Open'er Festival 2018

Arctic Monkeys na Open'er Festival 2018: Jest dobrze, będzie lepiej (relacja, zdjęcia)

"Czy oni nie mają jakichś skoczniejszych utworów?" – zapytał mnie mój operator, nieco mniej zaznajomiony z twórczością Arctic Monkeys, gdy byliśmy w połowie drogi do Gdyni na tegorocznego Open'era. Myślę, że sam Alex Turner ostatecznie rozwiał jego wątpliwości, wyśpiewując wszystkie najważniejsze przeboje popularnych Małp, które powstały od początku ich działalności.

Alex Turner nie musiał wiele robić, aby oczarować najwierniejszych fanów

W ostatnich miesiącach o Arctic Monkeys i ich spektakularnej wolcie stylistycznej, powiedziano już niemal wszystko. Doceniona przez recenzentów, ale nie do końca zrozumiana przez fanów "Tranquility Base Hotel + Casino", stała się przyczynkiem do dyskusji na temat formy zespołu oraz miejsca, w którym obecnie się znajduje. Jedni szanowali odwagę muzyków i doceniali ich pójście pod prąd, drudzy utyskiwali na nudne, przekombinowane numery.

Reklama

- Arctic Monkeys ustawili poprzeczkę bardzo wysoko. Jestem pewien, że dla niektórych zbyt wysoko, przez co część dotychczasowych fanów zespołu raczej nie zdecyduje się na skok przez nią - pisał nasz recenzent, który wystawił albumowi notę 8/10.

Festiwale to jednak inna para kaloszy. Koncerty headlinerów przygotowywane są pod masowego odbiorcę i właśnie w związku z tym każdy z sympatyków brytyjskiej formacji (bez względu, którą wersję zespołu ukochał w swoim sercu), dostał coś dla siebie.

Licznie zgromadzeni festiwalowicze z nowej płyty zespołu usłyszeli pięć numerów. Tylko (biorąc pod uwagę, że są świeżo po jej wydaniu) i aż. Gdybym był bardziej zgryźliwy, pokusiłbym się o stwierdzenie, że jeden lub dwa numery więcej mogłyby uśpić publikę. Daleko mi jednak do tego, zwłaszcza że wspomniane piosenki są naprawdę dobrze skonstruowane i brakuje im wyłącznie jednej rzeczy - przebojowości.

W tym miejscu najlepiej posłużyć się przykładem. Nawet najbardziej chwytliwy kawałek z ostatniego krążka - "Four Out Of Five" - nie ucieszył tak mocno sympatyków grupy, jak kompozycje z "AM", czy z "Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not".

Gdy perkusja wybiła rytm "Do I Wanna Know?", fani Arctic oszaleli z radości. Chwilę później kilkadziesiąt tysięcy gardeł odśpiewało niemal cały utwór z Alexem Turnerem i jego kolegami. Hitów tego dość ciepłego wieczora nie brakowało, a AM rozciągnęli je na cały koncert (zagrali 20 utworów), skutecznie przeplatając parkietowe wymiatacze ("Brainstorm", "I Bet You Look Good on the Dancefloor") kompozycjami wymagającymi odrobiny więcej skupienia.

Tracklista zaskoczeniem nie była, a i Alex Turner niczym w znaczący sposób się nie wyróżnił. Interakcja z publiką była minimalna, na ruchy, które wprawią publikę w osłupienie, też nie można było liczyć. Do starszego prawie o 30 lat Nicka Cave'a, który wystąpił dwie godziny wcześniej na Open’erze, Brytyjczykowi jeszcze sporo brakuje, ale po cichu liczę, że podpatrzył od niego kilka "zagrywek". Chociaż na pewno nie można odebrać liderowi AM, że nawet subtelnymi gestami potrafił doprowadzić dziewczyny w pierwszych rzędach do ekstazy.

Arctic Monkeys wydają się być headlinerem idealnym na pierwszy dzień festiwalowych bojów.  Na nudę raczej nikt nie narzekał (do zespołu przekonał się mój wspomniany kolega), ale kolejne dni mogą przynieść jeszcze więcej powodów do tańczenia, skakania i wykrzykiwania wielkich przebojów. Bruno Mars, Gorillaz i kilkudziesięciu innych artystów na pewno o to zadbają.