Po koncercie Kraków Street Band w Nowym Sączu wybuchła afera. Organizatorzy oszukali zespół ws. sprzedaży biletów?
15 maja w Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Sączu miał miejsce koncert Kraków Street Bandu, który odbił się szerokim echem w mediach. Zespół zarzuca bowiem organizatorom pewnie nieprawidłowości. Dyrekcja MOK-u miała wprowadzić muzyków w błąd, informując ich o kiepskiej sprzedaży biletów, chcąc jednocześnie zmniejszyć ich wynagrodzenie. Teraz przedstawiciele ośrodka odpowiadają na oskarżenia. "Kwestionowanie podważa renomę i wiarygodność zespołu" - czytamy w oświadczeniu.

Kraków Street Band - zespół, który zasłynął spontanicznymi występami na Rynku Głównym w Krakowie, a w 2014 r. dotarł do finału "Must Be The Music" - koncertuje obecnie w ramach trasy promującej ich najnowsze wydawnictwo "Dwie myśli stąd". Jednym z przystanków tournee był Nowy Sącz. Grupa zagrała tam 15 maja, a już kilka dni po koncercie rozpętała się prawdziwa burza. Muzycy zarzucają bowiem dyrekcji Miejskiego Ośrodka Kultury pewne nieprawidłowości związane z organizacją wydarzenia.
Kraków Street Band poinformował o nieprzyjemnej sytuacji, która spotkała ich w związku z koncertem w Nowym Sączu, za pośrednictwem swojego konta na Facebooku. Muzycy zaznaczyli, że przed występem podpisali z Miejskim Ośrodkiem Kultury konkretną umowę. "Przedstawiliśmy dwie możliwości współpracy: koncert rozliczany z wpływów z biletów albo występ za ustaloną wcześniej stawkę. Co istotne - wybrano drugą opcję" - czytamy w oświadczeniu.
Afera po koncercie Kraków Street Bandu w Nowym Sączu. O co zespół oskarża organizatorów?
Pomimo wcześniej ustalonych reguł umowy, kilka dni przed koncertem Kraków Street Band otrzymał nietypowy telefon od organizatorów. Wówczas poinformowano muzyków o słabej sprzedaży biletów. Usłyszeli, że na ten moment zainteresowanych występem jest zaledwie 30 lub 40 osób. Przedstawiciel MOK miał więc zaproponować: "albo zagracie za mniej więcej pół stawki, albo ten koncert, pomimo podpisanej umowy, zostanie odwołany".
"Popełniliśmy kardynalny błąd" - piszą członkowie Kraków Street Band. "Trochę nam się zrobiło głupio, że taka słaba frekwencja, poza tym nie chcieliśmy zawieść tej garstki osób, więc naiwnie się zgodziliśmy i podpisaliśmy aneks do umowy, znacznie obniżając naszą gażę" - dodają muzycy we wpisie na Facebooku.
Miało przyjść 30 osób, a ostatecznie na liczniku było ponad 150 biletów. Organizatorzy próbowali oszukać ws. sprzedaży wejściówek?
15 maja, gdy zespół przybył na koncert do Nowego Sącza, okazało się, że wydarzenie jednak cieszy się ogromną popularnością. Muzycy stwierdzili, że sala była w dużej mierze wyprzedana i niewielka ilość siedzeń pozostawała wolna. "W samej przedsprzedaży osiągnięto kwotę odpowiadającą ok. 150 biletom, a nie uwzględniało to jeszcze sprzedaży przed samym koncertem" - wyjawili. "Mimo wściekłości i poczucia totalnej porażki postanowiliśmy zagrać" - dodali artyści.
Po koncercie afera nabrała jeszcze większego rozpędu. Organizator nawet tuż przed rozpoczęciem występu miał odmówić zmiany warunków, choć wyraźnie widać było, jaka frekwencja panuje w MOK-u. Po zakończonej wizycie Kraków Street Band w Nowym Sączu ich kontakt z dyrekcją ośrodka całkowicie się urwał. Nie pomagały także próby wyjaśnienia sprawy z władzami miasta.
Dyrekcja MOK-u w Nowym Sączu odpowiedziała na zarzuty Kraków Street Bandu. Nie poruszono jednak tematu sprzedaży biletów
Wreszcie dyrekcja Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu postanowiła odnieść się do całej sprawy publicznie, publikując w sieci oficjalne oświadczenie. Odpowiadając na zarzuty zespołu, instytucja podkreśliła, że ma obowiązek zarządzać funduszem "rzetelnie", bowiem jest finansowana ze środków publicznych. W związku z tym - po negocjacjach z członkami Kraków Street Band - stawka za koncert z 15 maja miała wynosić 7 tys. złotych.
"Kwestionowanie post factum w mediach społecznościowych wysokości wynagrodzenia, na które zespół się zgodził przed koncertem, w ocenie MOK podważa renomę i wiarygodność zespołu" - czytamy w oświadczeniu.
Dyrekcja MOK-u nie odniosła się jednak do rzekomego wprowadzania w błąd muzyków i kłamstwa w sprawie liczby sprzedanych biletów. To właśnie ten aspekt miał zadecydować o "dobrowolnym zaakceptowaniu stawki" i podpisaniu aneksu przez Kraków Street Band. Cała afera pozostaje więc wciąż niewyjaśniona.










