Dziś trudno wyobrazić sobie polską scenę muzyczną bez albumu "Kayah i Bregović", ale do jego powstania mogło w ogóle nie dojść. Wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania podczas gali nagród "Machineria". Kayah wspominała po latach, że od dawna fascynowała się twórczością Gorana Bregovicia.
Po zakończeniu wydarzenia planowała wrócić do domu. Była wówczas w ciąży i nie zamierzała zostawać na części nieoficjalnej. Wszystko zmienił krótki SMS od znajomego.
"Jeżeli chcesz poznać Bregovicia, to wracaj na galę".
Posłuchała tej rady. Kilkanaście dni później otrzymała propozycję nagrania wspólnego albumu. Jak się później okazało, była to jedna z najważniejszych decyzji w jej karierze.
Kayah wspomina pierwsze spotkanie. "Powiedziałam coś najgłupszego"
Pierwsze spotkanie z kompozytorem nie należało do najbardziej udanych. Wokalistka wielokrotnie przyznawała, że ogromna trema sprawiła, iż kompletnie straciła pewność siebie.
"Miałam jednak taką tremę, że kiedy zostaliśmy sobie przedstawieni, powiedziałam coś najgłupszego, co mogłam wymyślić. Spytałam, czy 'Ausencię' śpiewa Cesaria Evora. Po prostu tak się z przejęcia trzęsłam, że nic więcej nie przyszło mi do głowy".
Nerwowy początek nie przeszkodził jednak w rozpoczęciu współpracy. Bregović przekazał Kayah materiał muzyczny, a ona mogła wybrać kompozycje, do których chciała napisać polskie teksty.
"Były w różnej, często zadziwiającej formie. Do tego, co wybrałam, miałam napisać teksty. Oczywiście nie przepuściłam takiej okazji".
W ten sposób powstały słowa do utworów "Śpij, kochanie, śpij", "Byłam różą", "Sto lat młodej parze", "Nie ma ciebie" i oczywiście "Prawy do lewego".
Bałkańskie melodie podbiły Polskę
Album trafił do sprzedaży 12 kwietnia 1999 roku i niemal od razu stał się sensacją. Publiczność zachwyciło połączenie bałkańskich rytmów z polskimi tekstami oraz elementami muzyki góralskiej.
Większość kompozycji nie powstała specjalnie z myślą o polskiej publiczności. Bregović oparł materiał na wcześniej opracowanych pieśniach ludowych, romskich i bałkańskich, a Kayah stworzyła do nich całkowicie nowe teksty. W nagraniach uczestniczył również góralski zespół z Zakopanego, którego członkowie kilka lat później współtworzyli formację Zakopower.
Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Jeszcze przed końcem 1999 roku album sprzedał się w nakładzie około 700 tysięcy egzemplarzy. Niedługo później przekroczył granicę miliona sprzedanych płyt, stając się jednym z najlepiej sprzedających się albumów w historii polskiej fonografii.
Wszyscy śpiewają ten refren. Mało kto wie, o czym naprawdę opowiada
Choć na płycie znalazło się wiele przebojów, największym fenomenem okazało się "Prawy do lewego". Piosenka błyskawicznie stała się obowiązkowym punktem wesel, imprez i rodzinnych uroczystości. Przez lata traktowano ją jako pochwałę wspólnej zabawy.
Kayah wielokrotnie podkreślała jednak, że taki odbiór całkowicie mija się z jej zamysłem.
"Postanowiłam podejść do tekstu z pewnym dystansem, pokazać w sposób przewrotny nasze 'buractwo', które wychodzi przy wódeczce. Zaczynamy od szczytnych toastów, wymachujemy szabelką, a kiedy opróżnimy butelki, kończy się wypiciem za 'balony pani Mani'".
Artystka chciała stworzyć satyrę na zachowanie Polaków podczas zakrapianych spotkań. Paradoks polega na tym, że odbiorcy potraktowali utwór dokładnie odwrotnie. "Prawy do lewego" zamiast krytykować biesiadną kulturę, samo stało się jej symbolem.
Po latach wyszła na jaw jeszcze jedna tajemnica
Historia przeboju nie zakończyła się wraz z jego sukcesem. Kilkanaście lat po premierze Kayah ujawniła, że wokół autorstwa muzyki pojawiły się poważne wątpliwości.
Jak mówiła, zgłosił się serbski kompozytor, który przedstawił dowody świadczące o tym, że to właśnie on stworzył utwór "Mandala", będący muzyczym pierwowzorem "Prawy do lewego".
"Zgłosił się bowiem inny kompozytor serbski, który udowodnił, że to on jest autorem utworu 'Mandala', znanego u nas jako 'Prawy do lewego'. Zostałam wprowadzona w błąd, ale mimo że tekst jest mój oryginalny, do tej pory nie dostałam ani złotówki tantiem. Sprawa ciągnie się już trzynaście lat i może wreszcie dobiegnie szczęśliwego końca".
Sukces, którego nie udało się powtórzyć
Wspólna płyta przyniosła artystom Fryderyki, Superjedynki i ogromną popularność także poza granicami Polski. Album ukazał się między innymi we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Grecji, Turcji, Czechach, Chorwacji, Słowenii i Izraelu. Szczególnie dobrze został przyjęty we Włoszech, gdzie przez pierwsze tygodnie utrzymywał się w czołówce sprzedaży.
Popularność duetu najlepiej pokazał koncert zorganizowany w Warszawie w 1999 roku. Na występ przyszło ponad 50 tysięcy widzów, a transmisję emitował TVN. Zarejestrowany koncert doczekał się później wydania na kasecie VHS.
Z czasem między muzykami pojawiły się jednak napięcia. Kayah przyznała po latach, że ich współpraca zakończyła się rozczarowaniem również z powodów finansowych.
"To nie są narzekania, to są po prostu stwierdzenia faktów. Abstrahując od jego charakteru czy od tego, czy jest miłym człowiekiem, czy nie".
Dodawała również:
"Nie pałam entuzjazmem w stosunku do tego człowieka. Muszę powiedzieć, że Goran jest bardzo specyficznym facetem, który lubi wszystko kontrolować".
Publiczność nie pozwoliła zapomnieć o tej płycie
Choć wydawało się, że wspólne występy należą już do przeszłości, w 2017 roku doszło do symbolicznego pojednania. Bregović zaprosił Kayah na scenę podczas koncertu w Polsce, a reakcja publiczności była natychmiastowa. Niedługo później artyści ogłosili kolejne wspólne występy.
Album doczekał się także jubileuszowej reedycji. Fani mogli stworzyć własne wersje utworów, korzystając z udostępnionych ścieżek wokalnych a cappella. Najciekawsze interpretacje trafiły na specjalne wydanie płyty, które również znalazło wielu nabywców.
Mimo upływu ponad dwóch dekad repertuar z albumu "Kayah i Bregović" wciąż pozostaje obecny na koncertach i imprezach. A "Prawy do lewego" nadal należy do tych piosenek, które śpiewają kolejne pokolenia, nawet jeśli niewielu słuchaczy zdaje sobie sprawę, że od początku miała być ona przede wszystkim ironicznym komentarzem do polskiej kultury biesiadowania.






![Michał Wiraszko o Jarocin Festiwal: "Dobry festiwal na złe czasy" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000N1A8DH0IML5YD-C401.webp)




