Reklama

Eurowizja 2022

Skandal z manipulacją głosami na Eurowizji z Polską w tle. Są nowe szczegóły!

To nie koniec afery wokół sześciu państw, którym zarzucono manipulację głosami jurorów podczas drugiego półfinału Eurowizji. Oskarżone o oszustwo państwa zabierają głos, na jaw wychodzą kolejne szczegóły sprawy.

To nie koniec afery wokół sześciu państw, którym zarzucono manipulację głosami jurorów podczas drugiego półfinału Eurowizji. Oskarżone o oszustwo państwa zabierają głos, na jaw wychodzą kolejne szczegóły sprawy.
Prowadzący Eurowizję w Turynie /Filippo Alfero /Getty Images

Podczas Eurowizji każdy kraj przekazuje zarówno wyniki głosowania jurorów, jak i rezultaty telewidzów. To właśnie połączone głosy dają ostateczne wyniki konkursu.

Jeszcze w trakcie finału tegorocznej Eurowizji, który odbywał się w Turynie, Europejska Unia Nadawców poinformowała, że w sześciu krajach wykryto nieprawidłowości dotyczące głosowania jurorów.  Nieuczciwych praktyk dopuścić miały się: Azerbejdżan, Gruzja, Czarnogóra, San Marino, Rumunia oraz Polska.

Manipulacje przy głosowaniu wykryto po próbie jurorskiej drugiego półfinału. Po wykryciu nieprawidłowości EBU wdrożyła procedurę awaryjną, która polegała na przekazaniu głosów zastępczych - generowanych przez algorytm w oparciu o wyniki głosowań jurorów innych krajów w regionie.

Reklama

Polskie jury zostało zdyskwalifikowane, a procedura zastępcza została wdrożona również podczas finału. Z tego względu Europejska Unia Nadawców nie ujawniła zdyskwalifikowanych składów jurorskich. Wystosowała jedynie lakoniczny komunikat, w którym zaznaczono, że EBU ma prawo usunąć głosy, jeśli uzna, że doszło do manipulacji.

Nowe fakty w sprawie manipulacji głosami

Według informacji eurowizyjnego serwisu Eurovoix, powołując się na belgijskiego nadawcę VRT,  wspomniane sześć państw dogadało się w sprawie przyznania sobie nawzajem głosów. Każdy z krajów miał otrzymać preferencyjne noty.

Europejska Unia Nadawców po ujawnieniu manipulacji nie zabrała ponownie głosu. Nie ujawniono szczegółów procederu, ani nie przedstawiono dowodów na oszustwo.

Oskarżeni zabierają głos. Chcą dowodów

Milczenie EBU i lakonicznie komunikaty doprowadziły do reakcji ze strony krajów, które oskarżono o manipulacje. Gruzini niemal natychmiast zapowiedzieli wyjaśnienie sprawy. Dodano również, że w finale - wbrew temu, co pojawiło się na ekranie widzów - tamtejsze jury miało dać Ukrainie 12 punktów, a nie jak wskazywałyby algorytmy 6 punktów.

Komentarz do sprawy wystosowała również rumuńska telewizja TVR, której przedstawiciele nie kryją oburzenia działaniem EBU. Jednocześnie zaznaczono, że głosowanie miało przebiec zgodnie z zasadami, a nad wszystkim czuwał notariusz.

"W tym niezwykłym kontekście, który nas niemile zaskoczył, TVR poprosiła organizatorów Eurowizji o oficjalne podanie konkretnych powodów, dla których Rumunii zamieniono ocenę jury na zastępcze wyniki. W zależności od odpowiedzi, która zostanie do nas przesłana, TVR zastrzega sobie prawo do podjęcia działań w celu naprawienia zaistniałej sytuacji" - czytamy.

W podobnym tonie - zaznaczając, że wszystko przebiegało zgodnie z regulaminem - wypowiadają się też przedstawiciele czarnogórskiego (RTCG) i azerskiego nadawcy. Azerowie ujawnili nawet skład swojego jury.  

Do tej pory nie pojawił się żaden komentarz w sprawie od TVP oraz nadawcy z San Marino. Nadal nie wiadomo, kto zasiadał w polskim składzie sędziowskim. Nie ma też informacji, czy ujawnienie afery wpłynie w jakikolwiek sposób na udział poszczególnych krajach w Eurowizji 2023 (TVP potwierdziła udział w kolejnej edycji konkursu).