Choć publiczność od dawna kojarzy Wandę Kwietniewską z największymi przebojami lat 80., sama artystka przyznaje, że wieloletnia obecność na estradzie nie przełożyła się na wysokość emerytalnego świadczenia. W rozmowie z Anną Jurksztowicz zdradziła, że otrzymuje zaledwie 700 zł miesięcznie.
Jak tłumaczy, przy wyliczaniu emerytury uwzględniono przede wszystkim lata nauki w Studium Sztuki Estradowej oraz okres związany z wychowaniem dziecka. Wieloletnia działalność artystyczna praktycznie nie została wzięta pod uwagę.
"Studio Sztuki Estradowej to była szkoła przyzakładowa. I te trzy lata szkoły zostały mi policzone do emerytury oraz to, że urodziłam jedno dziecko, to za to też jest trzy lata chyba."
Najbardziej boli ją jednak coś innego.
"System mnie nie widzi. Nie widzi tego, że ja pracuję, czterdzieści parę lat jestem na scenie. Tak jakby nas nie było."
Wokalistka zwraca uwagę, że wielu artystów rozpoczynających kariery w czasach PRL-u znalazło się dziś w podobnej sytuacji. Muzycy występowali, podpisywali umowy i grali setki koncertów, ale obowiązujące wówczas zasady nie dawały im realnego wpływu na odprowadzanie składek.
"Nie można było samemu załatwić koncertu, umówić się z halą sportową, organizatorem czy agencją. Musiał być pośrednik, czyli estrada czy ZPR-y. Mieliśmy umowy, ale z tego nic nie wynika, jeśli chodzi o lata pracy. To tak, jakbyśmy nie istnieli w ogóle. To jest bardzo przykre, bo tak naprawdę to były złodziejskie instytucje, które świadomie nie płaciły za nas tego ZUS-u."
Jednocześnie podkreśla, że dziś sytuacja wygląda inaczej, bo artyści prowadzą własną działalność i mogą samodzielnie opłacać składki emerytalne.
Wanda Kwietniewska nie zgodziła się na układy
Niska emerytura nie jest jedynym tematem, do którego Kwietniewska wraca po latach. W wywiadach otwarcie opowiada również o realiach branży muzycznej sprzed kilku dekad. Jak wspomina, zdarzało się, że o powodzeniu nie decydował wyłącznie talent.
W rozmowie z Michałem Misiorkiem ujawniła, że już na początku kariery otrzymywała propozycje, od których miała zależeć obecność jej piosenek w radiu.
"Pamiętam, jak panowie z komisji kwalifikacyjnej w radiowej Trójce, a zwłaszcza jeden, ewidentnie dawali mi do zrozumienia, że jeśli pójdę z nimi do łóżka, to moje piosenki będą grane w eterze. Sporo straciłam przez to, że się nie zgodziłam."
Artystka przyznaje, że odmowa nie spotkała się ze zrozumieniem.
"Usłyszałam, że przecież jeden z tych panów był całkiem przystojny, więc mogłam się zgodzić. Zawsze uważałam, że to ja mogę wybierać mężczyzn, a nie oni mnie. Gdy powiedziałam to znanej artystce, usłyszałam: 'Z takim podejściem będziesz w (...)."
Mimo wszystko nigdy nie zmieniła swojego podejścia i, jak podkreśla, nie żałuje podjętych decyzji.
Od Lombardu do Wandy i Bandy
Muzyczna droga Wandy Kwietniewskiej rozpoczęła się jeszcze pod koniec lat 70. Po ukończeniu Studium Sztuki Estradowej trafiła do zespołu Lombard, z którym nagrała album "Śmierć dyskotece!". W 1982 roku postawiła jednak na własny projekt i założyła grupę Banda i Wanda.
To właśnie z nią stworzyła utwory, które do dziś należą do klasyki polskiego rocka. "Hi-Fi", "Nie będę Julią", "Chcę zapomnieć" czy "Kochaj mnie miły" zapewniły zespołowi ogromną popularność, a piosenki wykonywane przez formację trafiły także do serialu "Siedem życzeń". Po kilku latach wokalistka rozpoczęła działalność solową, by w 2000 roku reaktywować zespół już pod nazwą Wanda i Banda.











