Reklama

Reklama

Urszula: "Fani koczowali pod moim domem"

Piosenkarka Urszula wspomina przypadająca na lata 80. zeszłego stulecia czasy największej popularności.

W rozmowie z "Dziennikiem Polski" wokalistka Urszula przypomniała, że oddanie jej fanów przybierało czasami groteskową formę.

"Fani koczowali pod domem mamy w Lublinie. Ja tego nie widziałam, opowiadała mi potem, że karmiła ich kanapkami i mówiła, że 'Uli nie ma, bo wyjechała'" - opowiada piosenkarka.

"Mama rozmawiała z nimi, a ponieważ okazało się, że przyjechali z daleka, postanowiła zadbać o ich wyżywienie. Bo wiadomo - dla każdej mamy najważniejsze to, żeby nikt nie był głodny. A jak przyjeżdżali dziennikarze - to udzielała często za mnie wywiadów" - Urszula wspomina ze śmiechem.

Pomimo popularności i sukcesu na listach przebojów takich utworów, jak "Dmuchawce, latawce, wiatr" czy "Malinowy król", Urszula wcale nie żyła jak gwiazda.

Reklama

"Kiedy przeprowadzałam się w 1985 roku z Lublina do War­sza­wy, miałam ze sobą do zabrania tylko... jugosłowiański zestaw wypoczynkowy i mały telewizorek" - śmieje się artystka.

"Występowaliśmy za stawki urzędowe, jakieś 200 złotych, które dostawaliśmy bez względu na to, czy koncertowaliśmy dla 20 osób czy dwóch tysięcy. Mało tego - musiałam jeszcze oddawać długi, które porobiłam za ekstrawaganckie stroje, które mi szyto na scenę. Spłacałam przez lata te kreacje. Reszta pieniędzy szła na wynajem mieszkania i pomoc rodzicom" - przyznaje Urszula.

Pod koniec maja ukazał się album Urszuli zatytułowany "Wielki odlot 2 - Najlepsze 80-te". Płyta zawiera nagrane na nowo największe przeboje wokalistki z lat 80.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL