Taylor Swift tajemniczo zapowiada nowy album. "Ważny dzień dla Swifties"
Ostatnia trasa koncertowa Taylor Swift, "The Eras Tour", została okrzyknięta najlepiej sprzedającą się serią ogólnokrajowych występów wszech czasów. Po ostanim koncercie gwiazdy, który miał miejsce 8 grudnia 2024 roku, wokalistka postanowiła chwilę odpocząć. Wygląda na to, że nabrała sił na nowy rozdział w swojej twórczości.

Taylor Swift wyruszyła w światową trasę koncertową po opublikowaniu w 2022 roku świetnie przyjętego, przez fanów oraz krytyków, albumu "Midnights". Choć artystka wydawała po drodze kolejne "re-releases", w trakcie koncertowania nie zabrakło oczywiście publikacji premierowego materiału. "The Tortured Poets Department" wypromował takie utwory jak "Fortnight", "Who's Afraid of Little Old Me?" czy "I Can Do It With a Broken Heart". Post Malone i Florence Welch znaleźli się na krążku wyprodukowanym przez Jacka Antonoffa, muzyka, kompozytora, a prywatnie przyjaciela Swift.
Taylor Swift rozpoczyna nową erę? Przed szereg wychodzi kolor pomarańczowy
Taylor Swift jest jedną z gwiazd muzyki rozrywkowej, które mądrze budują ekscytację swoich fanów. Każdy jej projekt muzyczny opowiada oddzielną historię, ma inny nastrój i przesłanie. Zespół specjalistów, który zajmuje się social mediami gwiazdy, udostępnił na Instagramie serię zdjęć wokalistki z "The Eras Tour". "Myślimy o tym, kiedy powiedziała: 'Zobaczymy się w kolejnej erze'" - napisał zespół ściśle współpracujący z Taylor, zapowiadając kolejną płytę gwiazdy.
Spostrzegawczy fani zauważyli, że na udostępnionych zdjęciach gwiazda nosi kostiumy tylko o kolorze pomarańczowym. Ten fakt rozpoczął spekulacje, jakoby wokalistka szykowała nową erę właśnie w tych barwach. Przypomnijmy, iż piosenkarka lubi "easter eggi", czyli niedosłowne zapowiedzi swoich projektów, które należy rozszyfrować.
"Kiedy ona odpoczywa?", "Nie mogę się doczekać! Nareszcie!", "Wielki dzień dla Swifties", "To jest jej 70. album? Jestem już zmęczony jej głosem", "Może zajmie się muzyką country?", "Wolałabym, żeby wzięła sobie dłuższą przerwę - wtedy ludzie by za nią bardziej zatęsknili", "Ona mi niedługo wyskoczy z lodówki" - piszą internauci.
Zobacz również:
Gwiazda pobiła wiele rekordów, ma za sobą rzeszę oddanych fanów, jest twarzą najważniejszych okładek, a jej słowa są znaczące nie tylko dla świata kultury, ale i gospodarki oraz ekonomii. Pomimo bycia na szczycie, artystka musiała zmierzyć się z prawnymi kruczkami, które uniemożliwiały jej pozyskanie pełni praw do muzycznego dorobku.
Taylor zdecydowała się jeszcze raz nagrać utwory, które wydała z ramienia wytwórni muzycznej "Big Machine Records". Artystka próbowała uzyskać materiał z sześciu albumów na własność, ale jej prośby spaliły na panewce. Swift dobrze dogadywała się z właścicielem swojej pierwotnej wytwórni, Scottem Borchettą. Gdy ten postanowił sprzedać "Big Machine" Scooterowi Braunowi, byłemu menadżerowi między innymi Ariany Grande czy Justina Biebera, wszystko się zmieniło. Okazało się, że Braun wykupił katalog Taylor za 300 milionów dolarów.
Piosenkarka uznawała Scootera za wroga głównie ze względu na jego bliskie stosunki z Kanye Westem, który w 2016 roku rozprzestrzenił fałszywe pomówienia i zmanipulowaną narrację, nawiązując do Taylor. Gdy ta oskarżyła Brauna i Justina Biebera o zastraszanie, Borchetta sformalizował sprzedaż wytwórni. Gwiazda nie miała praw do nagrań, nie mogła grać swoich utworów tak, jak chciała, nie mogła też użyć ich jako ścieżki dźwiękowej do dokumentu "Miss Americana" na platformie Netflix, dlatego postanowiła nagrać swoje albumy... od początku.




![Lou Deleuze: Pasja jest czymś najsilniejszym [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MRH4B1YRYIMPO-C401.webp)



