Reklama

Tomasz Szymuś: Chcę utrzymać oryginał tych piosenek [WYWIAD]

Tomasz Szymuś zajął się aranżacjami utworów Wodeckiego /Wojciech Olszanka /East News

Reklama

Nadzwyczajna gala pod hasłem "Uroczysty Wodecki" będzie kulminacją piątej edycji festiwalu WODECKI TWIST w Krakowie. Koncert, na którym wystąpią m.in. Alicja Majewska, Ania Rusowicz, Ralph Kaminski, Krzysztof Zalewski, Andrzej Lampert, Joanna Kulig, Maciej Musiałowski, Natalia Szroeder i Maciej Maleńczuk oraz Sound'n'Grace będzie można oglądać na żywo 11 czerwca o godz. 20 w telewizji Polsat. Szefem muzycznym gali i autorem aranżacji jest Tomasz Szymuś. O recepcie na przebój i uroku piosenek sprzed lat rozmawia z artystą Magda Miśka-Jackowska.

Magda Miśka-Jackowska: Mówią, że aranżer to najbardziej niedoceniany zawód świata. Zgodzisz się z tym?

Tomasz Szymuś: - Zgoda! Oczywiście w przypadku aranżerów, którzy są kreatywni. Bo są też rzemieślnicy-aranżerzy, którzy instrumentują muzykę, ale nie do końca aranżują. Aranżacja potrafi zrobić z utworu przebój i odwrotnie - dobry utwór może zostać zepsuty przez aranżację. Dobrze to określiłaś, kreatywnych aranżerów, jakich znam, męczy to, że są niedocenieni.

Uważam, że to wielka sztuka. W twórczości Zbigniewa Wodeckiego przebój gonił przebój. Nawet te piosenki, o których mówił, że nie są "przebojasami", dzisiaj publiczność uwielbia i doskonale zna. Jak się czujesz w tym świecie?

Reklama

- Przede wszystkim bardzo chcę utrzymać oryginał aranżacji tych piosenek. Uszlachetniam, zmieniam, aby brzmiało współcześnie. A jak się czuję? Wyróżniony! Że to właśnie ja mogę w tym wydarzeniu uczestniczyć.

Jak przeplatały się drogi Zbigniewa Wodeckiego i twoje?

- Wszystko zaczęło się ponad 20 lat temu od "Tańca z gwiazdami". Zbyszek bardzo zwracał uwagę na muzyków i na muzykę. Wchodził i czuł się członkiem orkiestry. Emanował radością. Od tamtej pory spotykaliśmy się często. Co tydzień w programie i na różnych festiwalach, koncertach. Niejednokrotnie bywał u mnie w pracowni, gdzie siedzieliśmy i aranżowaliśmy wspólnie. Podawał pomysły i uzupełnialiśmy się. To była nie tylko współpraca, ale po prostu dobra znajomość, pełna również zwykłych telefonów z pytaniem, co słychać.

Artyści, którzy z nim współpracowali regularnie, mówią, że podczas koncertu nie schodził do garderoby, a stał za kurtyną. Podziwiał kolegów i koleżanki.

- Słuchał. Słuchał innych. Jedna rzecz jest niesamowita, że jego drugim zawodem był zawód... kierowcy.

Kierowcy z programem artystycznym!

- Tak. Często, gdy kończyliśmy występ późno, on wsiadał w samochód i jechał kilkaset kilometrów, bo na drugi dzień miał następny koncert i wolał już być tam na miejscu.

Powiedziałeś, że pracowaliście nad muzyką razem. Na festiwalu WODECKI TWIST jesteś tym, który najgłębiej musi wniknąć w każdy utwór. Zbadać jego strukturę. Jak Zbigniew Wodecki myślał o piosence i o tym, jak powinna być napisana, aby podobała się publiczności?

Zbyszek grał na skrzypcach i na trąbce. W partiach smyczkowych najczęściej proponował swoje wersje, chociaż się przy nich nie upierał. Ale dawał wskazówki, nawet do tego stopnia, że sugerował, w którą stronę prowadzić smyczek - do góry lub do dołu. Wiedział też dokładnie, jakie tonacje są wygodne dla trębaczy. Proponował je czasem kosztem swojej niewygody wokalnej, aby muzycy mieli komfort. Wokalnie był bardzo elastyczny i potrafił zaśpiewać wszystko.

To takie szerokie myślenie o piosence. Dziś już rzadko spotykane. Tylko wtedy utwór, który się pisze, jest taką małą opowieścią.

- Przyszło mi na myśl takie porównanie. Współczesne piosenki, proste oparte na kilku funkcjach, są jak memy, które powstają ze zdjęcia i trzech słów. Kiedyś piosenki były jak książki. Całe szczęście wciąż są kompozytorzy, którzy tak właśnie komponują.

W twórczości Zbigniewa Wodeckiego, o czym nie powiedzieliśmy jeszcze, jest też wspaniała melodia. I jego zamiłowanie do kantyleny, do śpiewności. Chciał śpiewać pięknie.

- A wiesz, z czego to wynika? Wodecki był skrzypkiem. Skrzypce to najbardziej śpiewny instrument. Zaczął swoje życie zawodowe od tego i mamy efekt. Ćwiczył, grał w orkiestrze, a potem przeniósł to na śpiewanie. Najpierw był instrumentalistą. Mam jeszcze jeden przykład - nasza światowej sławy sopranistka Aleksandra Kurzak też była skrzypaczką.

Znasz receptę na przebój?

- Od wielu lat zadajemy sobie to pytanie. Kiedyś podsłuchiwałem, sprawdzałem, jakie interwały czy podziały rytmiczne są popularne. Dzisiaj wiem, że odpowiedź na to pytanie po prostu ewoluuje, zatem nie ma jednej odpowiedzi. To nawet nie chodzi o samą piosenkę. Chodzi też o to, kto ją wykona. I o słowa. Sam długo nie zwracałem uwagi na tekst, ale od momentu takiego szerszego spojrzenia na muzykę i większej świadomości wiem, że słowa w równym stopniu są ważne. Przebój ma trzy elementy: muzykę, tekst i charyzmatycznego wykonawcę.

A dobrych tekściarzy mamy coraz mniej.

- Bo ludzie chcą wszystko robić sami. A tu warto się dzielić! Zobacz, Zbyszek nie był tekściarzem, brał za to świetnych tekściarzy.

Która z jego piosenek, jakie zabrzmią podczas gali, najbardziej cię wzrusza?

- "Nauczmy się żyć obok siebie", akurat przed chwilą nad nią siedziałem, "Zabiorę cię dziś na bal", oba te utwory będą. Jak je słyszę, od razu sobie coś wyobrażam. Pisałem partię trąbki i wyobraziłem sobie nie tyle ten bal, co całkiem współczesną imprezę. Tu i teraz.

Zaplanowałeś jakieś niespodzianki na 11 czerwca?

- Na pewno zagrają ten koncert najlepsi muzycy, gramy ze sobą już wiele lat, mamy w orkiestrze doskonałą atmosferę. To będzie najwyższa jakość, jestem w stanie to zagwarantować. A Wodecki to Wodecki. Artysta, którego doceniają inni muzycy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL