Reklama

Znudzeni nagością. Golizna już nie sprzedaje muzyki

Zamiast wiotkich ciał, wielkie głosy. Zamiast płaskiego brzucha, osobowość. Nagość przestała być wabikiem na odbiorców. Po erze Britney Spears nastała era Adele. - Golizna już na nikim nie robi wrażenia - mówi INTERIA.PL Elżbieta Zapendowska.

Teledysk "I'm a Slave 4 U" z 2001 roku: Britney Spears najpierw spocona, a potem oblana wodą, z gołym, płaskim jak deska brzuchem, wije się zmysłowo i śpiewa, że jest niewolnicą, i daje do zrozumienia, że jej się to podoba.

Reklama

Teledysk "Dirty" z 2002 roku: Christina Aguilera, jeszcze bardziej rozebrana niż Brit, walczy w ringu bokserskim z inną seksowną kobietą, ale to tylko przygrywka do scen, w których "Krystyna" wskakuje pod prysznic, kusząco dotykając się tu i ówdzie, by na końcu, przepraszam za określenie, "dosiąść" swojego tancerza.

Britney Spears i Christina Aguilera były gwiazdami z ekstraklasy, ich albumy rozchodziły się w wielomilionowych nakładach. Podobnie jak płyty Jennifer Lopez, Shakiry, a kilka lat wcześniej Spice Girls.

Do posłuchania i do popatrzenia

Pod koniec lat 90. XX wieku i na początku XXI wieku świat popowych gwiazdek nierozłącznie związany był z erotyką - czasem w dobrym guście, innym razem w jej bardziej wulgarnym wydaniu. Ale zależność była widoczna gołym (nomen omen) okiem. Wokalistki, które z największą wprawą wywijały swymi krągłościami w teledyskach, sprzedawały też najwięcej płyt i najczęściej gościły w rozgłośniach radiowych. Zatem doznania wizualne słuchaczy szły w parze z doznaniami audio.

Tak kusiła Britney Spears:


Oczekiwania publiczności związane były z jednym i drugim: od dobrej wokalistki oczekiwano - choć nikt tego oczywiście głośno nie formułował - że będzie seksowna i skąpo odziana, że uwiedzie zarówno głosem, jak i ciałem. Że będzie "do posłuchania" i "do popatrzenia".

W ostatnich latach ta tendencja nie tyle się zmieniła, co wręcz zanikła! Konsumenci muzycznego show-biznesu odwrócili się plecami od krągłych pośladków, gołych brzuchów i kuszącego "wyginam śmiało ciało".

Symptomatyczna wydaje się porażka pięknej Nicole Scherzinger, byłej liderki amerykańskiej grupy Pussycat Dolls, znanej też jako eksnarzeczona kierowcy Lewisa Hamiltona. Gdyby swój solowy debiut wydała dekadę temu, zapewne święciłaby triumfy. Trudno bowiem o lepszą definicję piosenkarki-seksbomby. Nicole nie brakuje niczego: ma zarówno głos, jak i rzeźbione niebiańskim dłutem (a może skalpelem?) ciało. I armię producentów pracujących na jej sukces.

Tymczasem wydany w 2011 roku album "Killer Love", eufemistycznie rzecz ujmując, furory nie zrobił. Pomijając już fakt, że długo nikt solowego debiutu Nicole nie chciał wydać. I choć singel "Don't Hold Your Breath" w niektórych krajach spisywał się całkiem nieźle, nie ma go co porównywać z wielkim sukcesem np. tegorocznych przebojów Adele.

Zmiana warty

No właśnie, Adele. Rynek, jak wiemy, nie znosi pustki. Miejsce po seksbombach zajęły wokalistki o nie tak idealnych kształtach, ale za to o wyjątkowych głosach. Adele, która umiejętnościami wokalnymi zawstydza miażdżącą większość gwiazd popu, jest tego najdobitniejszym przykładem. Jej album, zatytułowany "21", rozszedł się już w 12 milionach egzemplarzy na całym świecie - takich wyników nie notowano od lat. Piosenki "Rolling In The Deep", "Someone Like You" i "Set Fire To The Rain" stały się przebojami na każdym kontynencie.

Ale nie tylko Adele uosabia tę tendencję. Wymienić tu należy Susan Boyle, Florence Welch, która stoi za projektem Florence And The Machine, Duffy i jej wielką popularność w 2008 roku, czy wreszcie Amy Winehouse, która oczarowała swoim niepowtarzalnym głosem i zapoczątkowała modę na retro-pop wchodzący w soul i jazz.

Żadna z tych wokalistek nie spełnia wymagań stawianych show-biznesowej seksbombie, żadna z nich nie kręci przepełnionych erotyką teledysków. A to właśnie one trzęsą teraz rynkiem muzycznym. Dość powiedzieć, że Spears, Aguilera, Lopez czy Shakira mogą obecnie tylko pomarzyć o takiej popularności, jaką cieszą się Adele czy Boyle.

