Reklama

Open'er 2013

Open'er Festival 2013: Tłumy na Kings Of Leon

Rihanna w fosie pod sceną główną, nieśmiały gitarzysta Radiohead i kilkadziesiąt tysięcy fanów Kings Of Leon. Oto subiektywne impresje z czwartego dnia Open'er Festival 2013. Zapraszamy do lektury i oglądania materiałów wideo!

MM: Po czym poznać, że na Open'erze są tłumy? Owszem, długość kolejki do frytek jest jakimś wyznacznikiem. Ale gdy podczas "głównego" koncertu gęsta publiczność ciągnie się przez kilkaset metrów, a przejście z puntku A do punktu B staje się wyzwaniem na miarę złotego medalu, to nie ma już wątpliwości, że dzieje się tłum. Tak właśnie było na koncercie Kings Of Leon. Podchodząc do tematu czysto frekwencyjnie, była to największa gwiazda tegorocznego Open'era.

Reklama

AW: Konkurs na największego celebrytę-widza obecnego na Open'er Festiwal 2013 został rozwiązany podczas koncertu Miguela. Wygrała go bezdyskusyjnie i o kilka długości Rihanna, która osobiście oglądała występ piosenkarza.

Jeżeli myślicie, że jedna z największych współczesnych gwiazd muzyki pop przyglądała się Miguelowi ze strefy VIP, to jesteście w błędzie. Piosenkarka stała skromnie w fosie oddzielającej scenę od publiczności.

AW: A sam koncert Miguela? Cóż, piosenkarz ma chyba jakąś nadprzyrodzoną moc, bo potrafi uwodzić i wzbudzać zachwyt młodych festiwalowiczek słowami... "Make some noise bad bitches". Z uwagi na młodszych czytelników podarujemy sobie tłumaczenie tego zdania.

FL: Czas i miejsce koncertu festiwalowego to połowa jego sukcesu. O godzinie 18:00 na scenie głównej festiwalu wszystko się zgadzało. Pozytywna atmosfera, piękna pogoda i dźwięki tworzone przez Brytyjczyków z Everything Everything. Z każdą minutą przybywało ludzi zarówno pod sceną jak i na rozległym terenie wokół niej, tworząc gigantyczny piknik. Kończący set "Don't Try" z charakterystycznym zaśpiewem "Ooooo! Ooooo!" nucony był przez wielu jeszcze długo po koncercie i stał się takim słonecznym przebojem festiwalowym jak kiedyś "Young Folks".

-----

MM: Po siedmiu piosenkach Kings Of Leon nie mieli już wątpliwości, że to openerowicze są najlepszą publicznością podczas ich tegorocznej trasy. Choć takie słowa padały nieraz, to darowanemu komplementowi nie zagląda się w zęby.

-----

FL: Jeśli dziś ktoś zapytałby mnie, który młody, polski artysta ma szansę na karierę międzynarodową, odpowiedziałbym bez zastanowienia że Fismoll. Wyjątkowo nastrojowy i entuzjastycznie przyjęty koncert w wypełnionym po brzegi Alter Space. Folk przeżywa bum, a prostota, świetne melodie, szczerość i hipnotyzujący głos to klucze do tej muzyki. Fismoll ma je wszystkie w garści. Po tym koncercie zastanawiam się, czy ogłoszenie przez wielu krytyków Dawida Podsiadły debiutantem roku nie było przedwczesne. Zobaczymy, który z tych panów za parę lat zagra na większej scenie i co to będzie za festiwal.

MM: Totalny amok wdarł się w publiczność podczas koncertu szalonych Angliko-Basków z Crystal Fighters. Ostry bit, baskijski folklor i wyjęty z jakiejś pokręconej bajki frontman Sebastian Pringle - to mieszanka niezmiennie piorunująca na żywo. Ale było skakanie!

