Usher nie zamierza rezygnować z jednego z najbardziej rozpoznawalnych momentów swojego obecnego widowiska. Podczas utworu "Can U Handle It?" 47-letni wokalista wybiera z publiczności jedną osobę, zaprasza ją na scenę, a następnie wykonuje dla niej zmysłową choreografię.
Po zamieszaniu, do którego doszło w Nashville, artysta postanowił jednak jasno określić zasady udziału w tej części koncertu. Zanim rozpoczął kolejny występ w Birmingham w Alabamie, zwrócił się do fanów, nawiązując do nagrania, które od kilku dni krążyło po internecie.
"Zanim zaczniemy, nie wchodźcie tutaj, jeśli tak naprawdę nie chcecie być na scenie. Bóg nie lubi brzydkich zachowań, ale przywileju urody chyba także nie ceni" - powiedział Usher.
Ostatnie zdanie było wyraźnym odniesieniem do komentarza Gabrielle Cheyenne, czyli uczestniczki wcześniejszego koncertu, która po całym zdarzeniu przekonywała w mediach społecznościowych, że została przeniesiona do strefy VIP ze względu na wygląd.
Gabrielle Cheyenne liczyła na Chrisa Browna
Do viralowej sytuacji doszło 25 lipca na Nissan Stadium w Nashville, gdzie Usher występował w ramach wspólnej trasy z Chrisem Brownem. Gabrielle została wcześniej przeniesiona wraz z matką do sektora VIP, a następnie poinformowano ją, że może pojawić się na scenie.
Nie otrzymała jednak dokładnych informacji na temat tego, który z artystów będzie jej towarzyszył ani jak ma wyglądać cała interakcja. Kiedy usiadła na przygotowanym łóżku, Usher rozpoczął choreografię, zbliżając się do niej i próbując zachęcić ją do udziału w występie.
Kobieta pozostawała niemal nieruchoma, odchylała się od wokalisty i sprawiała wrażenie wyraźnie skrępowanej. Artysta szybko zauważył jej reakcję, przerwał występ i zwrócił się do publiczności.
"Chyba nie chce być na tej scenie" - stwierdził, po czym gestem pokazał Gabrielle, że może zejść.
Nagranie natychmiast podzieliło internautów. Jedni uznali, że uczestniczka powinna była wcześniej odmówić, skoro nie zamierzała brać udziału w zmysłowym elemencie widowiska. Inni stanęli w jej obronie, zwracając uwagę, że zgoda na wejście na scenę nie oznacza automatycznej zgody na każdą formę bliskości.
Gabrielle Cheyenne początkowo odpowiadała krytykom w mediach społecznościowych, jednak później szerzej wyjaśniła sytuację w rozmowie z TMZ. Przyznała, że wybrała się na koncert przede wszystkim ze względu na Chrisa Browna i to właśnie z nim miała nadzieję spotkać się na scenie.
"Najpierw zaproponowano mi przeniesienie do strefy VIP. Nikt nie przekazał żadnych konkretnych informacji, nie powiedział, kto będzie na scenie ani jak to wszystko ma wyglądać. Wiedziałam tylko, że mogę zostać wybrana, a ostateczne potwierdzenie dostałam chwilę przed wejściem" - opowiadała.
Kobieta zaznaczyła, że nie ma nic przeciwko Usherowi, jednak znacznie bardziej interesowała ją możliwość spotkania z drugim głównym wykonawcą trasy.
"Przyszłam tam głównie dla Chrisa Browna. To nic osobistego wobec Ushera, po prostu jestem większą fanką Chrisa i przy nim moja reakcja wyglądałaby zupełnie inaczej. Nie byłabym tak spięta, jak pokazują to nagrania w internecie" - przyznała.
Gabrielle dodała również, że gdyby od początku wiedziała, kto zaprosi ją na scenę, najprawdopodobniej nie przyjęłaby propozycji.
"Powiedziałabym 'nie'. Nie chciałam nikogo sprowokować, zepsuć występu ani wywołać całego tego zamieszania. Mogę przecież lubić jednego artystę bardziej od drugiego" - tłumaczyła.
Incydent nie zatrzymał wspólnej trasy
Słowa Ushera z koncertu w Birmingham zostały odebrane jako żartobliwe, choć dość bezpośrednie podsumowanie całej historii. Tym razem wybrana z publiczności fanka nie miała problemu z przyjęciem przygotowanej przez niego serenady, a fragment występu ponownie trafił do mediów społecznościowych.
Usher i Chris Brown kontynuują tymczasem stadionową trasę "The R&B Tour", obejmującą 33 koncerty w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. Wspólne tournée rozpoczęło się pod koniec czerwca, a jego zakończenie zaplanowano na grudzień.










