasami tej rozwagi brakowało, więc entuzjastycznie wciskając grzybki, szybko wyczerpałyśmy limit (śmiech).

Jakie były pani pierwsze obserwacje dotyczące uczestników?

Do programu zgłosiły się osoby, które śpiewają od zawsze. Nawet żyły ze śpiewania, ale nie zyskały sławy i sukcesu. Zjawiły się też,  takie jak członkini mojej grupy, pani Jadzia, która kiedyś śpiewała, ale w końcu zajęła się domem i dziećmi. Kiedy
trzy lata temu przeszła na emeryturę, znów jej w duszy zagrało i zaczęła brać udział w konkursach wokalnych dla seniorów. W końcu trafiła na casting do "The Voice Senior" i wygrała podróż życia!

Uczestnicy chętniej sięgali po polski repertuar czy równie ochoczo po światowe hity?

Podczas przesłuchań w ciemno śpiewali to, co było im bliskie. Wykonywali utwory Ireny Santor (sprawdź!) czy Piotra Szczepanika (posłuchaj!), pojawił się także Robertino Loretti. Repertuar dobrze znany ludziom "60 plus"! (uśmiech).

Ktoś odważył się zaśpiewać piosenkę z pani repertuaru?

Nie, ale utwór Włodka Korcza z repertuaru Michała Bajora pojawił się w programie. Uczestnicy, którzy śpiewali evergreeny po angielsku, z niejednego pieca chleb jedli. Występowali w różnych klubach, knajpkach i na eventach. Pojawił się m.in. nauczyciel francuskiego. Zaśpiewał piosenkę z repertuaru Franka Sinatry, której nie znaliśmy w tej wersji językowej.

Z piosenkami jest jak ze smakami i zapachami - przywołują wspomnienia, miejsca, osoby. O tym też jest ten program?

Tak. Nakręcono felietony o życiu bohaterów. Ludzi w wieku "60 plus" zwykło nazywać się seniorami, ale życzyłabym wszystkim takiego szaleństwa, wolności, odwagi, energii, kolorów radości, jakimi są obdarzeni. Oczywiście każdy z nich ma ogromny bagaż doświadczeń, ale tu i teraz gotowi są na nowe wyzwania! Podkreślali, jak ważna jest dla nich ta przygoda. Pozwoliła im zetknąć się z zawodową sceną, ze znakomitymi muzykami, z kamerami telewizyjnymi i z nami, którym udało się odnieść sukces w tym zawodzie.

Dopóki jest w nas pasja, głód wiedzy, mamy sprawną głowę i chce nam się chcieć, jesteśmy młodzi!

Ładnie to Pani wypunktowała. Myślę, że programy takie  jak "Sanatorium miłości" czy "The Voice Senior" powinny służyć temu, żeby ludzie, którzy czują w sobie potencjał, pokazali, na co ich jeszcze stać. W jakimś sensie pełnią one rolę zbliżoną do Uniwersytetów Trzeciego Wieku, które umożliwiają rozwój oraz poznanie nowego środowiska. Na szczęście coraz więcej seniorów dostrzega, że życie to nie tylko obowiązki rodzinne i domowe.

Od ponad czterdziestu lat jest Pani nieustannie w drodze. Śpiewała pani na największych i najsłynniejszych scenach Polski. Muzyka wypełnia pani życie?

Tak, ale w domu delektuję się ciszą. No, może nie do końca, bo ciągle dzwoni telefon (śmiech). Bardzo lubię chwile z książką w ogrodzie. Pielęgnuję też spotkania towarzyskie i staram się być na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi.

A znajduje pani czas na rozmowę z samą sobą?

Podsumowań jeszcze nie robię (śmiech). Jak napisała, w piosence na moją najnowszą płytę, Magda Czapińska: "Apetyt wciąż na życie mam. Bez przerwy za czymś gonię. Na jutro nie odkładam nic i w środku zimy marzę, by zakwitły znów jabłonie".
(uśmiech).

Rozmawiała Beata Banasiewicz


Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: The Voice Senior | Alicja Majewska