Skąd wziął się ten trend? Zapytaliśmy o to najbardziej znaną nauczycielkę śpiewu w Polsce, Elżbietę Zapendowską.

- To zjawisko wynika z przedawkowania. Golizna już na nikim nie robi wrażenia. Jeżeli ktoś chce oglądać nagość, to sprawi sobie film pornograficzny i będzie szczęśliwy. Natomiast od artystów wymagamy już trochę innych wartości. Albo oczekujemy parateatralnego show, albo wielkiej osobowości, typu nieżyjąca już niestety Amy Winehouse. To chyba dobry proces, proces normalnienia rynku. Ludziom te "błyskotki" już się znudziły i całe szczęście - powiedziała Zapendowska w rozmowie z INTERIA.PL.

Dziś bardziej doceniamy głos i emocje:


A co z autorką wielu hitów?

Nie pojawił się tu jeszcze pseudonim artystki, która powinna być tu wymieniona, ponieważ należy do ścisłego grona piosenkarek robiących w ostatnich latach furorę. To Lady Gaga, czyli przypadek osobny. Amerykanka chętnie bowiem posługuje się seksualnością i golizną w teledyskach czy na koncertach. Każdy chyba jednak dostrzega, że ma to inny wydźwięk niż to, co robiły dekadę temu Aguilera i Spears, że w jej przypadku chodzi bardziej o spektakl niż kuszenie odbiorcy. U Gagi seksualność ma charakter prowokacji, testującej jak daleko można się posunąć w sztuce popularnej, a jednocześnie jest manifestacją wolności, wyzwolenia z krępujących więzów społecznych uwarunkowań i oczekiwań.

Wydaje się, że ostatnim Mohikaninem w kategorii rozerotyzowanych wokalistek o globalnym zasięgu jest Rihanna, której teledyski i występy wręcz kipią seksualnością. I idzie to w parze z imponującymi wynikami kolejnych wypuszczanych przez nią singli - świetnie wyprodukowanych, świetnie zaśpiewanych, z których każdy staje się hitem na światową skalę.

Polacy nie gęsi, swoje kusicielki mają...

Doda naga na plaży - tak reklamowany jest najnowszy teledysk wokalistki, ilustrujący singel "XXX". Istotnie, w klipie widzimy Dorotę Rabczewską w prawie całej okazałości (prawie, bo wokalistka zasłania rękami intymne miejsca). Czy to akt desperacji z jej strony?

Teledysk ma już ponad 200 tys. odtworzeń. Wystarczy jednak sięgnąć do zestawień najlepiej sprzedających się albumów w Polsce, czy najczęściej emitowanych przez radiostacje piosenek, by skonstatować, że Doda, choć od lat robi wokół siebie mnóstwo szumu, nie znajduje się w gronie najbardziej cenionych wykonawców w Polsce. Choć ciągle przesuwa granicę prowokacji, odbiorców jej muzyki nie przybywa.

Od dłuższego czasu przebić się próbuje seksowna Sasha Strunin. Przedstawiciele artystki przysyłają coraz to nowe sesje zdjęciowe, które cieszą się co prawda sporym powodzeniem wśród użytkowników naszego portalu, ale mają się nijak do popularności muzyki Sashy; od czasu do czasu jej singel zaistnieje w radiu, ale gdzie tam jej do marki, jaką jest na rynku np. Katarzyna Nosowska czy z młodszych wokalistek - Monika Brodka i Ania Dąbrowska (żadna z nich nie promuje się seksualnymi kontekstami).

Zamiast Sashy i Dody listy przebojów podbija ostatnio Sylwia Grzeszczak, nowa ulubienica komercyjnych radiostacji, która w kilka miesięcy zdobyła pokaźną grupę wiernych fanów. Grzeszczak pokazuje się głównie z fortepianem, w skromnych kreacjach, i nie przejawia skłonności uwodzicielskich. Paradowanie na golasa po plaży wcale nie zbliża Dody do tegorocznych osiągnięć Grzeszczak, niezależnie od tego, jak oceniamy twórczość nowej gwiazdy.

Osobno

Nie jest tak, że społeczeństwo zrobiło nam się bardziej pruderyjne, że golizna oburza, odpycha i zniechęca. Nic z tych rzeczy! Wystarczy rzucić okiem na telewizyjną ramówkę, by stwierdzić, że tendencja jest odwrotna, i to od wielu dekad. Następuje natomiast dywersyfikacja produktów show-biznesu po tym, jak publiczność zaczęła rozpoznawać i oddzielać różne potrzeby związane z konsumpcją rozrywki.

Widzimy to wszędzie: kanały tematyczne w telewizji, internetowe radia skrojone pod potrzeby wąskiej, ale zwartej grupy odbiorców (RMFOn.pl) czy cieszące się popularnością fora i blogi o bardzo zawężonej tematyce. To samo dzieje się w muzycznym show-biznesie. Zamiast pakietów "dwa w jednym", czyli seks + piosenka, mamy osobno piosenkę (Adele) i osobno seks (Doda).

Michał Michalak

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje