Reklama

Open'er Festival 2017

Open'er Festival 2017: Jaka jest kobieta open’erowa?

Kobiety stanowiły liczną grupę w programie tegorocznej edycji Open'er Festivalu i znów pokazały, że stwierdzenie "słabsza płeć" nie znajduje zastosowania w muzyce. Jeśli talentem można grzeszyć, to każda z poniżej wymienionych artystek najpewniej będzie się za to smażyć w piekle. Ale talent to przecież nie wszystko, zobaczmy więc, jaka jest Open'erowa Kobieta 2017...

Kreatywna jak Solange

Wychodząc z Ten Stage spotkałam zachwyconego (jak ja) kolegę, który z błyskiem w oku stwierdził, że występ Solange trafić powinien do Sevres jako wzorzec idealnego koncertu. Może i wypowiadał to cały w emocjach, a odbiór występów to przecież sprawa bardzo subiektywna, ale miał jednak przy tym sporo racji. Młodsza z sióstr Knowles przywiozła do Gdyni hipnotyzujący, wysublimowany i pieczołowicie przygotowany spektakl, w którym każdy z członków jej załogi odegrał konkretną rolę.

Przez cały koncert nie można było oderwać wzroku od magii dziejącej się na scenie, ale Solange nie zapomniała rozpieszczać także innych naszych zmysłów. Ona imponowała wokalem, zespół zachwycał brzmieniem, a to wszystko tylko wzmacniało ważny przekaz, jaki artystka zawarła na swojej płycie "A Seat at The Table".

Reklama

Zadziorna jak Alison Mosshart

Alison Mosshart, czyli ta ładniejsza połowa duetu The Kills, który po kilku latach powrócił na scenę Open’era, zachwycała znakomitą formą. Wokalistka tego dnia wystąpiła zresztą dwukrotnie, po swoim koncercie pojawiła się na scenie obok Dave’a Grohla i razem z Foo Fighters wykonała nową piosenkę grupy zatytułowaną "La Dee Da".

Kto kiedykolwiek był na koncercie The Kills czy The Dead Weather, ten wie, że Alison, która na scenie jest wulkanem energii, roztacza wokół siebie niesamowitą aurę i urzeka charyzmą, a jej zadziornie seksowne ruchy są nie do podrobienia. Razem z Jamiem Hincem zagrali dla polskiej publiczności głównie materiał ze swojej najnowszej płyty "Ash & Ice".

Wytrwała jak Lorde

Lorde nie jest jedyną ofiarą tegorocznych kaprysów pogody, ale chyba podczas jej koncertu deszcz dawał się we znaki najbardziej. Kierunek wiatru sprawił, że Nowozelandka sprawiedliwie mokła razem z zakapturzoną publicznością zgromadzoną pod sceną główną, a swoim pozytywnym nastawieniem i wytrwałością zaskarbiła sobie serca festiwalowiczów.

"Na naszej trasie działy się różne rzeczy, ale tak jeszcze nie było. Dzięki, że zostaliście" - powiedziała ze sceny wokalistka.

Setlista, jaką na ten wieczór przygotowała Lorde (obejmująca po równo kawałki z debiutu i nowej płyty) powinna zadowolić fanów wyczekujących jej pierwszego występu w Polsce. Były wzruszenia przy "Liabilty", była euforia przy "Green Light" i nie zabrakło tańców przy "Magnets" nagranym z Disclosure.

Skromna jak Romy

Jeden z najlepszych występów na Open’er Festivalu dało trio The xx. Brytyjczycy na gdyńską imprezę powrócili po pięciu latach, ale ich tegoroczny występ od koncertu z 2012 roku dzielą lata świetlne. Zespół już nie jest tym, którego występ po kilku utworach staje się nużący. Muzycy rozsądnie stopniują napięcie, dywersyfikując emocje wyzwalane w tłumie, a ponadto dbają również o stronę wizualną swojego projektu.

Nieco bardziej refleksyjnym momentem, który na długo pozostanie w pamięci, jest ten, kiedy Romy solowo wykonała utwór "Performace", a przed sceną zaroiło się od małych świateł.  

Zwariowana i nieokiełznana jak M.I.A.

Koncert M.I.A. był nie lada wyzwaniem... dla ochroniarzy. Ale i niełatwym dla kondycji festiwalowiczów, którym brytyjska raperka od początku narzuciła szybkie tempo, gęstymi bitami wprowadzając cały namiot w trans i skłaniając wszystkich do swobodnego tańca. 

Euforię publiczności napędzała swoim spontanicznym zachowaniem sama M.I.A., która właściwie większość występu spędziła biegając po fosie, przybijając piątki z fanami, wspinając się po barierkach, a nawet... gubiąc mikrofon. 

Odważna jak Apolonia Nowak i zjawiskowa jak Bela Komoszyńska

Open’erowa kobieta ma w sobie też dużo odwagi. Tyle, co wspaniała pani Apolonia Nowak, pieśniarka kurpiowska, która swoim szlachetnym głosem wzbogaciła piękny koncert grupy Sorry Boys. Poza wykonaniem wraz ze zjawiskową Belą Komoszyńską promującego płytę zespołu "Roma" singla "Wracam", 73-letnia pani Apolonia zachwyciła zaśpiewaną a capella tradycyjną pieśnią kurpiowską. Bardzo wzruszający moment, pokazujący, że muzyka nie ma metryki. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Open'er Festival

Reklama