Open'er Festival 2018

Gorillaz na Open'er Festival 2018: Panie Albarn, zagraj to jeszcze raz! (relacja, zdjęcia)

Pełen pozytywnej energii, wciągający i przemyślany pod każdym kątem – taki był koncert największej gwiazdy trzeciego dnia Open'er Festivalu, czyli zespołu Gorillaz. Aż chciałoby się, żeby Damon Albarn i kierowany przez niego zaciąg muzyków, wystąpił jeszcze raz następnego dnia.

Damon Albarn z Gorillaz śpiewający wśród zachwyconych fanów

W 2017 roku rozpoczął się nowy etap dla wirtualnego zespołu Gorillaz, który do życia powołali lider Blur Damon Albarn oraz rysownik Jamie Hewlett. Wtedy właśnie ukazał się album "Humanz", ale co chyba ważniejsze, formacja wróciła do występów. O ile przedostatnia płyta Goryli budzi mieszane uczucia, tak koncertowa machina zorganizowana w związku z jego promocją, okazała się wyśmienitym przedsięwzięciem.

Reklama

Gorillaz ruszyli w światową trasę, a na koncertowej mapie nie pominięto Polski. Albarn i spółka w naszym kraju dali dwa specjalne występy w Warszawie i Katowicach. O tamtym spektakularnym widowisku pisaliśmy następująco: "Pierwszy koncert Gorillaz w Polsce był półtoragodzinnym spektaklem, który pokazał, że nawet nie najlepsza płyta, może wybrzmieć znakomicie".

Od tamtego czasu minął nieco ponad rok, a grupa postanowiła uraczyć fanów kolejną płytą i promować ją na największych festiwalach na całym świecie. "The Now Now" ukazała się 29 czerwca i zdobyła zdecydowanie lepsze opinie niż poprzednik.

Na szczęście dla fanów Damona Albarna nie zmieniła się sprawdzona formuła koncertów. Setlistę zdominowały utwory z "Humanz" i "The Now Now", a całość uzupełniały starsze przeboje grupy.

Całość rozpoczęły kultowe nawoływania z utworu "M1 A1", następnie festiwalowicze usłyszeli m.in. "Last Living Soul", wybornie wykonany "Rhinestone Eyes" oraz "Every Planet We Reach Is Dead" podzielony na dwie części i wsparty kapitalnymi chórkami.

Od "Last Living Soul" brytyjski gwiazdor zaczął regularne schodzić do swoich fanów, z czego zadowoleni byli wszyscy oprócz ochony. Zbijanie piątek, uściski i wyśpiewywanie z osobami w pierwszych rzędach kolejnych wersów gorillazowych numerów, jednych sympatyków doprowadzało do ekstazy, a innych do wybuchów płaczu, co dobrze było widać na festiwalowych telebimach.

Po kapitalnym początku Gorillaz nieco zmniejszyli tempo. Zaczęło się od jeszcze ciepłej propozycji na lato, czyli piosenki "Humility", a następnie fani mogli delikatnie pobujać się do "On Melnacholy Hill" i "El Manana". Chwilę później Albarn usunął się nieco w cień, dając szanse swoim muzykom pokazania pełni swoich możliwości.

W Gdyni przyszła pora na konkretną imprezę. Numery z "The Now Now" i przede wszystkim "Humanz" zostały przearanżowane w taki sposób, aby prowokowały do tańca wszystkich oglądających koncert. Na scenie rządzili natomiast Jamie Principle, Peven Everrett oraz Little Simz, która kilka godzin wcześniej występowała jako osobna artystka na Open'erze.

Zestawienie najnowszych utworów przedzielały m.in. świetne, acz nieco schematycznie wykonane "Stylo", "Dirty Harry" i "Feel Good Inc." Ten ostatni, będący chyba drugim najpopularniejszym kawałkiem Gorillaz, sprawił, że publiczność nie tylko zaczęła tańczyć... ale i  wyjmować telefony.

Powód? Każdy chciałby mieć chociażby kilkanaście sekund wielkiego hitu na własność. O tym, czy to rozsądne i konieczne, dyskutuje się od dawna, więc dodam, ze podobne zachowanie fanów wystąpiło podczas największego hitu Gorillaz - zagranym na pożegnanie "Clincie Eastwoodzie". Tym razem przy okazji bisu obyło się bez fanowskich niespodzianek,  Albarnowi od początku do końca piosenki towarzyszył jedynie Del The Funky Homosapiens.

Dziwić nie powinien fakt obsypywania pochwałami lidera Gorillaz, jednak na słowa uznania zasługują też jego współpracownicy, którzy zagrali, tak jak chciał ich dyrygent - Damon Albarn. Gdy trzeba było rozkręcić imprezę, tańczył cały Open’er, gdy trzeba było nieco spuścić z tonu, również to robili.

Oglądając koncert Gorillaz w Gdyni można było odnieść wrażenie, że wszystko w formacji funkcjonowało jak w zegarku, a granie dla wielotysięcznej publiki sprawia wszystkim uczestnikom tego przedsięwzięcia ogromną radochę. Tym większa szkoda, że na następny koncert Gorillaz pewnie będziemy musieli trochę poczekać.

Dowiedz się więcej na temat: Gorillaz | Open'er Festival | Open'er Festival 2018 | Damon Albarn