Początki kariery Oskara Cymsa nie należały do najłatwiejszych. "Uważałem, że to niemożliwe"
Twórczością Oskara Cymsa obecnie zachwycają się setki tysięcy słuchaczy w całej Polsce. Artysta mimo młodego wieku ma już na swoim koncie szereg sukcesów. Niemniej jednak, jego droga do sukcesu nie należała do najłatwiejszych.

Urodzony 26 lipca 2000 roku Oskar Cyms w ostatnich latach znacząco zyskał na popularności. 25-latek chwalić się może zwycięstwem w programie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" w 2018 roku, występem na Top of the Top Sopot Festival 2024, gdzie otrzymał Bursztynowego Słowika, oraz wydaniem dwóch albumów "Nigdy wcześniej" i "Szkic i Kontury".
Na swoim koncie ma również szereg przebojów takich jak "Daj mi znać", "Niech mówią", "Na niebie", czy "Do gwiazd", które pokryły się platyną. Ostatni z wymienionych pojawił się w ścieżce dźwiękowej do filmu "Akademia Pana Kleksa". Nie jest to z resztą jego pierwszy utwór wykorzystany w filmie. Kawałek "My Girl" usłyszeć możemy w "365 dni".
Dziś muzyką Oskara Cymsa zachwycają się setki tysięcy fanów, jednak początki jego kariery były dużo bardziej skomplikowane.
Jak zaczynał Oskar Cyms?
Muzyk pochodzi z niewielkiej miejscowości Nowe w województwie kujawsko-pomorskim. Początkowo, mimo wielkiej determinacji, nie wyobrażał sobie, że uda mu się osiągnąć tak duży sukces: "Chciałem zostać wokalistą, ale uważałem, że to niemożliwe. Mieszkałem w malutkim mieście, nie pochodzę z bogatej rodziny, moi rodzice nie mieli żadnych znajomości w show-biznesie" - tłumaczył w wywiadzie dla "Plejady".
Cyms zdradził, że już będąc w szkole podstawowej, czuł się na scenie wyjątkowo swobodnie. Gdy trafił do gimnazjum sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Przez zaczepki i ubliżanie ze strony rówieśników, stracił pewność siebie.
"Straciłem pewność siebie, moje poczucie własnej wartości się obniżyło, zamknąłem się w sobie. Mimo że chciałem dalej rozwijać swoją muzyczną pasję, bałem się, jak zostanę odebrany przez innych. (...) Wtedy było we mnie dużo lęku" - mówił.
"Pamiętam, że raz zgodziłem się wystąpić w szkole na apelu, ale ostatecznie nie wszedłem nawet na scenę. Nie dałem rady. Sparaliżował mnie stres" - tłumaczył, dodając, że zrezygnował wtedy z występów i śpiewał tylko w domu.
Później zaczął nagrywać również covery znanych utworów, jednak przez długi czas trzymał je dla siebie. W liceum dołączył do zespołu kościelnego, z którym występował na mszach oraz różnych uroczystościach.
"Znajomi, którzy już mnie słyszeli, namawiali mnie, żebym zaczął występować również w szkole. Ja nie chciałem. (...) Pamiętam, że po raz pierwszy odważyłem się zaśpiewać dopiero w trzeciej liceum" - opowiadał.
To wtedy doszło do dużego przełomu. Cyms zaczął dzielić się swoimi coverami w sieci. Natrafił na nie Dominik Borkowicz, znany menedżer, który zaproponował młodemu artyście współpracę.
Nim na dobre rozwinął skrzydła, grał jeszcze na ulicach Sopotu i Warszawy: "To było pierwsze przełamywanie barier w występach przed publiką, która nie wie, kim jesteś" -mówił w "Dzień dobry TVN".
"Namówił mnie na to Paweł Mogielnicki, którego poznałem, biorąc udział w konkursie 'Talentobranie'. (...) Nie byłem pewien, czy się w tym odnajdę, ale koleżanka nakłoniła mnie do tego, żebym spróbował" - tłumaczył "Plejadzie", zdradzając, ile zarabiał na graniu na ulicy nad morzem: "W ciepłe, słoneczne dni w godzinę byliśmy w stanie zarobić trochę ponad tysiąc złotych za godzinę grania".
Dziś Oskara Cymsa oglądać możemy na największych polskich imprezach muzycznych transmitowanych przez popularne stacje telewizyjne. Dodatkowo, artysta gra dużo solowych koncertów, które spotykają się z ogromnym zainteresowaniem.








