Reklama

Przystanek Woodstock 2016

Jerzy Stuhr na Przystanku Woodstock: Przypominał mi pielgrzymkę

Przystanek Woodstock to nie tylko koncerty i nieokiełznana zabawa, ale także poważne rozmowy o sztuce, polityce czy religii. A wszystko w ramach Akademii Sztuk Przepięknych (ASP). Jerzy Stuhr przybył na festiwal po raz pierwszy i od razu porwał publiczność. Posypała się lawina pytań, padło kilka anegdotek, a ktoś z publiczności zaintonował nieśmiertelne "Śpiewać każdy możne". Aktor chyba nie spodziewał się aż tak ciepłego i pozytywnego przyjęcia.

Jerzy Stuhr na Akademii Sztuk Przepięknych

"Patrzę na Przystanek Woodstock pierwszy raz. Najpierw przypominał mi pielgrzymkę, później obóz harcerski, a teraz myślę, że to wszystko przerasta moje wyobrażenia. I naprawdę zaczynam się niepokoić, czy stanę na wysokości tego zadania, czy usatysfakcjonuje Was moje wystąpienie" - wyznał aktor w rozmowie z Bartoszem Węglarczykiem.

Reklama

"Zapachniało mi pierwszą wizytą papieża na krakowskich Błoniach - liczba ToiToi jest taka sama" - żartował Jerzy Stuhr.

Prowadzący rozmowę Bartosz Węglarczyk zapytał gościa ASP, czy wybór aktorstwa jako drogi życiowej był przypadkiem czy świadomym wyborem.

"Pewnie przypadek, a może też dobra nauczycielka, która 'wyłuskała' mnie w pierwszej lub drugiej klasie i nakłoniła mnie do powiedzenia wierszyka. Wyszło mi to zgrabniej niż innym. (...) Wiersz recytowałem pod pomnikiem Stalina, a dziś jestem tutaj przed Wami, w wolnej Polsce. (...) Tak naprawdę nagle odkryłem w sobie coś, co mnie wyróżnia od innych. Uczepiłem się tego. Kiedy stawałem przed ludźmi, stawałem się lepszy, inteligentniejszy, przebojowy, ekspresyjny" - opowiadał jeden z najpopularniejszych polskich aktorów.

Nie zabrakło również wspomnień, które dotyczyły "Seksmisji", kultowego już filmu, w którym Stuhr zagrał jedną z głównych ról.

"Władza dopiero na premierze doświadczyła tego, jaki pocisk słowny leci z ekranu. Siedziałem wówczas obok pierwszego sekretarza kultury. Ten sekretarz zbladł, gdy usłyszał słowa: 'Kierunek - wschód! Tam MUSI być jakaś cywilizacja'. A po premierze podjął absurdalną decyzję wycięcia tych słów ze scenariusza filmu. We wszystkich kinach Warszawy pojawili się faceci, którzy żyletką wydrapywali ten tekst z taśm filmowych - wspomina aktor.

Jerzy Stuhr odniósł się również do roli artysty w świecie polityki: "Artysta musi trzymać się jak najdalej od polityki, ponieważ posiada pewną broń - umie zawładnąć tłumem i może tę broń przy lekko politycznej podpowiedzi niewłaściwie wykorzystać. (...) Jako obywatel i wyznawca pewnych poglądów muszę powiedzieć jednak, że nie zgadzam się na łamanie prawa, na kłamstwo.

Ze strony najpiękniejszej festiwalowej publiczności świata posypały się także pytania o dalszą pracę w filmie. Zanim Jerzy Stuhr odpowiedział, że wiele propozycji zagrania nowych ról odrzuca, wyjaśnił: "Czekam na coś, czego nikt mi do tej pory nie zaproponował. Jeśli czytam scenariusz i myślę, że ja tego nie potrafię zagrać, to jest pierwszy znak, że trzeba brać tę rolę, bo stawia mnie to przed zadaniami, których nigdy nie próbowałem".

W czwartek (14 lipca) oprócz Jerzego Stuhra, na ASP pojawili się: działaczka humanitarna Janina Ochojska, Rzecznik Praw Obywatelskich Adam BodnarMichał Wawrzyniak, który nazywa siebie "ekspertem od uwalniania ludzkiego potencjału".

INTERIA.PL

Reklama