-----

FL: Mam wrażenie, że Crystal Fighters każdy swój występ traktują jak ostatni w życiu. Pełen ogień w myśl wykrzyczanej przez lidera maksymy że "liczy się tylko tu i teraz". Najlepszy koncert na scenie Alter Klub, jaki widziałem na tegorocznym Open'erze i chyba jeszcze lepszy niż ich poprzedni na Coke Live w Krakowie. No i do tego ten klimat zachodzącego słońca przy "Solar system, a soul, a solar system".

FL: Devendra Banhart to dopiero dziwny gość. Wprowadził dziś wielotysięczny tłum w zadumę i trans, by już w następnym utworze rozbawić do łez, a w jeszcze następnym zatracić w tańcu. Coś jakby Lou Reed przebrany za klauna, a może to przybrany syn Zappy? Aha - uwaga panowie! Nie wysyłacie swoich dziewczyn samych na jego koncert. Mogą się gdzieś zgubić.

-----

AW: Występ Jonny'ego Greenwooda na Open'er Festival 2013 trzeba rozpatrywać w kategoriach historycznych i unikatowych. Trudno sobie bowiem wyobrazić kolejnego artystę, który solo (z gitarą w dłoni) wyjdzie na główną scenę festiwalu i zagra blisko 30-minutową instrumentalną kompozycję. Tym utworem był "Electric Counterpoint" Steve'a Reicha. Nieśmiały do granic możliwości gitarzysta Radiohead nie powiedział ani słowa, ale jego uśmiech po występie znaczył więcej, niż te wszystkie nieudolne "tcienkuje" rzucane ze sceny przez gwiazdy-poliglotów.

MM: Jeżeli komuś festiwal kojarzy się z masą pijanych młodych ludzi, to powinien czym prędzej skorygować swój ogląd rzeczywistości. W tym roku na Open'erze prawie wszyscy trzeźwi! Trzeźwiutcy! Upijali się głównie... obcokrajowcy (zdajemy sobie sprawę, że ta wroga generalizacja może wywołać skandal dyplomatyczny, ale już trudno).

-----

AW: Podczas spotkania z kompozytorem Stevem Reichem zapytaliśmy artystę o najbardziej niezwykłe miejsce, w którym prezentował swoją muzykę. Nowojorczyk bez zastanowienie odparł, że Open'er Festival. "W ogóle w Polsce gram w specyficznych miejscach. Podczas festiwalu Sacrum Profanum występowaliśmy w jakiejś fabryce dla czterech tysięcy ludzi, a teraz zaprezentujemy się na świeżym powietrzu jakimś pięćdziesięciu tysiącom" - mówił ze śmiechem.

-----

MM: Rok temu po Open'erze uderzałem w tony dramatyczne. "Pogodo, pozwól żyć" - pisałem. Pogoda do dramatycznych apeli się zastosowała i oszczędziła nam ulew, burz i innych takich. W sobotę było tak: przodem do słońca ciepło, tyłem do słońca zimnawo.

FL: Trzy dni festiwalu potrafią zmęczyć. Chodzenie, skakanie, stanie, chodzenie, skakanie i tak w kółko. Czwartego dnia o 18:00 człowiek może być nie tylko zmęczony, ale i jeszcze nieobudzony. Wtedy z pomocą przychodzą siły specjalne i działają z mocą trzech kaw i pięciu napojów energetycznych. Działają jeszcze bardziej precyzyjnie, jeśli podane są z zaskoczenia. Mnie do życia przywróciło dziś trzech młodych chłopaków z Magnificent Muttley, za co im serdecznie dziękuję. Klasyczne power trio z naciskiem na power! Szukajcie ich klubowych koncertów, gdyż w klubie ten ostry rock musi brzmieć jeszcze lepiej. Chciałem się przemknąć koło namiotu w drodze na Everything Everything, ale tych trzech gości mi nie pozwoliło. Lubię takie przypadki.

-----

MM: To uczucie gdy skaczesz na koncercie i nagle zdajesz sobie sprawę, że wszyscy wokół są młodsi od ciebie...

Z Gdyni: Michał Michalak, Filip Lenart, Artur Wróblewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nieśmiały | Open'er Festival 2013 | festiwal | relacja | Kings Of Leon