Jurek Owsiak ukarany za wulgaryzmy na Przystanku Woodstock

W poniedziałek 23 października sąd w Słubicach wymierzył Jurkowi Owsiakowi karę nagany za używanie wulgaryzmów na tegorocznej edycji Przystanku Woodstock.

Jurek Owsiak przed sądem w Słubicach

Przed sądem w Słubicach zebrało się ok. 50 osób z transparentami "Jurek jesteśmy z tobą", "Kocham Woodstock", "Team Owsiak". Ulice wokół sądu zostały obstawione przez policję.

Reklama


"Nie przyznaję się" - powiedział przed sądem Jurek Owsiak, który zdecydował się na złożenie wyjaśnień w tej sprawie.

O sprawie zrobiło się głośno na początku września. Wówczas głównodowodzący Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poinformował, że pojawił się wniosek podpisany przez inspektora Stanisława Panka, komendanta miejskiego policji w Gorzowie Wielkopolskim, o ukaranie go z art. 141 Kodeksu wykroczeń. "Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany" - głosi prawo.

Chodzi o tradycyjne, w tym roku prawie 20-minutowe podsumowanie Przystanku Woodstock, które Jurek Owsiak wypowiada w rytm przeboju "Z tylu chmur" Piotra Bukartyka, śpiewanego od dobrych kilku lat z uczestnikami woodstockowych warsztatów na zakończenie darmowego festiwalu.


Organizator imprezy - podobnie jak w latach poprzednich - ubarwił swoją wypowiedź kilkoma wulgaryzmami. Jak podkreśla, nie były one skierowane przeciwko komuś. "Nie mów mi, k***a, że tu jest podwyższone ryzyko. Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz!" - denerwował się ze sceny, odnosząc się do słów szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka.

Emocjonalne słowa związane były m.in. z nadaniem (po raz drugi z rzędu) Przystankowi Woodstock statusu imprezy podwyższonego ryzyka. W tym roku w związku z tym pod scenami pojawiły się niewidziane wcześniej na tej imprezie barierki, przez samych organizatorów uznane jako niepotrzebne i prowadzące wręcz do niebezpiecznych sytuacji. Ostatecznie decyzją burmistrza Kostrzyna nad Odrą (na wniosek Owsiaka) ostatniego dnia festiwalu (5 sierpnia) zniknęły one sprzed Dużej Sceny.

W Słubicach Owsiak podkreślał, że nie zgadza się z "szykanami" wobec imprezy. Zarzucił też oskarżycielowi przygotowanie "nieprofesjonalnego" materiału z jego wystąpienia. "To żenada" - mówił Owsiak, dodając, że festiwal jest filmowany i wystarczyło poprosić o zapis.

Sąd postanowił wymierzyć szefowi Przystanku Woodstock karę nagany. Poza tym Owsiak musi zapłacić 100 zł kosztem wydatków postępowania oraz 30 zł opłaty sądowej.


"Nie noszę w sobie żadnego focha, wyrok biorę na klatę, nie będziemy się odwoływali. Będę już teraz trzy razy się zastanawiał zanim powiem niepotrzebne słowo na jakimkolwiek wystąpieniu publicznym, ale najważniejszym akcentem wyroku jest stwierdzenie Pani Sędzi 'Wobec prawa wszyscy są równi, jeśli Jurek Owsiak - osoba publiczna - jest ukarany naganą za używanie tych słów publicznie, tym bardziej się to tyczy każdego obywatela tego kraju, który użyje podobnych słów w publicznym wystąpieniu. Nieważne czy przeciętny Kowalski lub Nowak czy też podobna osoba publiczna - polityk, a także artysta'. Zobaczymy, jak ten wyrok 'dostanie zastosowania' w naszej polskiej codzienności" - skomentował Owsiak na Facebooku.

23. Przystanek Woodstock odbył się w dniach 3-5 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą. Według danych policji, w koncertach szacunkowo wzięło udział ok. 250 tys. osób, jednak liczba ta może być niemal dwukrotnie wyższa, jeśli uwzględni się choćby fakt, że w tym roku namioty w Kostrzynie pojawiały się w miejscach, które nie były zajęte nigdy wcześniej. Sam szef Przystanku mówił, że w ciągu czterech dni mogło się przewinąć "nawet milion osób i bawić się w pokoju".

Dowiedz się więcej na temat: Przystanek Woodstock | Jurek Owsiak