W rozmowie z "The New York Times" Sam Smith po raz pierwszy nazwał Christiana Cowana swoim narzeczonym, kończąc tym samym spekulacje, które nasiliły się po wspólnym występie pary podczas tegorocznej Met Gali. Szczegóły oświadczyn nadal pozostają tajemnicą, co nie powinno dziwić, ponieważ od początku znajomości obaj starali się zachowywać najważniejsze sprawy wyłącznie dla siebie.
Znacznie więcej o ich relacji będzie można natomiast usłyszeć na piątym studyjnym albumie Smitha. Tytuł "Hazel Eyes" nawiązuje do piwnozielonego koloru oczu Cowana, a część piosenek powstawała równolegle z rozwijającym się między nimi uczuciem.
Otwierający płytę utwór "Everlasting Love" artysta zaczął pisać w wieczór poprzedzający ich pierwszą randkę. Było to dla niego nowe doświadczenie, ponieważ wcześniejsze przeboje często opowiadały o samotności, tęsknocie i miłosnych rozczarowaniach, podczas gdy tym razem po raz pierwszy udało mu się uchwycić uczucie, które zostało odwzajemnione.
"Jest coś radykalnego w byciu osobą queerową w dzisiejszym świecie i śpiewaniu piosenek o miłości. Nie pozwolę, żeby wszystko, co złe widzę i czytam, wpłynęło na mój sposób kochania" - podkreślił Smith.
Album "Hazel Eyes", będący następcą wydanej w 2023 roku "Glorii", trafi do słuchaczy 21 sierpnia i będzie zawierał 12 kompozycji.
Od spotkania w Białym Domu do wspólnej Met Gali
Pierwsze doniesienia o znajomości Smitha i Cowana pojawiły się w grudniu 2022 roku, gdy obaj wzięli udział w uroczystości zorganizowanej w Białym Domu z okazji podpisania przez Joego Bidena ustawy Respect for Marriage Act. Wokalista wystąpił wtedy przed zgromadzonymi gośćmi, a później razem z projektantem zapozował do zdjęcia z amerykańskim prezydentem i pierwszą damą Jill Biden.
W kolejnych miesiącach parę widywano między innymi w Australii oraz na wydarzeniach związanych z modą, jednak żaden z nich nie spieszył się z publicznym potwierdzeniem związku. Pierwszym oficjalnym wspólnym wyjściem była dopiero Met Gala w maju 2024 roku, podczas której zaprezentowali dopasowane stroje zaprojektowane przez Cowana.
Uwagę zwracały metalowe róże umieszczone na kreacjach, będące nawiązaniem do początków ich relacji. Projektant zdradził wówczas, że podczas pierwszych spotkań podarował Smithowi różę pokrytą metalem, dlatego po latach postanowił przypomnieć ten gest za pomocą przygotowanych na galę stylizacji.
Christian Cowan ubiera Sama Smitha
Moda szybko stała się jednym z najbardziej widocznych elementów ich wspólnej historii, czego kolejnym dowodem był tegoroczny występ na Met Gali. Smith ponownie pojawił się w stroju stworzonym przez partnera, a obie dopasowane kreacje czerpały inspiracje z dorobku Ertégo, słynnego ilustratora kojarzonego z estetyką art déco i teatralnymi sylwetkami.
Do ozdobienia kostiumów wykorzystano około 255 tys. kryształów i koralików, których ręczne przyszywanie zajęło setki godzin. Cowan opisał projekt jako list miłosny zarówno do Ertégo, jak i do Sama, natomiast artysta nie ukrywał, że noszenie kreacji ukochanego ma dla niego szczególne znaczenie.
"Nikt nie zna mojego ciała lepiej niż ten człowiek. Czuję się niezwykle szczęśliwy, że mogę nosić jego talent" - mówił w rozmowie z "Vogue".
To właśnie po występie pary na Met Gali zaczęto coraz głośniej mówić o zaręczynach, choć sami zainteresowani nie zamierzali natychmiast odnosić się do tych doniesień. Oficjalne potwierdzenie pojawiło się dopiero przy okazji rozmowy poświęconej nowemu albumowi.
Sam Smith nie chce wystawiać miłości na pokaz
Decyzja o zachowaniu prywatności nie jest przypadkowa, ponieważ Smith już kilka lat temu zapowiedział, że nie zamierza relacjonować swoich związków w mediach społecznościowych ani szczegółowo omawiać ich w wywiadach. Po wcześniejszych doświadczeniach doszedł do wniosku, że zainteresowanie towarzyszące jego karierze może niepotrzebnie ingerować w życie dwojga ludzi.
"Bycie kochanym przez drugą osobę jest wielkim darem. Czasami moja praca i wszystko, co się z nią wiąże, może zaburzyć czystość takiego uczucia" - tłumaczył na łamach brytyjskiego "GQ".
Smith i Cowan nie podali jeszcze daty ceremonii ani nie zdradzili, jak zamierzają ją zorganizować. Zamiast szczegółów dotyczących ślubu słuchacze otrzymają na razie "Hazel Eyes", czyli najbardziej romantyczny album w dotychczasowym dorobku artysty.











