Europejska część trasy "After Hours Til Dawn" trwa w najlepsze. 4 sierpnia Tesfaye pojawił się w Warszawie, a cztery dni później zagrał w stolicy Szwecji. Właśnie tam niespodziewanie wrócił do tematu przyszłości The Weeknda.
"Trochę przetestowałem emeryturę i nie podobało mi się to. Zostanę tutaj z wami na zawsze" - powiedział do publiczności. Fragment koncertu szybko obiegł media społecznościowe.
To spora zmiana, bo jeszcze niedawno Tesfaye konsekwentnie przygotowywał fanów na zakończenie działalności pod pseudonimem. "Hurry Up Tomorrow" przedstawiał jako finał trylogii, którą tworzą również "After Hours" oraz "Dawn FM". Nie zapowiadał odejścia z muzyki, lecz sugerował, że następne nagrania mogą ukazać się już pod jego prawdziwym nazwiskiem.
Przerwany koncert zmienił jego podejście do kariery
Pomysł porzucenia pseudonimu nie był wyłącznie zabiegiem promującym płytę. Duże znaczenie miał koncert z 2022 roku na SoFi Stadium w Los Angeles. Tesfaye stracił wtedy głos i zakończył występ niedługo po jego rozpoczęciu.
W późniejszych wywiadach opowiadał, że był to dla niego jeden z najtrudniejszych momentów kariery. Zaczął nawet traktować problemy z głosem jako sygnał, że The Weeknd dotarł do końca swojej drogi. Artysta wspominał również o załamaniu i potrzebie ponownego przemyślenia własnego życia.
Z czasem coraz bardziej męczyła go rywalizacja wpisana w funkcjonowanie wielkiej gwiazdy popu. Kolejne rekordy, nagrody, koncerty i pierwsze miejsca przestały być dla niego wystarczającym powodem, aby nadal rozwijać tę samą sceniczną postać.
Co dalej z The Weekndem?
Tesfaye nadal nie zdradził, czy po "Hurry Up Tomorrow" nagra następną płytę jako The Weeknd. W Sztokholmie nie mówił o konkretnych planach wydawniczych. Dał jednak fanom do zrozumienia, że wcześniejsze pożegnanie przestało być dla niego atrakcyjną perspektywą.











