Reklama

Stachursky przed Sylwestrową Mocą Przebojów w Polsacie: Inaczej niż zwykle, ale też dosko [WYWIAD]

Stachursky będzie jedną z gwiazd imprezy sylwestrowej Polsatu / Jacek Kurnikowski /AKPA

Stachursky - Typ Niepokorny, na scenie od 26 lat i ciągle się rozkręca. Kilkanaście lat temu przeszedł metamorfozę, schudł i wciąż wygląda, jakby miał 25 lat. Tworzy muzykę, przy której każdy czuje się "dosko". Doskonale będziemy bawić się z nim podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów, czyli na największej domówce w Polsce, 31 grudnia w Polsacie. Czym nas zaskoczy w sylwestra i w nowym roku?

Jacek Stachursky śpiewa pop, dance, disco, muzykę klubową (sprawdź!). Zdobył trzy złote płyty i sześć platynowych. Wśród fanów jego ostatnich produkcji najwięcej jest ludzi o połowę od niego młodszych. Na swoje 55. urodziny, które przypadają za miesiąc zapowiada wielkie wydarzenie pod hasłem "Stachursky Sun Energy". Co to znaczy? Tego do końca nie chce zdradzić. Wiadomo tylko, że to kolejne z życiowych wyzwań jakie przed sobą stawia. 

Reklama

Anna Rzążewska: Jak wszyscy artyści miałeś przymusową przerwę w koncertach, ale wystąpisz podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie. Super wiadomość!

Stachursky: - Ja też bardzo się cieszę. To fajny dzień, a w tej ciężkiej sytuacji odrobina radości chyba wszystkim nam się należy. Jeżeli będę mógł trochę tej radości dać innym, śpiewając piosenki, to super. Występowałem już w Polsacie kilka razy i zawsze było kapitalnie. Przypuszczam, że teraz też tak będzie. Inaczej niż zwykle, ale też dosko (śmiech).

Inaczej, bo to koncert na żywo, ale bez publiczności. Jak to będzie?

- To dość nietypowy sylwester, ale na przestrzeni lat przyzwyczaiłem się do różnych okoliczności. Dosyć często występuję podczas programów telewizyjnych, gdzie nie ma publiczności i jeśli chodzi o logistykę techniczną, to jest ona inna niż standardowo podczas tego typu występów, ale pewnie się w tym odnajdę. Najważniejsze, żeby ludzie poczuli w sercu radość, a myślę, że muzyka daje takie możliwości. Cieszę się, że malutką cegiełkę do tej radości sylwestrowej dorzucę.

Naprawdę sporo ludzie gdzieś tam czeka na wyjątkową zabawę, a moje utwory wpisują się w konwencję muzyki popularnej. Poza tym się cieszę, że spotkam sporo moich znajomych. Bardzo chętnie się z nimi zobaczę, by nie powiedzieć, że wyściskam z radości. Fajnie, że się spotkamy.

Tęskniłeś za występami?

- Potwierdzę pewnie to, co mówi wielu artystów. Tworzenie utworów, szukanie odpowiedniego repertuaru, próba najlepszego odnalezienia się wykonawcy w tych utworach, to nie jest praca. To jest nasze życie, nasza pasja. Dla mnie nie ma dnia bez muzyki. Ona towarzyszy mi w życiu w każdym momencie. Natomiast estrada to już jest pewnego rodzaju wyzwanie i praca. To jest integralna część naszego życia w połączeniu z tym, co tworzymy artystycznie. Pozbawienie nas tego wyzwala osobistą złość. Każda możliwość pokazania się, szczególnie tym, którzy na nas czekają, daje nam handicap do tego, żeby dalej działać i nie stracić kontaktu z estradową rzeczywistością. Występy, jak podczas Sylwestra w Polsacie, na pewno dają nam ten handicap. Bardzo się ucieszyłem. Pokazałbym naprawdę, jak się cieszę, ale boję się, że byłoby to przekroczenie pewnych granic radości (śmiech).

Pandemia to trudny czas dla artystów. Jak się odnajdujesz w tym wszystkim, co się niemal od roku dzieje w Polsce i na świecie?

- Nic oryginalnego nie powiem, podejrzewam, że wielu artystów mówiło dokładnie to samo. Mogę potwierdzić, że to jest bardzo trudny czas. Oczywiście to nie powód, aby tym epatować publicznie. Ja, jak mogę, skupiam się na tym, aby powstawały nowe piosenki i by przygotowywać je do późniejszej publikacji. Z tęsknotą czekam na czas, kiedy będzie można znowu publicznie występować. Szukam też innych wyzwań jako człowiek, artysta. Jestem osobą, która nie potrafi usiedzieć na miejscu i czekać, bardziej jest zainteresowana tym, żeby tworzyć coś, co nadaje sens w kolejnym etapom mojego życia.

Mniej więcej miesiąc temu zapowiedziałeś na Instagramie, że coś wydarzy się w Twoim życiu w dniu Twoich 55. urodzin. Nazwałeś to przedsięwzięcie "Stachursky Sun Energy". Ale nie zdradziłeś szczegółów. Powiesz, co planujesz?

