Nie sądziłem, że z koncertu wyjdę z refleksją nie o nostalgii, lecz o tym, jak niektóre piosenki potrafią wymykać się metryce. Publiczność zebrana w warszawskim Amfiteatrze w Parku Sowińskiego pokazała mi, że muzyka Sandry skutecznie łączy ludzi, którzy wychowali się w zupełnie różnych dekadach. Bo skoro obok siebie stali ludzie pamiętający premierę "Maria Magdalena" i ci, którzy znają ją wyłącznie z playlist i serwisów streamingowych, to coś to musi znaczyć - prawda? To od "Marii Magdaleny" rozpoczął się koncert, a kiedy Sandra zapytała: "Would you like to dance?", wszyscy odpowiedzieli tak samo.
Sandra w Warszawie: podróż do złotej ery europopu
Niemiecka gwiazda przez blisko półtorej godziny przypomniała najważniejsze utwory swojej kariery. W programie nie zabrakło "In the Heat of the Night", "Everlasting Love", "Hi! Hi! Hi!" czy "Secret Land". To właśnie przy tych piosenkach publiczność najgłośniej śpiewała kolejne refreny.
Balladowo zrobiło się tylko na chwilę, przy utworach "Seal It Forever", "Hiroshima" - zapowiedziana jako piosenka pokoju - oraz "One More Night", a sentymentalnie - przy wykonaniu "Ecstasy" zespołu Arabesque. W przyszłym roku minie bowiem 50 lat od scenicznego debiutu Sandry w tej kobiecej formacji. Był to symboliczny ukłon w stronę początku kariery, zanim rozpoczęła solową drogę i podbiła europejskie listy przebojów.
Jak Sandra, to oczywiście charakterystyczne syntezatory, dyskotekowe brzmienia klawiszy i elektroniczne melodie, które przenoszą publiczność do złotej ery europopu i synth-popu. Właśnie takie aranżacje od pierwszych taktów budowały klimat koncertu, przypominając, dlaczego utwory Sandry stały się symbolem lat 80., a dodam, że dzisiaj brzmiały zaskakująco świeżo.
Największym zaskoczeniem dla mnie pozostaje jednak sama wokalistka. Sandra zachowała sporo ze swej charakterystycznej barwy głosu - dziewczęcej, trochę flirciarskiej, nieco lalkowej i natychmiast rozpoznawalnej. Nie jest to głos identyczny jak przed czterdziestu laty - to niemożliwe - ale gdy zamknąć oczy, trudno uwierzyć, że od debiutu minęło tyle lat. To właśnie ta charakterystyczna maniera wokalna sprawia, że utwory wykonywane na żywo nie tracą swojego oryginalnego uroku.
Na zakończenie artystka zwróciła się do publiczności słowami: "I will come back very soon". Wszystko wskazuje na to, że artystka dotrzyma słowa. Niemiecka piosenkarka cały czas koncertuje po całym świecie, mimo że od 2012 roku nie wydała żadnej nowej piosenki (ostatnie single z albumu "Stay in Touch", czyli "Maybe Tonight" i "Infinite Kiss" również znalazły swoje miejsce w setliście). Jesienią ponownie ma wystąpić w Polsce, a na przyszły rok zapowiadany jest jej jubileuszowy koncert w Szczecinie.
Wieczór otworzył szwedzki wokalista Bosson, który rozgrzał publiczność przed występem niemieckiej gwiazdy.














