Reklama

Coke Live 2013

Coke Live: Polska - Szkocja 1:1 (relacja, zdjęcia, wideo)

Trzy najgorętsze nazwiska młodego pokolenia polskiej sceny i dwa topowe, kumplujące się ze sobą zespoły ze Szkocji. Takie atrakcje zaoferował pierwszy dzień Coke Live Music Festival 2013.

Mela Koteluk, Monika Brodka i Dawid Podsiadło dali takie występy, że śmiało można pękać z dumy i zakopać kompleksy wobec zagranicznych gwiazd sześć stóp pod ziemią.

Reklama

Mela Koteluk, mimo koncertu stosunkowo krótkiego, zdążyła potwierdzić, że wymienianie ją jednym tchem z Moniką Brodką i Katarzyną Nosowską, jest absolutnie uzasadnione. Na marginesie: zauważyliśmy, że w trakcie śpiewania robi podobne grymasy jak Nosowska.

Zobacz naszą rozmowę z Melą Koteluk

Monika Brodka wciąż opiera swoje występy na znakomitych utworach z "Grandy". Do swojego koncertowego repertuaru włączyła dodatkowo... crowdsurfing, czyli pływanie na rękach publiczności. Coś, co jeszcze kilka lat temu było niemalże ekscesem, dziś jest standardem - robi tak coraz więcej wokalistek. A Monika wykazuje tutaj talent niemały.

Dawid Podsiadło został przyjęty jeszcze głośniej niż na Open'erze, a widownia wylewała się wiele metrów na zewnątrz sceny namiotowej. Dawid przygotował dla widzów kilka niespodzianek: najpierw podpatrzone u Coldplay wielgachne balony wypuszczone w publiczność, później... rozdawanie (rozrzucanie) fanom cukierków. Absurdalne? No i o to chodziło. Ten rok należy do niego, i nie ma to nic wspólnego z balonami czy cukierkami. Swoboda sceniczna, jaką w tym krótkim czasie osiągnął, dobrze wróży jego jesiennej, klubowej trasie.

Konkurencję mieli Polacy w piątkowy (9 sierpnia) godną i zarazem specyficzną: po Meli Koteluk i Monice Brodce główną scenę przejęli rockmani ze Szkocji: najpierw Biffy Clyro, później Franz Ferdinand. Prywatnie muzycy obu zespołów się znają i kumplują, nie było więc mowy o obrażaniu się w stylu: "a dlaczego my gramy przed nimi, a nie oni przed nami?".

Franz Ferdinand był oczywiście pewniakiem, sprawdzonym już nieraz w festiwalowym boju, również w Polsce. Dźwięki przebojów "Take Me Out", "No You Girls" czy "Walk Away" dały efekt, jakiego można było się spodziewać. Frontman Alex Kapranos umiejętnie dyrygował nastrojami publiczności, ale to już wiedzieliśmy i widzieliśmy.

- Kraków to śliczne miasto, przypomina mi trochę Edynburg. Byliśmy też w Gdańsku, w Warszawie... Gdzie graliśmy w zeszłym roku? W Sopocie? A tak, w Gdyni! Polska publiczność zawsze daje czadu. My dzisiaj dopiero zaczynamy festiwalową trasę, trochę późno, ale Kraków to idealne miejsce, żeby z impetem wystartować - powiedzieli nam przed występem muzycy zespołu.

Niewiadomą było natomiast przyjęcie Biffy Clyro. I okazało się, że mają w Polsce równie dużo fanów co Franz Ferdinand. Biffy Clyro wybiegli na scenę bez koszulek i hasali po niej z widowiskową intensywnością. Nieprzypadkowo wszedł jak w masło utwór "Biblical" - wszak była to piosenka, która promowała cały krakowski festiwal.

Przed występem na Coke Live udało nam się również pogadać z Benem Johnstonem, perkusistą Biffy Clyro, który okazał się rozmówcą przesympatycznym. Zapytaliśmy go m.in. o tegoroczne sukcesy Biffy Clyro - nagrodę "NME" dla najlepszego brytyjskiego zespołu i świetną sprzedaż albumu "Opposites".

- Lubimy naszą muzykę, ma się rozumieć, ale nie będziemy na tyle aroganccy, by chodzić i opowiadać, że jesteśmy najlepszą brytyjską grupą. Dla nas to jest duże zaskoczenie, że dotarliśmy na szczyty list bestsellerów. Zespoły, które sami lubiliśmy, nie były tak popularne, a te popularne wydawały nam się... no cóż, gówniane. Ale cieszymy się, że ludzie polubili nasze piosenki tak samo jak my - powiedział nam Ben.

W ten piątkowy, szkocko-polski mecz wplątała się Regina Spektor, Rosjanka z Nowego Jorku, która dała koncert kameralny, urokliwy i czysty. Choć z początku podpadła mocno ponad 20-minutowym spóźnieniem. Na festiwalach wręcz skandalicznym. Uznajmy jednak, że Regina winy swoje odkupiła.

Ciepłe wrażenia z piątkowych występów nie przysłonią natomiast faktu, że największe wydarzenie czeka nas w sobotę. Koncert Florence And The Machine będzie jedynym europejskim występem projektu rudowłosej Florence Welch.

- Planowaliśmy ten koncert już w ubiegłym roku i jeszcze wcześniej. Ale co się odwlecze, to nie uciecze... Przekonanie Florence do zagrania jedynego koncertu w Europie zajęło sporo czasu i nie było to łatwe zadanie. Florence And The Machine ma ogromną rzeszę fanów w Polsce i bez wątpienia była jednym z najbardziej oczekiwanych artystów - powiedział INTERIA.PL Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Artu, organizatora imprezy.

Niejako na potwierdzenie tych słów nadeszła informacja, że na drugi dzień Coke Live wyprzedane zostały wszystkie bilety. Na terenie festiwalu ma pojawić się rekordowa liczba uczestników.

Michał Michalak, Kraków

Portal INTERIA.PL jest patronem medialnym Coke Live Music Festival 2013

INTERIA.PL

Reklama