Choć dla wielu odbiorców Steczkowscy pozostają symbolem artystycznej rodziny, Agata Steczkowska przekonuje, że codzienność wyglądała zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać. Dyrygentka i kompozytorka przyznała, że do dziś nie czuje z rodzeństwem typowej siostrzanej bliskości.
"Nie mam więzi z moim rodzeństwem, tak normalnie, jak się ma. Normalne dziecko nie pyskuje rodzicom, bo się ich boi i wie, że bez nich nie przetrwa. Natomiast do najstarszej siostry już tak. Wszystko, co było złe, spadało na mnie. Oni mogą mieć nawet słuszne pretensje, że czegoś od nich wymagałam".
Jej słowa mogą zaskakiwać, zwłaszcza że rodzina od lat uchodzi za bardzo zżytą. Agata tłumaczy jednak, że relacje między nią a młodszym rodzeństwem od początku były inne niż w większości domów. Zamiast wspólnie dorastać, bardzo szybko przejęła obowiązki, które zwykle należą do dorosłych.
Dzieciństwo zakończyło się, gdy miała siedem lat
Najstarsza z sióstr nie ukrywa, że odpowiedzialność przyszła wyjątkowo wcześnie. Jak wspomina, już jako siedmiolatka przestała być wyłącznie dzieckiem.
"Nie miałam swojego życia. Od siódmego roku życia stałam się osobą, która miała odpowiedzialność dorosłego człowieka. Każdy najstarszy w rodzinie, szczególnie dziewczynka, zwykle ma najtrudniej. Zajmuje się młodszym rodzeństwem i wszyscy uznają, że tak właśnie powinno być. Potrzeby takiego dziecka przestają być ważne. U mnie doszło do tego, że nie byłam tylko bezpłatną nianią. Byłam również guwernantką".
Jak wyjaśniła, przez lata pełniła funkcję osoby, która pilnowała młodszych sióstr i braci, pomagała w ich wychowaniu i przejmowała część obowiązków rodziców. Sama określa tę rolę mianem "trzeciego rodzica".
"Moje rodzeństwo nie jest mi wdzięczne"
Agata Steczkowska przyznaje, że nie oczekuje od rodzeństwa podziękowań. Jednocześnie nie ukrywa, iż ma poczucie, że jej poświęcenie nigdy nie zostało dostrzeżone.
"Moje rodzeństwo nie jest mi wdzięczne, ponieważ uważa, że wszystko im się należało tylko dlatego, że byłam najstarsza. Nie postrzegają tego jako mojego poświęcenia. Nigdy nie zwracałam na to uwagi i nie proszę ich o wdzięczność. Wydaje mi się jednak, że dojrzały człowiek z czasem zaczyna rozumieć takie rzeczy. Być może oni jeszcze do tego nie dojrzeli".
Mimo tych doświadczeń podkreśla, że nie przestała kochać swojej rodziny. Od razu dodaje jednak zdanie, które odbiło się szerokim echem.
"Kocham ich, ale czy ich lubię, to już zupełnie inna sprawa".
Historia rodziny od początku była nietypowa
Rodzina Steczkowskich od lat budzi zainteresowanie nie tylko ze względu na muzyczne osiągnięcia. Ich historia zaczęła się od decyzji, która w realiach Polski sprzed kilkudziesięciu lat wywołała ogromne emocje.
Ojciec rodzeństwa, Stanisław Steczkowski, był księdzem. Zakochał się jednak w Danucie, śpiewającej w kościelnym chórze, i zdecydował się odejść z kapłaństwa, by założyć rodzinę. Agata Steczkowska opisała tę historię w książce "Steczkowscy. Miłość wbrew regule. Osobista biografia rodziny", wydanej w 2018 roku.
Jej rodzice przez wiele lat odczuwali konsekwencje tej decyzji. W niewielkich miejscowościach odejście duchownego z kapłaństwa było wówczas odbierane jako skandal, dlatego rodzina musiała mierzyć się z oceną otoczenia i społecznym ostracyzmem.
W rozmowie z magazynem "Viva!" Agata zwracała uwagę, że do dziś nie potrafi pogodzić się z tym, jak potraktowano jej ojca.
"Ludzie wtedy myśleli inaczej. Ksiądz był największym autorytetem. Dla wielu nie do pomyślenia było, że ktoś dobrowolnie odchodzi z kapłaństwa. Tymczasem dzieci księży rodziły się przez całą historię Kościoła. Nawet papieże mieli rodziny, a ich potomkowie robili później kariery w Kościele".
Podkreślała również, że jej matka nigdy nie próbowała nakłaniać ukochanego do porzucenia kapłaństwa.
"Mama była bardzo skromną i zamkniętą w sobie osobą. Kochała tylko mojego ojca i nawet nie marzyła o tym, że zrezygnuje z kapłaństwa. To była wyłącznie jego decyzja. Od najmłodszych lat przygotowywał się do bycia księdzem i sam tego chciał".
Największym bólem rodziców okazał się jednak brak zgody na szybkie uregulowanie sytuacji w Kościele. Jak wspominała Agata, choć inni duchowni otrzymywali dyspensę od celibatu stosunkowo szybko, jej ojciec czekał na taką decyzję przez wiele lat.
"Kilka kilometrów dalej inny ksiądz po dwóch miesiącach dostał dyspensę i mógł zawrzeć ślub kościelny. Mojemu tacie tego odmówiono. Moi rodzice czekali na ślub kościelny aż 32 lata".
Historia opisana przez Agatę Steczkowską odbiła się szerokim echem również wewnątrz rodziny. Po publikacji książki media szeroko cytowały jej fragmenty, a najwięcej emocji wzbudzały te dotyczące Justyny Steczkowskiej. Sama autorka nie ukrywała później, że publikacja stała się źródłem nieporozumień i wywołała napięcia między rodzeństwem.
"Miałam beznadziejnego męża"
Rodzinne wspomnienia nie były jedynym osobistym tematem poruszonym podczas rozmowy z Moniką Richardson. Agata Steczkowska zdecydowała się także opowiedzieć o swoim życiu prywatnym i rozwodzie.
"Ja miałam beznadziejnego męża".
Jak wyznała, przez długi czas próbowała ratować małżeństwo, jednak z biegiem lat doszła do wniosku, że dalsze trwanie w takim związku nie ma sensu.
"Miałam męża, ale ponieważ nie spełniał swoich podstawowych obowiązków jako mąż i ojciec, przeczekałam to, męczyłam się, aż w końcu powiedziałam: 'dość'. Złożyłam pozew rozwodowy i dziś jestem bardzo szczęśliwa. Moja córka jeszcze bardziej".
Artystka nie ma dziś wątpliwości, że była to właściwa decyzja.
"Ten związek po prostu nie miał sensu. Jeżeli mężczyzna nie jest odpowiedzialnym i dobrym mężem ani ojcem, nie muszę wikłać się w takie życie".











