Ukradli łódkę w Polsce i chcieli dopłynąć do Szwecji. Tak powstał hit Ireny Jarockiej
To nie miał być wielki przebój. Wystarczył jeden magnetofon, młodzieńcze zauroczenie i wspomnienia znad Wisły, by powstała piosenka, która w 1968 roku podbiła Opole. "Gondolierzy znad Wisły" wynieśli Irenę Jarocką na szczyt, ale kulisy ich powstania są znacznie bardziej zaskakujące, niż mogłoby się wydawać.

Historia zaczyna się w Gdańsku, w Studiu Piosenki działającym przy Polskim Radiu. To właśnie tam młoda Irena Jarocka rozwijała swój talent i zwróciła uwagę Mariana Zacharewicza. Początkujący twórca szybko zaangażował się w pomoc artystce, nie ukrywając przy tym osobistej sympatii.
Chcąc zadbać o repertuar wokalistki, postanowił sięgnąć po wsparcie z najwyższej półki. Jego wybór padł na Seweryna Krajewskiego, który w drugiej połowie lat 60. należał już do najważniejszych kompozytorów w kraju.
Na pierwszym miejscu były Czerwone Gitary
Choć znajomość obu muzyków była długoletnia i serdeczna, Krajewski początkowo nie był zainteresowany współpracą. W tamtym czasie skupiał się niemal wyłącznie na działalności Czerwonych Gitar, a dodatkowo rywalizował z Krzysztofem Klenczonem o kolejne przeboje dla zespołu.
"Na przełomie 1967 i 1968 roku był już wielką gwiazdą, ale też musiał ścigać się z Klenczonem o to, kto napisze lepszą piosenkę" - wspominał po latach Marian Zacharewicz.
Szanse na utwór dla Jarockiej wydawały się niewielkie. Krajewski pozostawił jednak cień nadziei, przyznając, że "może w wolnej chwili coś pomyśli, bo nas lubi".
Magnetofon z Anglii i nieoczekiwany zwrot akcji
Do Polski przyjechał znajomy muzyków, Jan Kalata, przywożąc ze sobą czterośladowy magnetofon z Anglii. Sprzęt natychmiast stał się obiektem pożądania Seweryna Krajewskiego.
Rozmowy o jego zakupie nie były łatwe, ale w ich powodzenie zaangażował się Zacharewicz. Gdy transakcja doszła do skutku, kompozytor postanowił się odwdzięczyć. Właśnie wtedy narodził się pomysł stworzenia piosenki dla Ireny Jarockiej.
Wisła, wagary i niedoszła ucieczka do Szwecji
Do muzyki Krajewskiego słowa napisał Krzysztof Dzikowski, który sięgnął po własne wspomnienia z młodości na warszawskiej Pradze. To one nadały piosence charakterystyczny, nostalgiczny klimat.
"Brzegi Wisły to był wymarzony teren na wagary, na pierwsze wino wypite z kolegami, na przyglądanie się życiu rzeki" - wspominał autor. "Był to czas, kiedy łódkami pchanymi jednym wiosłem, nazywanymi pychówkami, transportowano piach".
Jedno z takich wspomnień okazało się szczególnie barwne. "Kiedyś z kolegą ukradliśmy taką łódkę i postanowiliśmy Wisłą uciec do Szwecji" - opowiadał. Plan zakończył się fiaskiem, a młodych śmiałków zatrzymano jeszcze w drodze. "Narobiłem się wiosłem niczym najprawdziwszy gondolier" - dodawał.
To właśnie z tych obrazów narodziła się historia "nadwiślańskich gondolierów".
Opole 1968. Narodziny gwiazdy
Piosenka szybko trafiła na scenę VI Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1968 roku. Wykonanie Ireny Jarockiej zostało przyjęte z dużym entuzjazmem, a utwór błyskawicznie zdobył popularność w całym kraju.
"Gondolierzy znad Wisły" zostali uznani za najlepszą radiową piosenkę roku. Dla Jarockiej był to moment przełomowy. Przebój nie tylko otworzył jej drogę do kariery, ale także umożliwił wyjazd na czteroletnie stypendium do Paryża, które miało ogromny wpływ na jej dalsze losy.