- To jest dobre pytanie, ale wybacz - byłbym niekonsekwentny, gdybym teraz powiedział to, co chcę powiedzieć w dniu moich urodzin, 26 stycznia. Te dwa miesiące to czas, który dałem sobie, żeby przygotować się do tego, co wydarzy się w przyszłym roku. Wszystko, co będzie się działo wokół Jacka Stachursky'ego będzie się odbywało wokół wyzwania pod nazwą "Stachursky Sun Energy". Chodzi o moje życie osobiste, artystyczne, także o inne obszary. 26 stycznia chcę dać mocny, jednoznaczny przekaz. "Stachursky Sun Energy" to wyzwanie, które będzie rzutowało na całość mojego życia na najbliższe lata. Więcej teraz nie zdradzę, zapraszam do spotkania ze mną w dniu moich urodzin, 26 stycznia, podczas live'a na popularnych platformach społecznych. Będę dużo opowiadał i prowadził mocną interakcję z osobami, które tam będą. A pewnie będzie sporo ludzi, bo mój live, który zapowiadał wyzwanie, obejrzało już prawie 500 tysięcy osób.

Na Instagramie pokazujesz też inną przemianę - zewnętrzną. Dużo ćwiczysz...

- W tym obszarze rzuciłem sobie takie wyzwanie, które stopniowo udaje mi się realizować, ale nigdy nie doprowadziłem go do końca. Byłem konsekwentny, ale żyłem w - jak to się mówi często obecnie - w strefie komfortu. Było fajnie, było super, więc myślałem: "Nie jest tak źle, więc nie idę dalej". Ale jednak te osoby, które mnie obserwują, widzą że jest jeszcze sporo do zrobienia, jeśli chodzi o moją aktywność fizyczną, stan zdrowia, o wygląd zewnętrzny. To się wszystko z tym wiąże.

Rozmawiamy przed sylwestrem i w kontekście zabawowym, więc mam pytanie, czy ty w ogóle imprezujesz?

- W jakim sensie?

Najbardziej podstawowym - żeby jak wszyscy napić się, poszaleć?

- (śmiech) Bardzo rzadko.

To jak się bawisz?

- Bawię się tym, że mam możliwość tworzenia muzyki i mogę nadrabiać to wszystko, co umyka, muzyką . To brzmi trochę patetycznie ale nie znajduję odpowiednich słów, żeby powiedzieć, jak normalnie to powinno wyglądać i żeby nie brzmiało zbyt doniośle. Realizuję się muzycznie, a teraz wyjątkowo jest taki czas, że mogę się temu poświęcić. Natomiast towarzysko, oczywiście kiedy mogę, spotykam się i to podczas tych spotkań bardzo często wynikają różne ciekawe pomysły, które później chcę wprowadzać w życie. Jednak zabawą bym tego nie nazwał. To spotkania, ale nie imprezy.

Pytam, bo przy twojej muzyce można się bawić świetnie i to w takim najbardziej tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ona bardzo sprzyja zabawie. Jak to godzisz?

- Rodzaj muzyki, którą reprezentuję - taneczna, masowa muzyka rozrywkowa, to był dla mnie zawsze główny nurt, aczkolwiek nie stronię od eksperymentów muzycznych. Odnoszę jednak wrażenie, że ona nie pada teraz na podatny grunt. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że muzyka imprezowa jest w odwrocie. Nie możemy sprawdzić, jak ona oddziałuje na naszych potencjalnych odbiorców dlatego, że ten obszar nie istnieje. Dlatego muszę teraz ukłonić się w kierunku utworów, które będą prezentować mnie artystycznie, troszeczkę w innym segmencie muzycznym. Takich, które będą bardziej zwracały uwagę na emocjonalną stronę przekazu i będą mogły znaleźć się w radiowym obszarze medialnym. Bo ostatnio moje utwory mniej goszczą na antenach stacji radiowych i taki postęp, w obecnej sytuacji, jest dla mnie o wiele bardziej dopingujący do pracy.

Zmieniasz repertuar? Będzie nowy, inny Stachursky?

- Tak. Będzie nowy Stachursky. 14 lutego, w Walentynki pojawi się nowa piosenka "Uwierz mi, to nie koniec". Wyobraź sobie, że ten utwór chodził za mną 23 lata. A nawet 24, bo pierwszy raz usłyszałem go w 1997 roku. W ubiegłym wieku! Od tego czasu w różnych okolicznościach przypominałem sobie o nim, ale jak to bywa w życiu artystycznym - czasami jest właściwy czas, taki swego rodzaju promocyjny "tunel" i korzystasz z niego i prezentujesz piosenkę we właściwym momencie, albo ona czeka dopiero na swoją kolej. Ta czekała właśnie tak długo. Teraz się udało ją nagrać i bardzo się cieszę. Czy to będzie przebój, tego nie wiem, ale to będzie ukłon w stronę takich utworów, jak: "Gdy zapłaczesz", "Czuję i wiem", "Typ niepokorny", "Z każdym twym oddechem", "Cholerny czas" - przełom lat 90. i dwutysięcznych. Myślę, że na taką piosenkę czekało sporo moich sympatyków i przyszedł na nią właściwy czas.

Jesteś na scenie od 26 lat. Twoi fani to cały czas ci sami ludzie, czy masz wielu nowych?

- Nowe utwory, które pojawiały się ostatnio, jak "Szampan i truskawki", "Kieliszki", "Essa" czy "Doskozzza", cała ostatnia płyta "2K19" trafiały do ludzi w wieku między 18-24 i 24-29 lat. To było dla nas zaskoczeniem i mocną zmianą odbiorcy ze wskazaniem na młodzieżowego. Do tej pory większość moich sympatyków to były kobiety, damy, dziewczyny. Kto będzie mnie teraz słuchał? Tego nie jestem w stanie przewidzieć. Na to nie ma odpowiedzi. Mogę sobie osobiście wyobrażać kto, natomiast rynek zaskakuje nas za każdym razem, gdy pojawia się nowy utwór.

Zwykle miałem duży procent trafności w przewidywaniu, która z moich piosenek ma szanse stać się sporym przebojem. Jakoś potrafiłem to wskazać. Teraz okazuje się, że utwory na które nie stawiałem, chociaż mi oczywiście bardzo się podobały, ale nie upatrywałem w nich wielkiego sukcesu, nagle wystrzeliwały z ogromną popularnością. W związku z tym zastanawiam się i z wielką niecierpliwością czekam na tę premierę i na to, co się wydarzy. Mam duże oczekiwania w stosunku do tego utworu, bo jest dla mnie szczególnie ważny, ale jestem ciekawy, czy rynek zareaguje tak samo, jak ja. Zobaczymy.

To twój autorski utwór?

- Nie, to jest cover, ale dostałem zgodę, żeby napisać polską wersję tekstu. Kilka takich udanych przedsięwzięć w życiu miałem - "Typ niepokorny",  "Czuję i wiem", "Gdy zapłaczesz", "Żyłem, jak chciałem". Mógłbym tu wymienić jeszcze kilka tytułów, to były spore sukcesy i to były moje autorskie teksty, nie adaptacje czy wierne tłumaczenia tekstów angielskich. To będzie moja kolejna próba zmierzenia się z piękną piosenką, która kiedyś była bardzo znana, potem odrobinę odeszła w cień, ale teraz postaram się ją znowu odświeżyć na rynku polskim i przedstawić w swojej wersji i interpretacji. Zobaczymy, co się będzie działo. Jak znam życie, połowa słuchaczy będzie "za" a połowa "przeciw", ale wydaje mi się, że naprawdę wyjątkowo dobrze poradziłem sobie z tym utworem.

Nie mogę się doczekać.

- Powiem ci, że ja też!

A co usłyszymy podczas sylwestra w Polsacie?

- Tego nie mogę powiedzieć. Zdradzę tyle, że utwory, które będą wyjątkowo dobrze korespondować z czasem sylwestrowym.

Czego życzysz słuchaczom i sobie w nadchodzącym roku?

- Wszystkim ludziom na całym świecie życzę powrotu do normalności, żeby po prostu wróciła radość życia. A sobie? Życzę powodzenia i sukcesu tym wyzwaniom, które sobie wyznaczyłem. W sferze artystycznej, osobistej czy biznesowej, we wszystkich tych obszarach chciałbym odnieść sukces, aby w jakimś sensie potwierdzić, że droga, którą wybrałem, jest właściwa. A jeżeli będą jakieś trudności, trzeba je przezwyciężać. Chciałbym wzmocnić pokłady siły, mocy i energii muzyki, żeby napędzały mnie do działań, które sobie zaplanowałem. A z czasem będę do tego dorzucał jeszcze inne rzeczy (śmiech).

W sylwestrową noc Telewizja Polsat organizuje największą w Polsce domówkę! 31 grudnia o godzinie 20:00 rozpocznie się Sylwestrowa Moc Przebojów, podczas której nauczymy się tańca od Rafała Maseraka, a wróżbita Maciej przygotuje dla wszystkich znaków zodiaku horoskop na Nowy 2021 Rok, dotyczący zdrowia, miłości i pracy.

W studio na żywo wystąpią m.in.: Bajm, Doda, Piękni i Młodzi, Sylwia Grzeszczak, Dawid Kwiatkowski, Enej, Alicja Majewska, Czadoman, Michał Szpak, After Party, Feel, Piersi, Brave & Antek Smykiewicz, Michał Wiśniewski, Mandaryna, Daj to głośniej, Sławomir, Stefano Terrazzino i Liber&InoRos. Usłyszymy też "Bailando" i "Vamos a la Playa" w wykonaniu lubianej w Polsce Loony, największe przeboje Boney M, a zakochani w muzyce lat 90. będą wspominać swoją młodość przy dźwiękach zespołu Fun Factory.

Transmisja będzie dostępna w Telewizji Polsat, IPLA.TV, Interia.pl oraz Polsat News.

INTERIA.PL

Reklama